Z pewnością to niespotykany widok: po korytarzach seminarium biega mnóstwo dzieci. W jednej z sal zorganizowano nawet pokój zabaw. Wózki, spacerówki, a w pobliżu wewnętrznego wejścia do kościoła seminaryjnego stół, przy którym często widać nie tylko kleryków, lecz także samego księdza rektora, który rozmawia z uchodźcami, uzupełnia listy, pyta, co jeszcze potrzeba, czy wszystko jest w porządku. – Jesteśmy wdzięczni za pomoc i opiekę – podkreśla Tatiana z Charkowa. I chyba najczęściej wypowiadanym słowem jest „dziękuję”, bo co to znaczy mieć dach nad głową, poczucie bezpieczeństwa dla dzieci, mieć co zjeść, najlepiej wiedzą ci, którzy uciekli z piekła, jakie zgotowali Rosjanie mieszkańcom Ukrainy.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








