Studium powstało z myślą o osobach, które chcą pogłębiać swoje życie małżeńskie i rodzinne, lepiej rozumieć sakrament małżeństwa, a także zdobyć wiedzę i konkretne umiejętności potrzebne do towarzyszenia narzeczonym, małżonkom i rodzinom. - To dwuletnia formacja, ale przygotowana w taki sposób, aby można było połączyć ją z życiem rodzinnym i zawodowym - przybliżała Iwona Dziak, diecezjalny doradca życia rodzinnego. Spotkania odbywają się raz w miesiącu. Program łączy formację duchową, wiedzę i praktykę.
- Będziemy rozmawiać m.in. o duchowości i sakramencie małżeństwa, komunikacji, seksualności, naturalnym rozpoznawaniu płodności, wychowaniu dzieci, kryzysach małżeńskich, stracie dziecka, bioetyce czy sytuacjach trudnych, z którymi mierzą się współczesne rodziny. Ważną częścią studium będzie również przygotowanie do konkretnej posługi w duszpasterstwie rodzin - wyjaśniała Iwona. To propozycja dla tych, którzy chcą nie tylko zdobyć wiedzę, ale przede wszystkim wzrastać, formować się i uczyć, jak mądrze towarzyszyć innym. - Kościół potrzebuje świeckich dobrze przygotowanych do wspierania małżeństw i rodzin w parafiach, wspólnotach i w codziennych spotkaniach z drugim człowiekiem - dodała.
Wśród małżeństw, które zdecydowały się na udział w studium są Jola i Rafał Woźniakowie. - Zachęcił nas program, zachęciły treści, które będą tutaj przekazywane. Chcielibyśmy w tych obszarach się rozwinąć razem jako małżeństwo, jak i indywidualnie. Widzimy, że treści, które mają być przekazywane na tych warsztatach, będą też przydatne w naszym codziennym życiu małżeńskim, rodzinnym - zauważał Rafał.
- To jest ważne, żeby się rozwijać jako małżeństwo, żeby patrzeć na siebie nie jak na kogoś, kogo się posiada, ale jak na kogoś, komu się służy. Po piętnastu latach małżeństwa bywa to czasem trudne. Dlatego warto czerpać wzorce od innych małżeństw z większym doświadczeniem - mówiła Jola. Podkreśliła, że dobre wzorce można czerpać od osób, które wyznają te same chrześcijańskie wartości, osób zapatrzonych w Świętą Rodzinę. Rozmowy uświadamiają, że każde małżeństwo przeżywa trudne chwile, czasem brak zrozumienia, rzucane oskarżenia i pretensje. - Tak uświadamiamy sobie, że nie jesteśmy sami, a zasłyszane świadectwa inspirują do zmiany, do pracy nad sobą, by dojrzale budować więzi małżeńskie i rodzicielstwo. Każdy musi to we własnym sumieniu przepracować - zauważała Jola.
Oboje wiedzą, że trudno jest, kiedy w małżeństwie osoby nie kierują się tymi samymi wartościami, nie modlą się, nie przyjmują sakramentów. - Bez Boga trudno jest budować jedność, trudniej jest przebaczyć w chwilach trudności. Staramy się na Nim budować nasze małżeństwo, wartości, wychowanie dzieci. Myślę, że to recepta na to, aby zbudować dobre małżeństwo, trwałe i silne - dodał Rafał.
Studium zainaugurowała Msza św., której przewodniczył bp Janusz Ostrowski. Na wstępie zgromadzonych przywitał ks. Wojsław Czupryński, diecezjalny duszpasterz rodzin. - Inaugurujemy Studium Życia Małżeńskiego i Rodzinnego. Chcemy umacniać się na mocy sakramentu małżeństwa, w mocy Ducha Świętego. Z Bożą pomocą chcemy stwarzać nasze rodziny rzeczywistym domowym Kościołem i prawdziwym środowiskiem wiary - zauważał duszpasterz.
