Pomagają, a dziś sami potrzebują pomocy

Wojtek spał przy -15 stopniach w budynku kolejowym, gdzie nie było żadnych okien i drzwi, a w nocy po nim biegały szczury. Otrzymał pomoc, dzięki której przebaczył matce i odzyskał wolność. - Tak działa Bóg, który kocha każdego z nas. Pomagamy takim osobom, niosąc im nadzieję na lepsze jutro - mówi Kamil Piotrowski, prezes Fundacji "Dzieło Miriam".

Krzysztof Kozłowski: Przez cały rok pomagacie osobom w kryzysie bezdomności. Docieracie do mieszkających w pustostanach, lasach czy kanałach burzowych. Rozwozicie żywność, odzież i pomagacie dotrzeć im do ośrodków terapii. Macie jednak jeden problem - brak specjalistycznego busa.
 

Kamil Piotrowski, prezes Fundacji Dzieło Miriam: Wiele osób może pomyśleć, że to tylko samochód. Nasz będzie samochodem do zadań specjalnych. Duży bus z napędem na cztery koła, z przetwornicą prądu, gdzie będziemy mogli ładować koce elektryczne, latarki, transportować ludzi, rozwozić ich po ośrodkach terapii w całej Polsce. Ten samochód jest dla nas mega ważny.

Jak zaczęło się wasze dzieło miłości miłosiernej, kiedy wręcz przytulacie bezdomnych, dajecie nadzieję ma lepsze jutro.
To jest piękna sprawa, bo tę niesamowitą robotę zrobił i robi tak naprawdę Pan Bóg. Prowadzimy w każdą sobotę o godzinie 14 punkt pomocy pod olsztyńskim młynem, gdzie pomagamy ludziom. Zauważyliśmy, że wiele osób, które przychodzą do nas, koczuje w różnych miejscach. Pewnego chłodnego, zimowego wieczoru, dostałem natchnienie od Ducha Świętego, żeby wyruszyć do tych ludzi. Przyjąłem to od razu, chociaż wiadomo, to jest to wyjście ze strefy komfortu, bo trzeba po prostu wieczorem ruszyć do ludzi w pustostanach, lasach i ogródkach działkowych, by ich odnaleźć. Podzieliłem się tym pomysłem z naszymi wolontariuszami. Ustaliliśmy, że będziemy jeździć we czwartki wieczorem.

Pomagają, a dziś sami potrzebują pomocy   Nowy bus posłuży również do transportu ciepłych posiłków przygotowanych dla bezdomnych. Krzysztof Kozłowski /Foto Gość

Jak dowiadujecie się o miejscach koczowisk?
W jedną środę, jadąc niedaleko Zielonej Górki, zacząłem się modlić za człowieka, którego zawsze widziałem, gdy wychodziłem z kaplicy adoracji z Kościoła Świętej Anny. On zawsze szedł z takim wózeczkiem pełnym puszek, przechodził przed moim samochodem, przeważnie o tej samej godzinie. Zacząłem się za niego modlić. Nie powiedziałem nawet „amen” i on wszedł mi przed maskę. Ja się zatrzymałem. On wszedł do sklepu, poczekałem na niego. Okazało się, że to jest Krzysztof, którego później poznaliśmy, że jest praktycznie niewidomy. Ma bardzo poważną chorobę oczu. No i poprosiłem go, żeby zawiózł mnie tam, gdzie mieszka. Pojechaliśmy tam. Powiedziałem mu, że na drugi dzień przyjedziemy wieczorem, żeby tam wszyscy byli, którzy koczują w pobliżu jego miejsca. Kiedy przyjechaliśmy, nagle z jakichś baraków, z szałasów, zaczęli schodzić się ludzie. Przyjechaliśmy pomóc jednej osobie, pomogliśmy siedmiu.

Pomagają, a dziś sami potrzebują pomocy   Wolontariusze udzielają pomocy medycznej podczas sobotnich spotkań, jak i podczas wyjazdów do koczowisk. Krzysztof Kozłowski /Foto Gość

To tylko jedno miejsce. Jest ich zapewne dużo.
Sytuacja powtórzyła się tydzień później dosłownie w tym samym miejscu. Przypomniało mi się, że kiedyś rozmawiałem z jednym bezdomnym, który mi mówił, że nieopodal, tam właśnie gdzie jeździmy, w opuszczonym budynku kolejowym bez drzwi i okien mieszka człowiek. Zacząłem się za niego modlić. Dojechałem dosłownie pod sam kościół, wysiadłem z samochodu i ten człowiek wszedł mi w drogę. O nic go nie pytałem, poprosiłem tylko, żeby mnie zaprowadził do miejsca, gdzie koczuje. Wsiedliśmy w samochodu, pojechaliśmy. Dojazd był bardzo trudny. Tak zaczęliśmy jeździć do Wojtka. A Bóg tak sprawił, że w ciągu niecałych 3 miesięcy wyciągnęliśmy z bezdomności dwie osoby.

