As w rękawie, serce na dłoni

ks. Dariusz Sonak

|

Posłaniec Warmiński 5/2019

publikacja 31.01.2019 00:00

Pod koniec stycznia zbiegają się ze sobą wspomnienie św. Jana Bosko i... dzień iluzjonistów.

– Dzięki moim umiejętnościom mogę zbliżyć się do człowieka i go poznać – mówi Rafał. – Dzięki moim umiejętnościom mogę zbliżyć się do człowieka i go poznać – mówi Rafał.
ks. Dariusz Sonak /Foto Gość

Czy ojciec i nauczyciel młodzieży, patron ŚDM w Panamie, i prestidigitatorzy mają ze sobą coś wspólnego? Otóż tak. Święty Jan Bosko zanim został kapłanem szukał sposobów, by przyciągnąć uwagę ludzi, z którymi chciał rozmawiać o Bogu. Jego pasją były sztuczki, których nauczył się od wędrownych grup cyrkowych. Zauważył, że może dzięki nim gromadzić wokół siebie osoby, które przy okazji ewangelizował.

Dasz się nabrać?

Rafał Kotlewski, który właśnie kończy gimnazjum, iluzją zainteresował się kilka lat temu. – Pierwszej sztuczki nauczyła mnie mama. Później podczas wakacji obejrzałem pewien filmik dotyczący iluzji. Zacząłem o tym czytać. Uznałem, że to coś ciekawego, i spróbowałem. To, co najbardziej mi się w tym podobało, to reakcje ludzi. Jedni krzyczą z zachwytu, inni robią wielkie oczy, a kolejni gratulują. Z resztą im większa wizualizacja, tym większe zaskoczenie. Z czasem zacząłem wchodzić w to coraz bardziej... – opowiada Rafał. – Za pomocą technik tworzę iluzję czegoś niewytłumaczalnego. Widz natomiast odbiera to często jako magię, coś niespotykanego. A iluzjonista to osoba, która wciela się po prostu w rolę magika. Ludzie dają się nabrać iluzjoniście, bo lubią oglądać to, co odbiega od ich codzienności. Człowiek czuje się wtedy jak dziecko i chce w to wierzyć – tłumaczy młody iluzjonista.

Widz musi być

Każdy iluzjonista potrzebuje także swojej sceny i widowni. – Skupiam się na tak zwanej iluzji close up, czyli „z bliska”. Występuję w różnych miejscach – na rodzinnych uroczystościach, jak wesele u brata, w przedszkolach u dzieci, na festynach parafialnych, spotkaniach seniorów, imprezach firmowych, a także w restauracjach. Część moich występów jest charytatywna, współpracuję chociażby z Fundacją „Dr Clown” – wymienia gimnazjalista. Czy iluzja może być sposobem na życie? – Chciałbym z nią łączyć swoją przyszłość, bo mogę się w tym też rozwijać. Iluzja jest dziedziną, która otwiera wiele możliwości. Uczestniczyłem w wielu wykładach o iluzji w Polsce. Podczas takich spotkań można poznać ludzi z tą sama pasją, powymieniać się swoimi pomysłami czy też spytać o radę doświadczonych kolegów – opowiada Rafał. Iluzjonista ma bliski kontakt z człowiekiem, który uczestniczy w jego występie. Bez komunikacji z widzem występ zasadniczo traci swój urok. – Zajmowanie się występami iluzjonistycznymi pomaga mi przełamywać nieśmiałość, być bardziej otwartym na ludzi i uczy mnie kierować ich uwagą, a więc poznawać człowieka – dodaje.

Umiejętności i pokora

– Chcemy go wspierać i podziwiamy jego determinację. Towarzyszymy naszemu synowi, ale też na swój sposób czuwamy nad nim. Łatwo czasem uwikłać się w to, co jest na granicy iluzji, np. hazard karciany. Chcemy, by wyznacznikiem jego pasji było dobro człowieka, a świadomość swoich umiejętności łączył z pokorą – mówi Leszek Kotlewski, tata Rafała. – Cieszy mnie to, że angażuje się w występy dla dzieci czy seniorów i daje radość innym. Jestem z tego dumna. Dzwonią też do mnie ludzie, gratulując mi syna. To nie są korzyści materialne, ale duchowe, które cenię nade wszystko. Martwię się jednak także o zagrożenia duchowe, na które może być narażony, ale powierzam go Panu Bogu – dodaje Daria Kotlewska, mama.