Szukaj dziadka!

ks. Piotr Sroga

|

Posłaniec Warmiński 19/2018

publikacja 10.05.2018 00:00

– Antoni, nie zważając na niebezpieczeństwo, odpiął płonący wagon, ratując resztę składu od zniszczenia – mówi wnuk odznaczonego bohatera Wiesław Kejner.

▲	Wiesław Kejner z rodziną i portretem bohaterskiego przodka. ▲ Wiesław Kejner z rodziną i portretem bohaterskiego przodka.
ks. Piotr Sroga /Foto Gość

Przy Szkole Podstawowej nr 2 im. rtm. Witolda Pileckiego zasadzono dąb pamięci i odsłonięto okolicznościową tablicę. Bohaterem uroczystości był Antoni Kejner, żołnierz polski, zastrzelony przez NKWD na Kresach Wschodnich, o którego uczczenie zabiegał jeden z jego wnuków.

Przed olsztynecką szkołą odbyła się akademia z udziałem jego rodziny, władz samorządowych, duchowieństwa i uczniów. Jednak żeby uroczystości mogły w ogóle dojść do skutku, konieczne były żmudne poszukiwania.

Żołnierz dwóch wojen

– Mój ojciec należy do Rodzin Katyńskich. Razem z żoną jeździliśmy z nim na różne spotkania. Przestaliśmy ze względu na stan zdrowia ojca, ale zaproszenia przychodziły cały czas. Jesienią zeszłego roku pojechałem na spotkanie do Bykowni i zapisałem się do Rodzin Katyńskich – mówi Wiesław Kejner. Wyjazd do Bykowni był dla niego ważny, bo jego dziadek został zamordowany przez NKWD właśnie w tej ukraińskiej wsi. – Jego ciało jest zakopane gdzieś w tamtym lesie. Do 2010 r. jednak o tym nie wiedzieliśmy. Podejrzewaliśmy, jaki los mógł go spotkać, ale szczegóły nie były nam znane. Mam kuzynkę, która z zamiłowaniem zajmuje się tworzeniem drzewa genealogicznego naszej rodziny. Kiedy się widzieliśmy, zawsze mówiłem jej: „Szukaj dziadka!” – mówi pan Wiesław. – Mój ojciec wspomniał kiedyś, że dziadek służył w pociągu pancernym. Zapamiętaliśmy to, a pewnego razu moi kuzyni obdzwonili archiwa wojskowe i znaleźli akta, które go dotyczyły. Nie było ich wiele, ale coś tam się znalazło. Historia Antoniego Kejnera (1898–1940) jest bardzo ciekawa i odzwierciedla losy Polaków w czasie I i II wojny światowej. 18 listopada 1918 r. wstąpił jako ochotnik do tworzącego się Wojska Polskiego. W grudniu został przydzielony do pancernego pociągu „Śmiały”. – Ze służbą w tej jednostce związany jest bohaterski epizod z życia mojego dziadka. Otóż „Śmiały” 8 marca 1919 r. brał udział w walkach o Lwów. Pod Sądową Wisznią został odcięty przez nieprzyjaciela. Intensywny ostrzał wrogich jednostek wzniecił pożar w jednym z wagonów, w którym znajdowały się materiały wybuchowe. I właśnie wtedy dziadek Antoni, nie zważając na niebezpieczeństwo, odpiął płonący wagon, ratując resztę składu od zniszczenia – opowiada z dumą wnuk. Za ten czyn celowniczy Kejner został odznaczony Krzyżem Walecznych. Drugi otrzymał za bohaterskie zachowanie podczas wojny polsko-bolszewickiej. – W 1920 r. na moście kolejowym na Berezynie, wśród silnego ostrzału, mój dziadek odparł atak ciągłym ogniem z karabinu maszynowego – opowiada Wiesław Kejner. Te informacje zostały odnalezione w archiwach wojskowych, choć na temat pociągu „Śmiały” nie ma żadnych szczegółowych akt. W Wojsku Polskim w tamtym czasie służyło 6 pociągów pancernych i na temat pozostałych jednostek jest bogatszy materiał historyczny, dlatego też poszukiwania były trudniejsze.

Śmiertelny strzał

Antoni Kejner po I wojnie światowej ożenił się i otrzymał osadnictwo wojskowe. Osiedlił się we wsi Ogińszczyzna w powiecie tarnopolskim. – Dziadek w czasach pokoju wiódł ciche życie. Na świat przyszła czwórka jego dzieci: Kazimierz, Tadeusz, Weronika i Wacław, mój tata – mówi Wiesław. Z żołnierza stał się Antoni gospodarzem i to na tyle dobrym, że wybrano go na sołtysa. Był szanowany i ceniony wśród okolicznych mieszkańców. Jednak II wojna światowa zniszczyła zupełnie sielankę rodziny Kejner. – Już w grudniu 1939 r. dziadek został zabrany przez NKWD. Przypuszczamy, że mógł jakiś czas służyć w jednostkach przygraniczników, a ich aresztowano jako pierwszych – opowiada wnuk Antoniego. W roku 1940 został przewieziony do Bykowni, gdzie na wiosnę go rozstrzelano. Jego rodzinę wywieziono w bydlęcych wagonach na Sybir. Dwaj starsi synowie dołączyli później do Armii Andersa, a reszta czekała do zakończenia wojny, po czym osiedliła się w Olsztynku. Przez wiele lat o historii Antoniego Kejnera nie można było mówić. W czasach komunistycznych temat pomordowanych na Kresach Polaków stanowił tabu. – Nie interesowałem się tymi sprawami jako nastolatek, ale też babcia nie opowiadała o tamtych czasach. Była właśnie taka atmosfera. Pamiętam, jak kiedyś w szkole, gdy nauczycielka wychwalała Związek Radziecki, na przekór opowiedziałem o losach zamordowanych Polaków. Miałem duże nieprzyjemności i groził mi brak promocji do następnej klasy. Na szczęście mama mnie wybroniła – wspomina pan Wiesław. Wraz ze śmiercią żony Antoniego odszedł ostatni świadek. Jednak wnuk Wiesław i jego syn Andrzej wraz z kuzynami kontynuują poszukiwania w archiwach. Ich najbliższym celem są szczecińskie zasoby wojskowe, gdzie podobno znajdują się wiadomości na temat „Śmiałego”. Zapału do pracy nad tym tematem dodały ostatnie uroczystości. Przyjechało na nie 80 członków rodziny. – Zacząłem się interesować historią rodzinną, gdy usłyszałem, że mamy pradziadka, który służył w pociągu pancernym. Zapisałem się do Rodzin Katyńskich i mam już legitymację – mówi Andrzej, najstarszy prawnuk Antoniego Kejnera. Andrzej podczas uroczystości opiekował się swoim dziadkiem Wacławem, synem Antoniego. Dla Wacława Kejnera ta uroczystość miała szczególny wymiar – była pożegnaniem, niejako pogrzebem ojca. – Dziadek bardzo się wzruszył, wszystko przeżywał. Podczas uroczystości trzymałem go za rękę, żeby go uspokoić – mówi Andrzej. Ważnym momentem była Msza św. odprawiona przez ks. Stanisława Pietkiewicza i ks. Sławomira Piniahę. Obok portretu Antoniego Kejnera znajdował się woreczek z ziemią z Bykowni, gdzie w ziemi spoczywają jego doczesne szczątki, jeszcze nieodnalezione. •