Wyruszyli z Kętrzyna do Wilna, by tam pokłonić się Pannie Świętej. Przemierzyli polskie drogi i litewskie szlaki, by po przebyciu w ciągu dziesięciu dni czterystu kilometrów, ujrzeć Ostrą Bramę, o której w inwokacji „Pana Tadeusza” pisał Adam Mickiewicz. - W Najświętszym Sercu Maryi zamykamy nasze intencje, które wiodły nas do Wilna, do Matki Miłosierdzia, co w Ostrej świeci Bramie - mówi ks. Jarosław Dobrzeniecki, dyrektor pielgrzymki. - Mnóstwo czasu na przemyślenia, modlitwę, rozmowy, śpiew. To była droga, która dokonała się i w naszych sercach. Droga, która nas przemieniła - podkreśla prezbiter.
Pielgrzymi XXXIV Warmińskiej Pieszej Pielgrzymki do Ostrej Bramy jak co roku wyruszyli 6 lipca po porannej Mszy św. z Bazyliki św. Jerzego w Kętrzynie. - Jeżeli ktoś szuka miejsca, gdzie ma czas na rozmyślania, gdzie ma czas na medytację, na modlitwę i szuka takiej pierwotnej wspólnoty, gdzie mówi się do siebie: „bracie”, „siostro”, to tu znalazł właściwe miejsce - zauważa Michał z Torunia. - Można spędzać urlop na wiele różnych sposobów. Dzisiaj chyba ostatnim takim miejscem wyboru jest pielgrzymka. A szkoda - dodaje.
Wspominając czas wędrówki, podkreśla, że pogoda w tym roku nie rozpieszczała, bo często padał deszcz. - Ale właśnie takie trudy i różne sytuacje to jest właśnie to, co jest sednem pielgrzymki, bo one umacniają ducha, pokazują prawdę o mnie. Chodzę po górach, przemierzam wiele kilometrów, ale pielgrzymka to nie przechadzka. Tu głównie chodzi o intencje, o cel. Z nimi droga ma większy sens, ma większą wartość - uważa Michał.
- Nie przeszkadzała zmienność pogody, raz deszcz, a potem słońce. Nawet zmaganie się z samym sobą, kiedy nogi czasem bardziej bolały, okazał się czasem radości! - zauważa kl. Cyprian.
Krzysztof Kozłowski /Foto Gość
Pierwszy raz do Ostrej Bramy wyruszyła piętnastoletnia Hania z Gdańska. - Dziś już wiem, jak pielgrzymowanie jest bardzo pomocne, jak może zmienić życie, odkryć to, czego szukam - wyznaje. Kiedy stała na Mszy św. rozpoczynającej pielgrzymkę, miała wiele myśli, bo przecież nie wiedziała nic o rekolekcjach w drodze. „Czy dam radę?” - brzmiało w niej pytanie. - Idę z babcią. Liczyłam, że poznam więcej ludzi w moim wieku i w sumie tak nie za bardzo myślałam o stronie duchowej. Dziś widzę, jak wiele zmieniło się we mnie. Nie spodziewałam się tego - wyznaje. Okazało się, że rówieśników jest niewielu. Idą raczej osoby dojrzałe. - Widzę, że nauczyłam się od nich sporo, bo to ludzie, którzy wiele przeżyli, osoby, które są otwarte i dzielą się sobą. Bardzo to doceniam - mówi Hania.
Ujęła ją postawa pielgrzymów i osób, które spotkała po drodze. - Ten uśmiech, życzliwość, to jest po prostu wspaniała rzecz, która pozwalała mi codziennie iść dalej. Najprostsze pytania - „Jak się idzie? Jak noc? Co u ciebie?” - były wsparciem i każdy uśmiech. To jakby uzewnętrznienie tego, co każdy z nas przeżywał przez te dni, a czym jest wewnętrzna relacja z Maryją i Bogiem. I to doświadczenie jest naprawdę szokujące! Nie spodziewałam się, że tutaj tak zbliżę się do Boga, do Maryi, bo ja wcześniej nie miałam w sumie w ogóle relacji z Maryją. Tak mi się wydaje, że wiedziałam, że jest, ale na tym się kończyło. I teraz, gdy my do niej zmierzaliśmy, to już poznałam Ją i wiem, że jest cudowną osobą - nie kryje dziewczyna.
W końcu spotkanie z Maryją w Ostrej Bramie. Trud jakby pozostał gdzieś na ulicach Wilna, kiedy już się go nie czuje, klękając przed Panną Świętą. - Ona jest teraz dla mnie wzorem, przykładem i po prostu patrzę na Nią z wielką miłością. Bardzo mi pomaga i widzę, że to wszystko, co tutaj się dzieje, to jest ogromna łaska. Mogę o tym bardzo dużo mówić, ale myślę, że jak się tego nie przeżyje, to się tego tak do końca nie zrozumie, bo to jest coś innego jednak, jak się tutaj jest i to się wszystko przeżywa - podkreśla Hania. - Przyszłam z wieloma intencjami, wszystkie oddaję Matce Bożej i wierzę, że Ona wysłucha wszystkich próśb - dodaje.
- Szłam z wieloma intencjami i wszystkie oddaję Matce Bożej i wierzę, że Ona wysłucha wszystkich próśb - mówi Hania.
