Z okazji jubileuszu w auli Zespołu Szkół Zawodowych im. Jana Liszewskiego w Braniewie odbyło się sympozjum naukowe, podczas którego prelegenci przybliżyli historię cudu, jak i jego wpływ na historię Polski. - Tym sympozjum chcemy uczcić i przypomnieć to wielkie wydarzenie. Zaprosiliśmy kilka ważnych postaci związanych z badaniami naukowymi dotyczącymi historii Warmii - mówił o. Grzegorz Lachowicz CSsR, przełożony klasztoru ojców redemptorystów w Braniewie.
- Historia sanktuarium Krzyża Świętego w Braniewie zaczyna się w 1625 r., kiedy obraz przedstawiający Trójcę Świętą został zawieszony na dębie, na terenie, który należał do jezuitów. Do Braniewa jezuitów sprowadził kard. Stanisław Hozjusz, a tereny im podarowane były miejscem ich odpoczynku i spacerów. Od początku XVII w. Polska toczyła praktycznie nieustanne wojny ze Szwecją. Tak też było i w 1626 r., kiedy to żołnierze szwedzcy, którzy patrolowali te tereny, zauważyli wiszący na drzewie obraz i zaczęli do niego strzelać. Trzy kule trafiły w dzieło, a z dziur po kulach zaczęła wypływać ciecz podobna do krwi. Tak zaczyna się historia cudu, którą chcemy przywrócić pamięci mieszkańcom Warmii i nie tylko - podkreślał o. Lachowicz.
Sytuacji Braniewa w czasie wojny polsko-szwedzkiej o ujście Wisły w latach 1626-1635 przybliżył prof. Stanisław Achremczyk. Polityka władców Szwecji zmierzała do panowania nad Bałtykiem zamierzając na trwale usadowić się w Prusach, opanować ujście trzech ważnych rzek: Dźwiny, Pregoły i Wisły, co skutkowało licznymi konfliktami z Rzecząpospolitą. W 1626 r., po raz kolejny, sprawna armia szwedzka dowodzona przez zdolnego króla Gustawa II Adolfa ruszyła na podbój ziem południowego Bałtyku. Na jej drodze było Braniewo leżące siedem kilometrów od ujścia Pasłęki do Zalewu Wiślanego. Miasto to było ważnym ośrodkiem rzemiosła, handlu oraz szkolnictwa katolickiego i nauki oddziałującej na protestancką Szwecję. Absolwenci tutejszego jezuickiego ośrodka szkolnego i naukowego byli zaangażowani w akcję rekatolizacji Szwecji. Gustaw Adolf dostrzegł kontrreformacyjne poczynania braniewskich jezuitów i dlatego w jego zaborczych planach było zajęcie Braniewa i zniszczenie katolickiego ośrodka. Ważność Braniewa, jako ośrodka katolickiego, podkreślało powstanie żeńskiego zakonu katarzynek założonego przez Reginę Protmann.
Szwedzi, opanowawszy Braniewo, rozpoczęli rabunek mienia. - Cenny księgozbiór jezuicki został wywieziony do Szwecji. Za morze wywieziono archiwalia, dzieła sztuki, obrazy, kościelne dzwony. W sposób straszliwy ograbiono katedrę fromborską i inne kościoły. Kościół św. Katarzyny również został obrabowany, zabrano wszystkie paramenty kościelne. Sprofanowano tabernakulum, porozrzucano po kościele hostie. Kościół zajęty został przez księży protestanckich, zakazano odprawiania w mieście nabożeństw katolickich. Proboszcz Laurentius Friese i wikary Michał Siwert zostali usunięci z parafii. W ciągu kilkunastu dni zniknął dorobek pokoleń Warmiaków - opisywał prof. Achremczyk.
Żołnierze szwedzcy nie uszanowali nie tylko wystroju katolickich świątyń, ale i przydrożnych kapliczek oraz krzyży. - Sprofanowany został obraz Świętej Trójcy zawieszony na dębie, na lewym brzegu Pasłęki, za murami miasta w pobliżu ścieżki holowniczej prowadzącej ku Starej i Nowej Pasłęki, tam gdzie Młynówka wpadała do Pasłęki. Trzy kule szwedzkie trafiły w obraz wykonany przez nieznanego malarza - podkreślił prelegent.
W „Historii Prus” ks. Jana Leo, który prace nad książką zakończył w 1631 r., tak opisał to wydarzenie: „Tego czasu, to jest koło roku 1626, żołnierz szwedzki pod Braniewem przebił trzema kulami obraz Chrystusa, który spłynął krwawym płynem. Sprawa rozgłoszona, sprawdzona przez malarza Wawrzyńca Maas, przez szwedzkich żołnierzy i oficerów, którzy weszli na przejeżdżający wóz z sianem, okazała się płynem nadprzyrodzonym. Słysząc to Książę Władysław, syn Zygmunta III, króla Polaków, pozostający w obozie koło Rogit, wysłał kapitana Lamberta Elerta pochodzącego z Demit z jego oddziałem, który nocą przeprawiwszy się przez Pasłękę zabrał obraz ze słupa i przyniósł Księciu”.
