Nie znamy dnia, kiedy podczas jednej ze swoich wizyt handlowych w Pieniężnie Johannes Trumbank spotkał się z namiestnikiem miasta. Podczas spotkania włodarz zaproponował mu zwerbowanie ochotników z Westfalii i założenie na Warmii nowej osady. Johannes powrócił do ojczystej ziemi, do nadreńskiego Lichtenau. Wiosną 1322 r. na placu kościelnym zebrał ochotników. Około 20 wozów chłopskich załadowanych dobytkiem wyruszyło na Warmię, do ziemi obiecanej, gdzie mieli założyć nową osadę. Droga wiodła przez Malbork, Elbląg, Frombork i Pieniężno. Początki nie były łatwe, pełne tęsknoty i rozczarowań. Niektórzy nawet próbowali powrócić.
- Minęło kilka lat od przybycia pierwszych kolonizatorów, kiedy 17 września 1326 r. wieś Lichtenau doczekała się swojego lokowania na staropruskim polu osadniczym i nadania jej określonego statusu. Uroczystość z udziałem bp. Jordana miała miejsce w Pieniężnie - opowiadała Marzena Sztop. Sam dokument lokowania zaczynał się słowami: „W imię Pana. Amen. My Propst Jordan, Dechant Joannes i cała Kapituła Kościoła Warmińskiego zaświadczamy obecnie żyjącym, jak też żyjącym w przyszłości, że my na użytek i rozwój Kościoła i kapituły jesteśmy zobowiązani ustanowić osiedle na polach Kulkstitien; to osiedle chcemy nazwać Lichtenau”.
Wiemy z dokumentów, że w 1330 r. zapisano Jakubowi karczmę, że ze wzniesionej we wsi kaplicy już przed 1343 r. powstał kościół, że czasy spokoju były zakłócane wojnami, epidemiami, najazdami. Charakter ziemi warmińskiej i przybyłych mieszkańców wykuły bezlitosne wydarzenia. W latach 1519-1521 podczas wojny rycerskiej miejscowość została praktycznie zrównana z ziemią. XVII wiek to czas najazdów szwedzkich. Potem wojna siedmioletnia 1756-1763 kompletnie zrujnowała warmińską ziemię.
- Prawdą wszech czasów jest fakt, że nawet po najcięższej wojnie, która rozrywa ziemię i niszczy naturę, rany się zabliźniają, pojawia się nadzieja i siły do codziennego mozołu, a ludzie pamiętając lęk i trwogę powierzają swoje bezpieczeństwo Bogu. Stawiali kapliczki dziękczynne i błagalne, których we wsi było w sumie osiem, do tego jedenaście krzyży - przybliżała Marzena.
Trudna historia Warmii ukształtowała przez wieki silnych ludzi. Doktor Alois Höhn w kronice poświęconej Lichtenau, w której oddaje hołd poległym mieszkańcom w I wojnie światowej, charakteryzuje miejscowych, jako ludzi religijnych, odważnych, niezwykle pracowitych i czerpiących z pracy niezłomną radość. „Radość pracy i siła działania ludu warmińskiego były od dawna zakorzenione w jego religii. Sześćset lat mieszkańcy Lichtenau w pocie czoła uprawiali swoje pola, a osty i ciernie nigdy im naprawdę nie zostały oszczędzone”, opisywał kronikarz.
- Na jednym z kościelnych dzwonów widniał napis: „Żywych wołam, zmarłych opłakuję, pioruny łamię”. Dziś, w uroczystym dniu jubileuszu, chcemy przywołać żywych, pochylić się nad zmarłymi i ukazać, jak jedni i drudzy potrafili łamać pioruny - zauważała Marzena Sztop. - Historia mieszkańców i wsi, to niczym baśniowa saga o świętej ziemi zwanej Warmią i o niewielkiej osadzie dwojga imion: Lichtenau-Lechowo, gdzie losy ludzkie są zespolone z losami ziemi, która wciąż przywołuje żywych i opłakuje zmarłych - zauważała.
Przygotowania do jubileuszu 700-lecia Lechowa trwały wiele miesięcy. - To była nasza wspólna praca, która bardzo nas zintegrowała. Poznaliśmy się lepiej, zżyliśmy - wspominała Paulina Ponichtera, sołtys wsi. Wspominała też słowa teścia Bogdana, który przez lata był zaangażowany społecznie w działania na rzecz lokalnej społeczności. Mawiał, że można różne rzeczy wymyślać społeczne, różne projekty realizować, ale jak nie ma ludzi, to celowość tych działań nie ma sensu.
