Odeszła w spokoju

Krzysztof Kozłowski

|

Posłaniec Warmiński 43/2018

publikacja 25.10.2018 00:00

Umieranie dziecka przeżywa się, jakby ktoś wyrwał kawał serca. Ta rana się nie zagoi. Jest jednak coś, co pomaga uśmierzyć ból.

Po zakończonej modlitwie ustawiono znicze przy kaplicy Dziecka Utraconego. Po zakończonej modlitwie ustawiono znicze przy kaplicy Dziecka Utraconego.
Krzysztof Kozłowski /Foto Gość

Co roku Diakonia Życia Ruchu Światło–Życie organizuje w Dzień Dziecka Utraconego wieczór modlitewny w sanktuarium Matki Bożej Gietrzwałdzkiej. – Przyjeżdżają rodzice, którzy utracili dziecko, i ci, którzy pragną łączyć się z nimi na wspólnej modlitwie. To jest czas wspólnego dzielenia cierpienia, ale też nadziei, powstawania, łagodzenia – podkreśla Janusz Prucnal z Diakonii Życia.

Celem jest niebo

Spotkanie rozpoczął wspólny Różaniec. Później Eucharystii przewodniczy ks. Wojsław Czupryński, diecezjalny duszpasterz rodzin. W homilii podkreślał, że Pan Bóg ciągle uświadamia nam, by patrzeć na życie nie oczyma świata, a wieczności. – Spotykasz znajomego, który mówi, że dostał świetną pracę i będzie zarabiać 20 tys. zł. Mówisz: „Super, brachu, świetnie!”. Ale skąd to wiesz? A może tak wysoka wypłata jest początkiem jego końca? Spotykasz przyjaciółkę, która mówi, że lekarze wykryli u niej wielkiego guza. Mówisz: „To straszne nieszczęście!”. A może ta choroba to początek lepszego życia? Może to dar i szansa od Boga na zmianę życia? Święty Piotr wrócił do Boga, kiedy się Go zaparł. Święty Paweł nawrócił się po licznych morderstwach, a Dawid – po cudzołóstwie z Batszebą. Paradoks wiary właśnie na tym polega, że to, co po ludzku trudne, bolesne i przegrane, w Bożym zamyśle jest drogą do prawdziwej i nieprzemijającej radości – mówił ks. Wojsław. Podkreślał, że obserwując wielkie zaangażowanie ludzi w urządzanie się na tej ziemi, można odnieść wrażenie, iż już zapomnieli, do czego zostali stworzeni. – Dlatego Jan Paweł II mówił, że jest to cywilizacja śmierci; cywilizacja, która niczego nie proponuje człowiekowi w obliczu śmierci, która pozostawia go bez żadnej nadziei – mówił duszpasterz rodzin. Dlatego wiara jest przekonaniem, że życiowe scenariusze, które proponuje nam Bóg, są najlepsze. – Nie jesteśmy tutaj po to, by mówić o śmierci. Ona nie jest celem naszego życia. Celem jest niebo. Celem jest świętość – podkreślał w homilii ks. Czupryński. Porównał życie do długiej podróży, która początkowo cieszy, by później nużyć. – I życie takie jest. Na początku fajnie się jedzie. Jesteśmy młodzi, zdrowi, radośni i zakochani. A potem zaczyna nas boleć kręgosłup, tracimy wzrok. Teraz trzeba sobie wyobrazić, że na stacji docelowej stoi i czeka na mnie sam Bóg. Nie traćmy w życiu Bożej optyki, Bożej perspektywy – mówił podczas kazania.

Widziałam szczęście na jej twarzy

Po Mszy św. zebrani wysłuchali świadectwa pani Teresy, która mówiła o stracie swojej córki, która chorowała przez pięć lat na raka. – Tu działał Bóg. Rano córka zasnęła. Nie wiedziałam, czy jest świadoma. Nie reagowała na nic. Wcześniej chciała, żeby przyszedł do niej ksiądz z namaszczeniem. Zadzwoniłam więc i poprosiłam kapłana, by przyszedł. Zrobił to bez zwłoki. Kiedy wszedł do domu, powiedziałam do niej: „Ksiądz Karol przyjechał”. Wówczas moja córka uniosła głowę, uśmiechnęła się i wyciągnęła rękę na powitanie księdza. Przyjęła sakramenty i znów zasnęła. Tego dnia zostałam na noc u niej, by zięć mógł odpocząć. W nocy wyczułam, że córka zaczęła inaczej oddychać. Wiedziałam, że odchodzi. Wzięłam książeczkę do nabożeństwa i zaczęłam odmawiać Litanię do Najświętszego Imienia Jezus. Za każdym wezwaniem: „Jezu” twarz mojego dziecka jaśniała. Widziałam, że jest bardzo rozpromieniona, szczęśliwa. Widziałam szczęście na jej twarzy. Kiedy opadła jej ręka, którą trzymałam, wyszeptałam jej jeszcze Koronkę do Miłosierdzia Bożego, ucałowałam ją. W spokoju odeszła. Byłam spokojna i pewna, że ona jest już u Boga, wita się z kochaną Panią Gietrzwałdzką. Umieranie dziecka przeżywa się, jakby ktoś wyrwał kawał serca. Ta rana w sercu się nie zagoi. Ale pomaga na co dzień modlitwa – mówiła pani Teresa. Później uczestnicy spotkania przeszli do kaplicy Dziecka Utraconego, gdzie po modlitwie ustawiono znicze.