- W niewielkiej odległości od Braniewa, nad brzegiem Pasłęki, gdzie wznosi się kościół Świętego Krzyża, na początku siedemnastego stulecia na pniu dębowym, na wysokości około 10 łokci, znajdował się obraz Tronu Łaski. Bóg Ojciec, tronujący ponad chmurami, podtrzymywał swoimi rękoma oba ramiona krzyża, na którym opadało ciało Syna Bożego. Nad nim unosił się, pod postacią gołębicy, Duch Święty. Przedstawienie miało wyć wykonane akwarelami, bez szczególnych walorów artystycznych. Jego umiejscowienie na pniu drzewa korespondowało zresztą z miejscowymi zwyczajami - przybliżał w prelekcji ks. dr hab. Marek Jodkowski, prof. UWM.
Powołując się na źródła archiwalne ks. Jodkowski wyjaśniał, iż Szwedzi, „żeby papieskiego Boga dobitnie pozdrowić”, obraz Tronu Łaski nad Pasłęką przy złorzeczących słowach ostrzelali trzema kulami. Ze zranionych jego części, obu ramion krzyża i szat, którymi był odziany Bóg Ojciec, natychmiast wypłynęła obficie czerwona ciecz, która przez przechodzących obok natychmiast została zauważona i potraktowana jako krew.
- Wiadomość o tym lotem błyskawicy obiegła całe miasto i okolice. Cała społeczność chciała się przekonać na własne oczy, co działo się z obrazem. Również szwedzcy oficerowie, którzy na początku uznali tę sprawę za konfabulację, przybyli na miejsce, żeby ujawnić domniemane oszustwo. Oni sami, jak też wezwani znawcy, wśród których znajdował się niezwykle sprawny w swoim fachu malarz Laurentius Maas, nie potrafili odróżnić wciąż z obrazu płynącej cieczy od krwi, ani wskazać jej miejsca, z którego mogłaby się tak obficie sączyć. Świadectwo całego miasta potwierdziło prawdziwość tego cudownego wydarzenia - relacjonował prelegent.
W konsekwencji dowódca żołnierzy, którzy ostrzelali obraz, nakazał swoich podwładnych surowo ukarać. Przebity obraz, żeby zachować go przed zhańbieniem bądź przed całkowitym zniszczeniem, kazał zabrać książę, późniejszy król Polski Władysław IV, który obozował z polskimi oddziałami godzinę od Braniewa, w Rogitach.
- Polecenie to wykonał pochodzący z Warmii kapitan, Lampert Elert von Demuth, który wraz ze swoimi towarzyszami w burzową noc przeprawił się przez Pasłękę, zdjął obraz z pnia drzewa, i przeniósł go początkowo do obozu w Rogitach. Książę postanowił przesłać obraz swoim rodzicom, a zatem na dwór królewski do Warszawy - przybliżał.
Zachowała się notatka, że w Pieniężnie zgotowano temu obrazowi uroczyste przyjęcie. Król Zygmunt III Waza umieścił go w jednej ze swoich komnat na Zamku Królewskim, gdzie pozostawał tam za panowania trzech monarchów: Zygmunta III Wazy, Władysława IV oraz Jana Kazimierza. Tymczasem, ogołocony pień drzewa, na którym niegdyś znajdował się obraz, stał się celem pielgrzymek. Ich liczba wzrosła po opuszczeniu Braniewa przez Szwedów we wrześniu 1635 r. Nieznany z imienia dobrodziej zlecił wykonanie na wspomnianym pniu podobnego obrazu.
- Jako najstarsze i najbardziej niepodważalne świadectwo wiarygodności tych wydarzeń, przekazywanych tradycją ustną, jak też licznymi odręcznymi, czy też drukowanymi opisami, można uznać kazanie, które zostało wygłoszone 13 października 1628 r. w trakcie dużej procesji w Warszawie, w której był niesiony braniewski obraz. Już dzień później, wraz ze wstępem, homilia ta została przekazana do druku. Udostępniono ją szerokiemu gronu czytelników pod tytułem: „Głos krwi błogosławionego Jozafata Kuncewicza, arcybiskupa połockiego, błogosławionego Jana Sarkandra, męczennika morawskiego i braniewskiego obrazu” - mówił ks. Marek.