- Dlatego odwiedziliśmy wszystkich mieszkańców i każdemu wręczyliśmy zaproszenie na jubileusz. Lechowo się zmienia, przez ostatnie lata przybyło nowych mieszkańców. Osiedlają się tu, bo to przyjazna wieś, dużo się dzieje. Jest rada sołecka, jest Stowarzyszenie Lechowianie, jest parafia i każdy jest aktywny - przybliżała pani sołtys.
Uroczystości jubileuszowe rozpoczęła Msza św. w Kościele św. Jana Chrzciciela w Lechowie. Na długo przed rozpoczęciem liturgii pierwsi mieszkańcy zebrali się przed świątynią, którą na co dzień opiekuje się pani Jadwiga Szymak. - Sprowadziłam się tu ponad dziesięć lat temu. Wcześniej mieszkałam w Niedbałkach - mówiła. - Mąż zmarł, jestem sama i pozostał mi tylko ten kościół - wyznała. - Przyjdę przed Mszą św., kościół otworzę, poukładam rzeczy, kwiatki postawię. I tak żyję - uśmiechała się pani Jadwiga. - Wie pan, wielu starszych umarło. Młodzi mają swój świat, obowiązki. Córka często mnie odwiedza, pomaga, zimą w piecu napali, posprząta. Jestem spokojna, żyję powoli, służę, jak mogę. A do kościoła mam niedaleko, bo mieszkam na samym początku wsi - podkreślała.
Świątynia w Lechowie zachwyca swoim pięknem i bogactwem sztuki sakralnej. W przedsionku wchodzących wita wielki krzyż, obok wymalowane postaci św. Jerzego i Michała Archanioła, w tle napis: „Gdzie jestem, co robię, którędy mi droga, wszędzie na mnie patrzą dobre oczy Boga”. - Zawsze te słowa zatrzymują mnie na chwilę. One już wpisały się w moje serce - nie krył Zbigniew Orwat, który przed 35 laty sprowadził się do Lechowa.
- Mieszkają tu wspaniali ludzie, a razem tworzymy naszą małą ojczyznę. Po wojnie nastąpiła tu wymiana ludności. Warmiacy uciekli, przyjechali nowi osadnicy. Ale dziś pamiętamy o wszystkich, bo każdy zostawił tu swoją historię życia. Kiedy tu się sprowadziłem, wiele myślałem, czy to oby jest moje miejsce na ziemi. Jeden z mieszkańców powiedział mi wówczas: „Jak już tu jesteś, to bądź całym sobą”. I tak zrobiłem, i moje kolejne dni osiadły w tej wsi, w znajomościach, przyjaźniach, rozmowach. I w tym naszym kościele, którym jestem zafascynowany. Dlaczego? Wystarczy wejść do środka, by to zrozumieć. Zatem wejdźmy do kościoła - zaprosił Zbigniew.
Na stropie świątyni widnieje wiele scen biblijnych. - Jeden z mieszkańców już nieżyjących mówił mi, że jeden z księży werbistów, którzy to opiekowali się na początku naszą parafią, mówił, że właściwie patrząc na te obrazy można na ich podstawie przeprowadzić rekolekcje. A to moja ulubiona scena, śmierć św. Józefa. On, patron dobrej śmierci, jest Jezus i Maryja. Każda ze scen przemawia - opisywał.
Wskazał na obraz z 1623 r. przedstawiający Matkę Boską z Dzieciątkiem, św. Józefem i św. Janem Chrzcicielem, który pierwotnie znajdował się w ołtarzu głównym. - Pan Jezus i Jan Chrzciciel są tu dziećmi. Bawią się razem. To jest wspaniałe - wyznał.
- Bogactwem Lechowa są ludzie, którzy są ofiarni i oddani. Jestem w nich zakochany. Właściwie ja nie pamiętam, żeby ktoś tu był nieżyczliwy. Jak mam kłopoty, to zawsze do kogoś mogę się z tym zwrócić - zauważał Zbigniew.
Mszy św. jubileuszowej w Kościele św. Jana Chrzciciela przewodniczył abp Józef Górzyński. Przybyłych mieszkańców i gości, w tym delegację z Lichtenau z Niemiec, przywitał proboszcz ks. Paweł Władyka. - Zapraszam do wspólnej modlitwy, byśmy wspólnie Panu Bogu dziękowali za 700 lat istnienia naszej miejscowości i prosili o dalsze błogosławieństwo - mówił proboszcz.