Biskup Janusz Ostrowski w wygłoszonej homilii nawiązywał do odczytanej Ewangelia - przypowieść o siewcy (Łk. 8, 4-15). - Jezus, gdy tłumaczy uczniom sens przypowieści, mówi, że ziarnem jest słowo Boże. To słowo jest miłością Boga przelaną ludzkim językiem, żeby człowiek pojął to, co jest nieogarnione. I gdy zaczniemy czytać tę wyjaśnienie, to wyjaśnienie Jezusa, tej przypowieści. W tekście, gdzie jest „słowo Boże”, wstawimy słowo „miłość” - zachęcał.
Studium Życia Małżeńskiego i Rodzinnego uMOCnieni - homilia bp Janusz OstrowskiKrzysztof Kozłowski
„Ziarnem jest miłość. Tymi na drodze są ci, którzy słuchają miłości; potem przychodzi diabeł i zabiera miłość z ich serca, żeby nie uwierzyli i nie byli zbawieni. Na skałę pada u tych, którzy, gdy usłyszą, z radością przyjmują miłość, lecz nie mają korzenia: wierzą do czasu, a w chwili pokusy odstępują. To, co padło między ciernie, oznacza tych, którzy słuchają miłości, lecz potem odchodzą i przez troski, bogactwa i przyjemności życia bywają zagłuszeni i nie wydają owocu. W końcu miłość w żyznej ziemi oznacza tych, którzy wysłuchawszy miłości sercem szlachetnym i dobrym, zatrzymują je i wydają owoc przez swą wytrwałość” - odczytał tekst.
- Wiecie, moi drodzy, w tej przypowieści od czego zależy owoc, skuteczność, błogosławieństwo miłości? Od ostatniego słowa, „wytrwałość”. Ci wydają błogosławione owoce, którzy zatrzymują tę miłość i wydają owoce dzięki wytrwałości - wyjaśniał biskup.
Zauważał, że łatwo jest zachwycić się, mieć własną wizję, nastawienie i oczekiwania co do drugiej osoby. Narzeczeni chcą budować wspólnotę małżeńską, żeby była szczęśliwa, żeby był szczęśliwy. - Wielokrotnie to powtarzam, że to błędne założenie. Małżeństwo i miłość nie jest po to, żebyś był szczęśliwy, lecz żebyś uczynił drugą osobę szczęśliwą i wzajemnie - podkreślał.
Porównywał małżeństwo do wędrówki po górach. Żeby zobaczyć wspaniałe widoki, trzeba wejść na górę, trzeba się zmęczyć. Trzeba czasami zatrzymać się, nabrać właściwego tętna, posilić się, czy napić się wody, ale nie można się zatrzymać. - A niektórzy nowożeńcy wchodzą w małżeństwo w przekonaniu, że dzień ślubu to jest szczyt ich możliwości. Tutaj, to jakby ktoś był w dolinie i mówił, że wszedł na szczyt. W małżeństwie, jak w każdym powołaniu, trzeba wysiłku, trzeba wspinaczki, trzeba trudu, towarzyszenia drugiej osobie, która może idzie wolniej, albo ma trudności, albo trzeba ją wesprzeć - mówił bp Janusz.
- Bóg daje nam ziarno miłości, a my musimy je pielęgnować. Ono ma różne tempo wzrostu, ale nie można go zmarnować. Nie można zmarnować miłości, nie można zmarnować powołania, bo jeżeli w małżeństwie jedno z małżonków zaczyna marnować miłość, to nie krzywdzi tylko siebie, ale i drugą osobę. Nie myśl, jak uczynić, żeby mi było łatwiej, tylko jak uczynić, żeby nam razem łatwiej było iść drogą miłości, wytrwałości i nieustannego poznawanie drugiego człowieka - przekonywał kaznodzieja.