Krzysztof Kozłowski /Foto Gość
W drodze towarzyszyło jej wiele myśli. Wracała do codzienności, rutyny szkoły i obowiązków, które czasem nudzą, czasem przytłaczają i przerastają. Końcówka roku szkolnego była dla niej bardzo trudna. Zmęczenie, czasem nienazwany smutek, jakby ktoś gasił powoli światło sensu i radości. - Gdańsk pozostał ze swoją rzeczywistością daleko, a ja dziś jestem tutaj. Mogę się na czymś innym skupić, mogę tutaj wszystko sobie ułożyć w głowie, przemyśleć na nowo. Wiem, że bez ludzi towarzyszących mi w drodze nie dałabym rady. Wiem, że bez modlitwy, bez Boga, bez Maryi nie dałabym rady. Widzę, że nie jestem sama, że jest ze mną Bóg i ci ludzie, którzy też chcą pomóc zawsze i to jest takie cudowne - wyznaje Hania. - Na początku się bałam. Dziś jestem pełna pokoju i radości. Dziękuję każdemu, kogo spotkałam na tej pielgrzymce. Dziękuję Bogu i Maryi - dodaje.
Wśród pątników są również klerycy WSD Hosianum. - Po drodze były różne bóle i bolączki. Cieszę się, że mogłem je przyjmować - uśmiecha się kl. Jakub. - Pielgrzymi modlili się za moje powołanie, gdzieś też nieśli intencje mojego rozeznania. Jestem im wdzięczny, bo jestem w seminarium, a dziś modlę się za swoich współbraci i proszę o kolejnych, o nowe święte powołania - podkreśla kleryk.
Uważa, że warto podjąć trud rekolekcji w drodze i zawierzać się Bogu przez Maryję. - Jest to piękny czas, bo jest w nim dużo błogosławieństw i też to, co jest po nim. Z mojego doświadczenia widzę, że Pan Bóg słucha modlitw, które się podczas pielgrzymek zanosi. Osobiście jestem zachwycony przykładem biskupa Juliana Wojtkowskiego, który zmarł w tym roku. Nieraz od pielgrzymów słyszę, jak go wspominają z różnych pielgrzymich historii - dodaje.
Podczas pielgrzymki nawiązują się nowe znajomości i przyjaźnie.
Krzysztof Kozłowski /Foto Gość
- Spotkałem się z wielką dobrocią ludzi - podkreśla kl. Cyprian. Wspomina sytuację, gdy miał z sobą nienajlepszy płaszcz przeciwdeszczowy, zaś jedna z pań zaproponowała mu dobrą pelerynę chroniącą przed deszczem. A tego dnia obficie padało, wiał silny wiatr. - Spadła mi ona z nieba, bo gdyby nie ta peleryna, to myślę, że przemókłbym do suchej nitki - śmieje się kleryk i przekonuje, że to właśnie przykład opieki Bożej, której często doświadczamy za sprawą innych ludzi.
- Cały czas czułem wsparcie, cały czas czułem, że nie jestem sam, że idę tutaj, niosę w sercu różne intencje bliskich, znajomych, którzy wiedzą, że idę i polecają się mojej modlitwie, ale czułem, że nie idę sam. Nie przeszkadzała zmienność pogody, raz deszcz, a potem słońce. Nawet zmaganie się z samym sobą, kiedy nogi czasem bardziej bolały, okazało się czasem radości! - dodaje kl. Cyprian.
- Pielgrzymka do Ostrej Bramy to było nasze duchowe oczyszczenie, czas oderwania się od codzienności, czas poświęcony wyłącznie Bogu - zauważa Beata. - To pogłębienie relacji z Maryją, modlitwa różańcowa ofiarowana w intencjach bliskich sercu. Droga to także czas spotkań tak ważnych w wymiarze ludzkim, przyjaźni z braćmi i siostrami idącymi obok, jak i rodzinami, które od wielu lat goszczą nas w swoich domach. Otwierali nam swoje domy i serca - podkreśla.
- Droga to także czas spotkań tak ważnych w wymiarze ludzkim, przyjaźni z braćmi i siostrami idącymi obok, jak i rodzinami, które od wielu lat goszczą nas w swoich domach. Otwierali nam swoje domy i serca - podkreśla Beata.
Krzysztof Kozłowski /Foto Gość
Jak zauważa ks. Jarosław Dobrzeniecki, nie wystarczy doświadczenie wspólnoty ani wzmożonej modlitwy. Ideą pielgrzymowania jest to, aby wrócić odmienionym. - Rekolekcje w drodze przybliżają nas do Boga Ojca, ukazują nasze słabości. Doświadczamy bólu fizycznego, zmęczenia, zmienności pogody, kiedy tegoroczny deszcz tak często moczył buty i ubrania. Jednak mamy jasny cel drogi, którym jest spotkanie z Maryją, a przez Nią z Jej Synem. Dziś tego doświadczamy - mówił ks. Jarosław.
Na spotkanie pielgrzymów wyszedł bp Janusz Ostrowski. - Witamy ich tu, bo są dla nas bardzo cenni, bardzo bliscy. Dziękujemy im za ten trud, bo oni nieśli nasze intencje do Matki Bożej. Dziękujemy im, bo pokazali nam, że trud pielgrzyma ma głęboki wymiar - podkreślał biskup.