Przedstawiciele mieszkańców Lechowa przywitali metropolitę warmińskiego. - Dziękujemy dobremu Bogu za jubileusz 700-lecia istnienia naszej parafii i miejscowości. Jako spadkobiercy wielowiekowej wiary poprzednich pokoleń przeżywamy z dumą nasz jubileusz. Ekscelencjo, prosimy cię o sprawowanie tej Eucharystii. Módl się razem z nami za tych, którzy tworzyli tę parafię przez minione siedem wieków, za nas, którzy tworzymy ją dziś. Prosimy o pasterskie błogosławieństwo dla naszej całej wspólnoty - mówił Damian Ponichtera.
Metropolita warmiński w wygłoszonej homilii wskazywał na patrona kościoła św. Jana Chrzciciela, który wiernie podjął się wykonania zadań powierzonych mu przez Boga. - Jego historia życia jest ciągle przywoływana w tradycji Kościoła, jako przykład do naśladowania osobowej relacji z Bogiem, zdolności słuchania Bożego słowa, gotowości do wypełniania i wytrwania na drodze Bożych przykazań - mówił pasterz.
Lechowo. 700-lecie miejscowości - homilia abp Józef GórzyńskiKrzysztof Kozłowski
Podkreślał, iż chrześcijanie powinni cechować się postawą wsłuchiwania się w słowo Boże, a potem wiernego wypełniania Jego woli, nawet wtedy, kiedy do końca nie rozumie się Bożego zamysłu. - Wzorem jest św. Jan Chrzciciel, o którym Chrystus mówił, jako o największym zrodzonym z niewiast, który dobrze wypełnia swoje zadania, jest wierny Bogu aż do końca, co przypłaca męczeństwem. Wola Boża jest bardzo często objawiana na sposób przerastający naszą zdolność zrozumienia. Nas też to dotyka, kiedy rzeczywistość nas przerasta, tracimy zdrowie, czujemy się bezradni - zauważał abp Józef Górzyński.
Wpatrzeni w św. Jana Chrzciciela winniśmy zrozumieć, że nie nasze rozumowanie, a wola Boża jest istotna dla życia i dla losu świata. - Tymczasem mamy dzisiaj ogromny deficyt wierności Bogu. Przyjmujemy Boże przykazania, jako piękne sformułowania, jako ładne zasady. Często nawet głosimy je, jako słuszne, jako obowiązujące, ale nie życiem, jak czynił to św. Jan Chrzciciel. Tłumaczymy sobie, że życie ma swoje prawa i zaczynamy żyć tak, jak sami sobie je wyobrażamy, jak sami byśmy chcieli, porzucając Boży porządek - mówił metropolita warmiński.
Historia jest czytelną wskazówką błędów, które dziś popełniamy, bo nie wyciągamy wniosków z doświadczeń poprzednich pokoleń. - Również i my tworzymy dziedzictwo dla przyszłych pokoleń. To, co zostawimy, będzie spuścizną, na której będą budować przyszłe pokolenia. Spójrzmy na tę świątynię. Ona jest świadectwem bogactwa minionej kultury, świadectwem łączności z Bogiem, pięknem powiązanym z dobrem i z prawdą, kiedy człowiek kształtuje świat na boskich wartościach - zauważał pasterz.
- Bogu dziękujmy za tych, którzy potrafili tę lekcję historii odczytywać, zbudować i zostawić nam świat, który tworzył historię na postawie posłuszeństwa Bogu. Bogu dziękujmy za twórców historii, która była przed nami, ale pamiętajmy o sobie, o naszej powinności bycia wiernym Bogu, budowania życia, którego fundamentem jest Bóg i Jego wartości. Prośmy św. Jana Chrzciciela, wyjątkowego świadka Ewangelii, aby wstawiał się za nami u Boga i wypraszał nam łaskę, która jest potrzebna do zrozumienia i wytrwania w tym, co właściwe, co dobre, prawdziwe i piękne; byśmy na Bożych wartościach budowali świat - apelował metropolita warmiński.
700-lecie LechowaKrzysztof Kozłowski
Po Mszy św. abp Józef Górzyński poświęcił tablicę upamiętniającą jubileusz 700-lecia Lechowa. Następnie uczestnicy uroczystości udali się do byłej szkoły, gdzie był poczęstunek, po którym dalsze uroczystości odbyły się przy nowej wiacie.
700-lecie Lechowa









