Nowy numer 25/2021 Archiwum

To coś więcej niż tradycja

– Ludzie mówią: „Zbieramy się przy figurce” i już każdy wie, że majowe jest przy krzyżu – opowiada proboszcz w Łynie.

Maj jest miesiącem poświęconym Maryi. W kościołach odbywają się nabożeństwa majowe. W wioskach, gdzie nie ma kościołów, są przydrożne kapliczki i krzyże, wokół których gromadzą się ludzie. Codziennie płyną stamtąd słowa pieśni „Chwalcie, łąki umajone...”. Później zgromadzeni śpiewają Litanię Loretańską. I choć nie ma ich już tak wielu, jak to bywało kiedyś, tradycja ta trwa nieustannie. – Mam nadzieję, że będzie się ona odradzać. Młodzi coraz chętniej wracają do tego, co było. Dzieci pytają o to, naprawdę czują potrzebę, by wracać do tradycji swoich przodków – uważa ks. Krzysztof Kuleszo, proboszcz parafii Niepokalanego Serca Maryi Panny w Łynie.

21 wiosek

Nabożeństwa majowe na Warmii szczególnie związane były z kapliczkami, które nieustannie pełnią ważną funkcję kultową i religijną. Po II wojnie światowej, kiedy nastąpiła wymiana ludności, również na Mazurach ludzie zaczęli gromadzić się przy krzyżach. – W Łynie Litanię Loretańską śpiewamy w kościele, przy wystawieniu Najświętszego Sakramentu. Warto podkreślić, że na terenie parafii znajduje się dwanaście sołectw, obejmujących dwadzieścia jeden wiosek. Więc tam, gdzie nie ma kościoła, odbywa się to inaczej. W każdej wiosce jest co najmniej jeden krzyż. Stoi na skraju, przy drodze, która prowadzi do kościoła. Ludzie mówią: „Zbieramy się przy figurce” i już każdy wie, że majowe jest przy krzyżu – opowiada ks. Kuleszo. Dawniej w maju odbywało się święcenie pól. Jednak rolników jest coraz mniej. – Jeszcze pozostała tradycja, by odprawić Mszę św. w intencji wsi. Ta uroczystość odbywa się przy figurkach. Modlimy się o dobre plony, o błogosławieństwo Boże dla mieszkańców, modlimy się również za zmarłych, którzy odeszli w minionym roku – wymienia proboszcz.

Moja Matka

Tuż przy gospodarstwie Józefy Nowak stoi krzyż. – Dbam o to miejsce. Jest już przystrojone, przygotowane do nabożeństw majowych. A i na polach jest już zielono. Cudownie jest tak stanąć przy figurce i pomodlić się do Matki Bożej. Przyroda ożywa, serce człowieka również – mówi pani Józefa z Radomina. – Codziennie, bez względu na pogodę modlimy się przy kapliczce. To ważne, żeby tę tradycję pielęgnować. Zresztą to coś więcej niż tradycja. Kiedy byłam mała, mama zawsze zabierała mnie na tę modlitwę. Ludzi było dużo, całe wioski się schodziły – dzieci, młodzi i starsi. Teraz nie ma dużo osób – przyznaje pani Józefa. – Pragnienie modlitwy w maju narodziło się przez przykład rodziców. I miłość do Matki Bożej rodziła się od dzieciństwa. Całe życie Maryja jest moją Matką – dodaje.

Spotkanie modlitewne

W Polsce pierwsze nabożeństwa majowe wprowadzili jezuici w 1838 roku. Stały się bardzo popularne pod koniec XIX w. – Na Warmii objawienia Matki Bożej w Gietrzwałdzie ożywiły te nabożeństwa. Ludzie gromadzili się przy kapliczkach. Oczywiście było to spotkanie modlitewne, jednak miało kontekst spotkania towarzyskiego. Prace w zagrodach były zakończone, było po obrządku, zapadał zmierzch, przynoszono świece. Przychodzili ludzie w każdym wieku. Dziś majowe kojarzy się raczej ze starszymi osobami, a szkoda – uważa Krystian Iwaniuk, etnograf Muzeum Budownictwa Ludowego w Olsztynku. Podkreśla, że budząca się do życia przyroda rodziła nadzieję na dobry rok, był to symbol zmartwychwstania. – Dawniej ludzie byli uzależnieni od ziemi, inaczej przeżywali wiarę, rozumieli opiekę Matki Bożej – dodaje.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama