Po raz piąty do Lidzbarka Warmińskiego przyjechały osoby, dla których liturgia i śpiew są istotną częścią życia. - Te dwie przestrzenie się przenikają, co najlepiej można sobie uświadomić, kiedy jest się na Mszy św., podczas której posługuje chór. Osobiście czuję, jakbym przenosiła się w inny wymiar modlitwy, wyżej i wyżej. Chyba najlepiej obrazuje to dym kadzidła unoszący się pod sklepienie kościoła. Tak i my, jeśli chór modli się śpiewem, a nie śpiewa dla siebie, unosimy się w modlitwie - mówi Katarzyna Jałocha, uczestniczka piątej edycji warsztatów liturgiczno-muzycznych, które w ostatni weekend sierpnia odbywają się przy Kościele Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Lidzbarku Warmińskim.
Wraca myślami do momentu, kiedy usłyszała śpiew parafialnego chóru i poczuła, że to ją pociąga, że Bóg zaprasza ją do takiej posługi. - Wiedziałam, że muszę spróbować, choć bardzo się bałam, gdyż nie wiedziałam, czy podołam, czy dorównam do nich - uśmiecha się na wspomnienie. - Okazało się, że w zespole panuje rodzinna atmosfera. Tu nikt nikogo nie ocenia, a cieszy się z obecności innych. Dziś to ważna część mojego życia. Dlatego tu jestem. Tu też nikt nikogo nie ocenia, nie porównuje. Możesz śpiewać lepiej, gorzej. Poza tym nowe znajomości. Coś cudownego! - zachwyca się Katarzyna.
Warsztaty prowadzą trzy osoby - Urszula Rogala, Rafał Maciejewski i Krystian Neścior. - Śmiech jest ważnym elementem naszych warsztatów - opowiada Rafał. - Pracuję w Akademii Muzycznej w Łodzi i widzę, jak śpiew spina, budzi skrępowanie. Widzę to po swoich studentach, ale też pamiętam ze swoich pierwszych doświadczeń śpiewania przy nauczycielu - wspomina. - Żeby przełamywać te bariery, trzeba nabrać dystansu do samego siebie. W końcu ks. Twardowski pisał: "Błogosławieni, którzy potrafią śmiać się z siebie, albowiem zawsze znajdą powód do śmiechu". Nam tego brakuje - zauważa prowadzący.
Podkreśla, że nie chodzi o to, by było perfekcyjnie, a raczej by się cieszyć śpiewem, niż się nim frustrować. - Mamy wiele nerwowych sytuacji w życiu, spinamy się, zaciskamy zęby. Śpiewanie powinno być dla nas miejscem spotkania z Bogiem, relaksem i wypoczynkiem, rozwojem. Wierzę, że jako prowadzący przyjechaliśmy tu, żeby siać, a Bóg będzie dawał wzrost w odpowiednim czasie. Stąd niech się nikt nie zdziwi, kiedy "w grudniu po południu" przypomni sobie coś, co było na naszych warsztatach i zakrzyknie: "O, Boże! Teraz to zrozumiałem!". Dlatego uczymy, by śpiewać sercem - mówi Rafał.
Jest przekonany, że Bóg w Trójcy Jedyny jest harmonią i do harmonii zaprasza każdego z nas. - On objawia się nam w muzyce, w sakramentach, w Eucharystii. Objawia się w głoszonym słowie Bożym. Objawia się w miłości do nas, jak i w miłości naszej wzajemnej. Stąd jesteśmy tu zanurzeni w Nim. Po miłości niech ludzie poznają, że jesteśmy od Jezusa. Niech tak się dzieje - podkreśla.
Warsztaty, wspólna modlitwa, śpiew uczestników na parafialnych Eucharystiach prowadzą do wielkiego finału podczas odpustu w Stoczku Klasztornym, w Sanktuarium Matki Bożej Królowej Pokoju, kiedy wszyscy stworzą chór towarzyszący śpiewem Mszy św. odpustowej. W czasie wolnym wiele przyjacielskich rozmów, a w przerwach między próbami - spotkania przy suto zastawionych stołach pełnych ciast i owoców. A na koniec łzy wzruszenia, kiedy czas wspólnoty w Lidzbarku Warmińskim się skończy i trzeba wracać do rodzinnych domów.
- Piąte urodziny - mówi wyraźnie wzruszony współorganizator Andrzej Panasiuk. - Wydaje się, że zaczęliśmy tak niedawno, a to już piąta edycja warsztatów - zaznacza. - W tym roku myśleliśmy, że nam się nie uda. Nie mieliśmy terminu, nie mieliśmy dyrygentów. Powiedzieliśmy w pewnym momencie: "Nie damy rady. Odpuszczamy". Terminy się nakładały z innymi wydarzeniami, kolejni prowadzący nam odmawiali, bo mieli inne wydarzenia. Ale w pewnym momencie Bóg zaczął układać te rozsypane puzzle, które stworzyły piękny obraz uśmiechniętych, rozśpiewanych ludzi, który dziś możemy oglądać - nie kryje radości Andrzej.
- Za tym obrazem kryje się wytrwała i cierpliwa praca całego zespołu ludzi, których dziś nie widać, ale są fundamentem - podkreśla współorganizatorka Karolina Kozioł. - Tylko unoszący się zapach ciast, przygotowane noclegi i poczęstunek świadczą o tym, że pracowały nad tym dziesiątki rąk. Zanim się warsztaty rozpoczęły, przeżywaliśmy mnóstwo trudnych, ale i pięknych chwil. Dziś wszyscy cieszymy się radością naszych gości - mówi Andrzej.
- Z historii pięciu lat wiemy, że głównym organizatorem jest Pan Bóg. Gdyby nie Jego błogosławieństwo, łaski i zamysł, nic byśmy nie byli w stanie zrobić. Gdyby nie nasza modlitwa i zawierzenie, nasze ludzkie plany wzięłyby górę. A to zapewne byłaby katastrofa - uśmiecha się Karolina. - Kiedy to mówię, to się wzruszam. Wzruszam się liczbą osób, które bezinteresownie pomagają w zorganizowaniu warsztatów. Wzruszam się radością uczestników. Wzruszam się zaangażowaniem prowadzących. To odpowiedź mojego serca na to wielkie dzieło, które istnieje dzięki łasce Boga - dodaje.
Do zorganizowania warsztatów nie doszłoby, gdyby nie pomoc proboszcza. Pierwsze edycje wspierał ks. Roman Chudzik, a obecnie robi to ks. Jarosław Prusaczyk. - Otwierają nie tylko swoje serca, ale i drzwi domu pielgrzyma, gdzie mamy próby i gdzie nocują uczestnicy. A w tym roku mamy rekordową ich liczbę, bo prawie 100 osób - mówi Karolina i podkreśla, że warsztaty liturgiczno-muzyczne są wydarzeniem całej społeczności parafii Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Lidzbarku Warmińskim. - Księży, którzy nas wspierają obecnością i modlitwą. Rodziców dzieci i młodzieży ze służby liturgicznej. Parafian i wszystkich, którzy myślą o nas - wymienia.
Warsztaty odbywają się pod patronatem "Gościa Niedzielnego".









