Odpust parafialny zgromadził w kościele licznych wiernych, wśród nich siostry albertynki z Warszawy, które przyjechały na uroczystości, by przybliżyć charyzmat zgromadzenia, jak i życie swojego założyciela św. Brata Alberta. - Witam wszystkich, niech św. Albert każdego dnia nas wspiera, żeby nam się dobrze tutaj żyło, pracowało, żebyśmy szczęśliwie przeżyli czas wakacji, który jest przed nami. Ta liturgia ma charakter dziękczynny, kiedy dziękujemy Bogu za wszystkie łaski Boże, które nasza parafia otrzymuje - mówił na wstępie proboszcz ks. Marian Midura.
Sorkwity. Kościół św. Brata Alberta - Msza św. odpustowaKrzysztof Kozłowski
Homilię wygłosił ks. Romuald Jodko. - Dzisiejsza uroczystość, bardzo wzniosła, skierowana jest do patrona tutejszej wspólnoty parafialnej, świętego brata Alberta Chmielowskiego. To jest także wyjątkowa chwila, w której prosimy dobrego Boga przez wstawiennictwo dzisiejszego patrona, aby wstawiał się za nami, by był patronem naszej codzienności, szczególnie w czynieniu dobrych uczynków - mówił ks. Jodko.
Wskazując na życie patrona parafii, podkreślał, iż Bóg pragnie, aby człowiek oddał Mu całe swoje życie. Jednak w odpowiedzi często otrzymuje jedynie „okruchy”, drobne chwile. Inną postawą charakteryzował się św. Brat Albert, który oddał całe życie Bogu, zaufał Mu i w każdej chwili dziękował Bogu za wszelkie łaski. - Brat Albert mawiał, że Pan Jezus dzisiaj załatwia wszystko i nie ma o co się martwić. Czyż nie ma dobrego Boga? Pan Jezus, który przyszedł na świat, aby dać świadectwo prawdzie swoją męką i śmiercią, odkupił cały rodzaj ludzki. On prosił, abyśmy się nie troszczyli zbytnio, a zaufali Ojcu - podkreślał kaznodzieja.
I nie chodzi tu o to, aby o nic nie zabiegać i tylko czekać na wszystko, bo kluczowe jest tu określenie „zbytnio”. - Pan Jezus nie ma nic przeciwko temu, byśmy mieli pieniądze, byśmy mogli się wzbogacić, ale źle jest, kiedy przekładamy ponad wszystko materialne sprawy dzisiejszego świata. Chcemy jak najwięcej, chcemy mieć, chcemy kierować, chcemy rządzić, chcemy być bogatymi - wyliczał ks. Jodko.
Jeśli tak jest, jeśli zagubiliśmy się w życiu, to winniśmy przemienić serce, co nie jest łatwe. - Czasami wiąże się to z wielkim wyzwaniem i dobrze wiemy, że w naszym środowisku społecznym, rodzinnym, sąsiedzkim bardzo często potrzebujemy właśnie takiej przemiany, ażeby te sprawy najtrudniejsze załatwić, przeprosić, wybaczyć, pozdrowić, ucieszyć się widokiem - podkreślał.
Sorkwity. Homilia ks. Rajmund Jodko, odpust w Kościele św. Brata AlbertaKrzysztof Kozłowski
Oceniając innych, często zatrzymujemy się wyłącznie na zewnętrznej, widocznej postawie. Ten jest wielki, ten dobry, a ten głupi. To jak wybór towaru w sklepie, gdzie przyciągają świecące opakowania, schludne wystawy, czy głośne hasła. Gdy coś nas zaciekawi i spojrzymy do środka, często przeżywamy rozczarowanie. Bóg patrzy inaczej, bo widzi serce ludzkie. Jezus powołał na apostołów prostych ludzi, niewykształconych, nieznających języków. - Po zesłaniu na nich Ducha Świętego z jego darami, stali się tytanami misyjnej pracy. Oddali wszystko, oddali siebie, oddali swoje życie, zawierzyli Panu Jezusowi do końca - przypominał ks. Rajmund.
Przytaczał historię przemienienia Jezusa na górze, kiedy to jego uczniowie ujrzeli Go w szatach błyszczących. - Przemieniło się także i życie naszego dzisiejszego patrona św. brata Adama Chmielowskiego. Zimą udał się do ogrzewalni miejskiej w Krakowie. Tam przed mrozem chroniła się biedota Krakowa. Był zszokowany rozmiarem tej ludzkiej nędzy i zdecydował, że musi z nimi zamieszkać. Pod łachmanami biedaków zobaczył ludzi, którzy potrzebują pomocy. Pierwszej nocy nie mógł zasnąć. Niesamowity smród, zaduch, pluskwy i robactwo nie pozwoliły mu zmrużyć oka. Tak zaczęła się przemiana jego serca - przybliżał prezbiter.
- W uroczystość patrona św. Brata Alberta możemy siebie zapytać, czy jesteśmy dzisiaj zdolni, czy mamy na tyle siły, ażeby w sercu dokonać własnego przemienienia. Jezus i na Jego wzór święty patron uczą nas, że trzeba zobaczyć w człowieku więcej, niż tylko piękne opakowanie - podkreślał ks. Jodko. - Nasz patron upadł na kolana przed majestatem człowieka i to tego najbiedniejszego, aby dać mu siebie, aby dać mu serce pełne miłości. Mamy być wrażliwi na potrzeby człowieka, abyśmy mogli podać mu ręce pełne miłości, wrażliwości, szczęścia i przyjaźni. Nasze serca nie mogą być jedynie pięknym opakowaniem, mają być pełne wiary w Boga i miłości dla drugiego człowieka - mówił ks. Rajmund Jodko.
Sorkwity. Brat Albert FestKrzysztof Kozłowski
Po Mszy św. uczestnicy liturgii przeszli na plac szkolny, gdzie odbył się festyn parafialny Brat Albert Fest. Uczestników przywitał proboszcz ks. Marian Midura i wójt gminy Sorkwity Mariola Plichta. Na wszystkich czekały atrakcje, w tym zjeżdżalnie dla dzieci, loteria fantowa i poczęstunek przygotowany przez lokalne gospodynie. Proboszcz wraz z panią wójt wręczył nagrody dla najaktywniejszych członków służby liturgicznej. Na scenie zaprezentował się przedszkolaki i zespoły artystyczne. Chętni mogli również odwiedzić stoisko sióstr albertynek, które oferowały publikacje o św. Bracie Albercie, modlitewniki i obrazki, a także ciasteczka pieczone u albertynek w Warszawie.
- Nie ja wybrałam to zgromadzenie, a Jezus wybrał mnie, bym tu była - mówiła s. Marzena. - Mam zaszczyt i przyjemność być albertynką i z każdym rokiem jestem coraz bardziej szczęśliwa, że nią jestem - zaświadczała. Wyznała, że dla niej odkrywanie Chrystusa cierpiącego w każdym człowieku, nie tylko biednym i ubogim, znajdującym się w nędzy moralnej na marginesie społeczeństwa, jest wyrazem miłości Boga do człowieka, którą każdy z nas powinien odkrywać każdego dnia i nieść innym.
Nie kryła radości z faktu, że wraz ze współsiostrami może uczestniczyć w odpuście parafii, której patronuje założyciel zgromadzenia albertynek. - Jesteśmy po raz pierwszy w Sorkwitach. Spotkałyśmy tu wspaniałych ludzi, otwartych i dobrych. Tu wszędzie widzę Boga, więc piękno przyrody, piękna pogoda i bogactwo w każdym człowieku - wyznała.
Sorkwity. Brat Albert Fest