W maju 1651 r. w miejscu, gdzie znajdował się pień drzewa, jezuici, do których należały grunty ziemskie, za pozwoleniem bp. Wacława Leszczyńskiego wybudowali kaplicę z bali dębowych. - Jej wnętrze było niewielkie. Mogła pomieścić około 10 osób. Znaleźli się jednak dobroczyńcy, którzy ozdobili kaplicę obrazami cierpiącego Zbawiciela oraz zakupili potrzebne paramenty do celebracji liturgicznych. 21 maja 1651 r., a zatem w niedzielę w oktawie Wniebowstąpienia Pańskiego, rektor kolegium odprawił tam pierwszą Mszę św. wraz z kazaniem. Ludność zaczęła używać nazwy na jej określenie: „Kaplica Świętego Krzyża” - przybliżał prelegent.
Przez lata jezuici starali się o sprowadzenie cudownego obrazu do Braniewa. Wyprosili u króla Jana Kazimierza, żeby obraz został im przekazany. Biskup Tomasz Ujejski przebywał w Warszawie, zabrał go, jadąc na Warmię, i przekazał w Lidzbarku Warmińskim miejscowemu biskupowi. Ordynariusz ten udzielił zgody, by oddawano wizerunkowi cześć oraz polecił, że ma znajdować się w kaplicy ojców do czasu ukończenia wnętrza kaplicy Świętego Krzyża. Ujejski przewiózł obraz do Braniewa. 10 października 1672 r. odbyło się uroczyste przeniesienie obrazu do kaplicy, która stała się celem licznych pielgrzymek i nabożeństw.
Liczba pielgrzymów nieustannie się zwiększała, co wymusiło budowę nowego kościoła, który konsekrował biskup pomocniczy Remigiusz Laszewski 2 września 1731 r. Świątynia została dedykowana Świętemu Krzyżowi i św. Janowi Nepomucenowi. Równocześnie konsekrowano ołtarz, w którym złożono relikwie świętych męczenników Feliksa i Adauktusa.
O obrazie Tronu Łaski podczas sympozjum opowiadała Agnieszka Borysewicz-Filipek. - Wizerunek ten, związany z opowieścią o cudownym krwawieniu po ostrzelaniu przez żołnierzy szwedzkich, stał się jednym z najważniejszych obiektów kultowych Warmii XVII wieku - podkreślała. - Najpełniejszy opis dziejów obrazu zachował się w opracowaniu Georga Lühra "Die Geschichte der Kreuzkirche bei Braunsberg". Autor określa obraz jako Dreifaltigkeitsbild, wskazując na klasyczną ikonografię Tronu Łaski. Według Lühra został on wykonany na drewnianej tablicy i pierwotnie umieszczony poza murami Braniewa, na dębowym pniu przy drodze prowadzącej do osady Pasłęka. Przedstawienie ukazywało Boga Ojca podtrzymującego krzyż z Chrystusem oraz Ducha Świętego w postaci gołębicy - opisywała prelegentka.
Podkreślała, że w XVII i XVIII wieku, w związku z postępującym ciemnieniem obrazu oraz rozwiniętą praktyką dewocyjną, wizerunek był wielokrotnie przesłaniany metalowymi sukienkami kultowymi złotymi i srebrnymi. Łącznie jest ich aż 24, co świadczy o wyjątkowej randze obiektu oraz intensywności jego kultu.
- Tak liczne nałożenia o charakterze wotywnym i dekoracyjnym wskazują również na dążenie do jednoczesnego uświetnienia wizerunku oraz jego ochrony, a także na stopniowe przekształcanie go w obraz o wybitnie sakralnym i reprezentacyjnym charakterze. Historia obrazu braniewskiego ukazuje jego wielowymiarowy charakter: dzieła sztuki, przedmiotu kultu, symbolu tożsamości religijnej Warmii oraz elementu kontrreformacyjnej narracji religijnej - mówiła pani Agnieszka.
- Na szczególną uwagę zasługują trzy ślady po kulach pozostawione przez szwedzkich żołnierzy. To właśnie one sprawiają, że braniewski obraz zajmuje wyjątkowe miejsce wśród przedstawień Tronu Łaski. Z perspektywy historii sztuki są to fizyczne uszkodzenia obiektu, natomiast w wymiarze religijnym zyskały one znaczenie symboliczne. W świadomości wiernych zostały utożsamione z „nowymi ranami” Chrystusa, przez co obraz zaczął być postrzegany, jako w pewien sposób uczestniczący w wydarzeniach pasyjnych - przybliżała.
Podczas sympozjum referaty wygłosili jeszcze: ks. prof. Robert Danieluk SJ oraz dr Krzysztof Kierski.
Braniewo. Sympozjum 400-lecie cudu "Tron Łaski"