W drugim człowieku odkrywam inny świat, co bywa bolesne, rozczarowujące lub zachwycające, bo nikt z nas nie jest idealny. A miłość, to wzajemne wspieranie się ludzi mających wady, złe przyzwyczajenia, błędne oczekiwania, którzy się docierają. Może dlatego młodzi dziś boją się wchodzić we wspólnotę małżeńską. - Boją się, czy dadzą radę. Ale ten lęk nie może być lękiem, który sparaliżuje. Przecież to jest ponadludzkie siły. Jeżeli liczę tylko na siebie, to rzeczywiście nie dam rady. Moi drodzy, pokażcie swoim świadectwem życia, młodym ludziom szczególnie, że orzechy są bardzo dobre, tylko trzeba pozbyć się skorupy pychy, egoizmu, samolubstwa. To jest ta skorupa, która uniemożliwia nam wyjście do drugiego człowieka i przyjęcie drugiego człowieka. Ziarno miłości w żyznej ziemi oznacza tych, którzy słysząc o miłości, sercem szlachetnym i dobrym zatrzymują ją i wydają owoc dzięki wytrwałości - podkreślał bp Janusz Ostrowski.
Msza św. inaugurująca Studium Życia Małżeńskiego i Rodzinnego uMOCnieniKrzysztof Kozłowski
Po koniec liturgii biskup poświęcił obraz bł. Luigi i Maria Beltrame Quattrocchi, patronów studium, którzy w 2001 r. zostali wyniesieni na ołtarze przez św. Jana Pawła II. Po modlitwie rozpoczęły się pierwsze wykłady, które poprowadził o. Ksawery Knotz OFMCap. - Na pewno jest tak, że się rozwijamy cały czas, a człowiek jest z natury historyczny, więc to, co wie o sobie samym, o małżeństwie, jest też uwarunkowane historycznie jakąś epoką. Dlatego trzeba nieustannie powtarzać stare rzeczy, do których dochodzą nowe, nieznane poprzednim pokoleniom - mówił kapucyn. - Dzisiaj jesteśmy na takim etapie, że już o wiele lepiej możemy zrozumieć małżeństwo. Możemy nazwać wiele problemów, nazwać, czym jest małżeństwo i jak je realizować. Mamy większą wiedzę naukową - zauważał. To przekłada się na fakt, że lepiej rozumiemy, co to znaczy, że Pan Bóg jest we więzi małżeńskiej, czego nie mieli świadomości ludzie przed stu laty.
- Chodzi też w tym studium, żeby być na bieżąco ze wszystkimi możliwościami, które daje nam współczesny moment historyczny. Dzisiaj wielokrotnie słyszymy, stawiaj na samorealizację, się realizuj. A tak naprawdę małżeństwo jest jednym z najlepszych środowisk ku temu. Oczywiście, muszą być dojrzali ludzie obok siebie, żeby się wspierać w trudnych chwilach, żeby się podnosić, żeby siebie nawzajem uskrzydlać - wyjaśniał o. Ksawery.
Zauważał, że małżeństwo, jako intymna wspólnota ludzka, ma największe szanse rozwoju i przemiany człowieka, dojrzewania do miłości, ale równocześnie może ulec bardzo łatwo destrukcji. W naturze ludzkiej jest coś takiego, że się kłócimy i bardzo łatwo dominują potem w nas niższe popędy i emocje. - I trzeba nam nieustannie wychodzić z nich i przez rozum, przez wyższe uczucia pochodzące od Ducha Świętego, ponownie się jednoczyć. Warto pamiętać, że Pan Bóg działa w naturze ludzkiej, którą musimy odkrywać cały czas. Czyli to człowieczeństwo jest jakąś zagadką, tym bardziej w dzisiejszych czasach kryzysu antropologicznego, kiedy nie za bardzo wiemy, kim jest człowiek i kim powinien być. Dziś mamy olbrzymie możliwości i równocześnie olbrzymie zaniedbania w studiowaniu naszego człowieczeństwa. A na tym człowieczeństwie, na naturze ludzkiej łaska Boża buduje , w nim działa Duch Święty, wzmacnia człowieka. I też taka jest rola sakramentu małżeństwa - podkreśla o. Ksawery.
Studium Życia Małżeńskiego i Rodzinnego uMOCnieni