Rozdajecie żywność, ubrania, buty i koce. Ale pomagacie też wyjść z bezdomności, z nałogów, które niszczą życie.
Chcemy tych, którzy zdecydują się na zmianę życia, wozić do ośrodków terapeutycznych. Między innymi i do tego potrzebny jest nam specjalistyczny bus. Tak naprawdę źródłem problemów związanych z bezdomnością są alkohol i narkotyki. Żeby temu zaradzić, to po prostu trzeba dojść do źródła, żeby ludzie się po prostu z tym problemem mogli się zmierzyć, przejść terapię, stanąć na nogi, żeby zobaczyli, że człowiek może. Tak jak w przypadku Wojtka czy Jarka. Jarek spał przy minus piętnastu stopniach w domku na drzewie, na opuszczonych działkach. Facet, sześćdziesiąt trzy lata, z niegojącą się raną nogi. Praktycznie kość z tej nogi wychodziła. Wojtek znowu przy minus piętnastu stopniach w budynku kolejowym. I też był uzależniony. Ale Bóg tak sprawił, że w ciągu niecałych trzech miesięcy  wyciągnęliśmy ich całkowicie z bezdomności. Mają pracę, bezpieczny dach nad głową. Tak więc widzimy to niesamowite działanie Pana Boga w tym wszystkim.

Pomagają, a dziś sami potrzebują pomocy   Ci, którzy chcą, mogą poprosić księży o rozmowę i modlitwę wstawienniczą. Krzysztof Kozłowski /Foto Gość

Losy życia tych ludzi są bardzo przejmujące, choćby historia wspomnianego Wojtka.
Już po pierwszych dniach na stancji, Wojtek odczuwał bardzo Bożą opiekę i pomoc. To doświadczenie doprowadziło go do przełamania życiowej traumy, związanej z jego matką alkoholiczką. Wojtek od małego dziecka był niechciany i bity. Mama ciągała go po różnych melinach za sobą, gdzie jako małe dziecko musiał patrzeć, co pijani mężczyźni wyczyniają z jego mamą. Małe biedne brudne, głodne dziecko, bez jakiejkolwiek miłości. Kiedy dorastał, jego matka nie chcąc nim się zajmować, oddała go do domu dziecka. Brak jakichkolwiek wzorców sprawił, że Wojtek, kiedy wszedł w dorosłość, miał nieudane związki, alkohol stał się ważną częścią jego życia, a do tego doszły ciągłe problemy z prawem. Brak miłości sprawił, że już od małego dziecka był bardzo pokaleczony i nieszczęśliwy. Kiedy Bóg zainterweniował w jego życiu i wyciągnął z tego opuszczonego budynku kolejowego, Wojtek postanowił odnaleźć swoją mamę i jej przebaczyć. I tak zrobił. W cichej napiętej atmosferze, w pewnym momencie patrząc się na nią, powiedział: „Mamo, bardzo cię kocham i za wszystko, co mi się stało, przebaczam ci”. Jak wspomina Wojtek, nareszcie poczuł się wolny. Każdy z nas ma prawo do powrotu do takiej wolności.

Wy pomagacie na co dzień. Teraz też potrzebujecie pomocy. Zbieracie na nowego busa. Jak można wam pomóc?
To będzie środek transportu, którym będziemy przywozić gorące obiady, ubrania, zapasy żywności do rozdania do naszego punktu pomocy pod olsztyńskim młyn. Doszły nam teraz dodatkowe stoły, dodatkowe termosy dla tych ludzi. Zwiększa się zakres naszego działania i dlatego potrzebujemy większego samochodu. To będzie też nasz mobilny punkt medyczny. Na naszym profilu społecznościowym są wszystkie informacje dotyczące naszej działalności, jest też link do zbiórki pieniędzy na nowe auto. Można przyjść w każdą sobotę pod olsztyński młyn, gdzie o 14.00 gromadzą się dziesiątki bezdomnych, którym pomagamy. Tu głosimy im Słowo Boże. Jest zawsze ojciec franciszkanin, modli się za bezdomnych, rozmawia z nimi, niesie duchowe wsparcie.

Pomagają, a dziś sami potrzebują pomocy   W pomoc angażują się również harcerze. Krzysztof Kozłowski /Foto Gość

Jaki jest koszt zakupu takiego specjalistycznego busa?
Takie auto kosztuje 340 tysięcy zł. Oprócz zbiórki w internecie, z błogosławieństwem arcybiskupa Józefa Górzyńskiego, rozpoczęliśmy zbiórki po kościołach naszej archidiecezji. Może ktoś z czytelników zechce u siebie w parafii taką zbiórkę przeprowadzić? A wszystko po to, aby pomóc tym najmniejszym, których Chrystus tak bardzo umiłował.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Funkcja zapisywania artykułów jest dostępna tylko dla zalogowanych użytkowników.