Wspomnienia wracają

Krzysztof Kozłowski

|

Posłaniec Warmiński 41/2019

publikacja 10.10.2019 00:00

– Z czasem Soli Deo stało się całym naszym życiem... – opowiada Danuta.

▲	Danuta, ksiądz Edward, Irena i Barbara wspominali swoją młodość. ▲ Danuta, ksiądz Edward, Irena i Barbara wspominali swoją młodość.
Krzysztof Kozłowski /Foto Gość

Gruba kronika parafialna, dziesiątki zdjęć, krótkie wpisy z najważniejszych wydarzeń. Na pierwszej stronie czarno-biała fotografia, a nad nią notka: „W roku 1969 opiekę nad parafią objął ks. Eugeniusz Rumbuć. Jednocześnie przybyli do pracy w parafii wikariusze: ks. Zdzisław Stanisław Stańczuk i ks. Edward Woliński. Dużym wydarzeniem w życiu parafii było wprowadzenie muzyki big-beatowej do liturgii Mszy św. (...) Po raz pierwszy kościelną muzykę big-beatową usłyszeliśmy w pierwszy dzień Świąt Wielkanocnych”. Zespół nosił nazwę Soli Deo i choć w 1994 r. zakończył swoją działalność, do dziś jego członkowie spotykają się na jubileuszach. W tym roku wspólnie świętowali 50. rocznicę powstania. Wzruszeni wrócili do młodzieńczych lat, kiedy kilka razy w tygodniu spotykali się na próbach, grali podczas liturgii, spotykali się na niedzielnych wieczorkach...

Też się uczyłem

– Przyszedłem tutaj z Kwidzyna. Był luty 1969 r. Szybko zorientowałem się, że można tu zorganizować młodzież, by skupiona wokół kościoła rozwijała swoje muzyczne talenty. Byli młodzi chłopcy, grali pod nazwą Dragoni. Przy okazji kolędy porozmawiałem z nimi. Tak zaczęliśmy pierwsze próby. Wzorowaliśmy się na zespole trapistów z Podkowy Leśnej – wspomina ks. Edward Woliński. Przygotowali na Wielkanoc oprawę liturgii. – Sprzęt cieniutki, jak to w dawnym PRL-u było. Wzmacniacz zrobił Marcin, a przewody, żeby nie wypadały, zabezpieczone były zapałkami. Pierwsze wrażenia były dziwne, bo to nowość, gitary, perkusja. Ale kiedy nawet babcie zauważyły, że dzieci i młodzi ludzie zaczęli garnąć się do kościoła, to się szybko „nawróciły” – uśmiecha się ks. Edward.

– Zaczęliśmy zbiórkę wśród parafian, by móc kupić odpowiedni sprzęt – mówi. Przy zespole powstał chór. – Też się uczyłem grać. Później uczyłem młodych. Były próby, ale też i niedzielne wieczorki. Kiedy chciałem, żeby ktoś z zespołu potańczył, brałem jego instrument i grałem. To na perkusji, to na basie. Cały zespół tworzyły osoby w różnym wieku, od dzieci po osoby dorosłe – opowiada kapłan.

Wiele dobrego

W Olsztynku działało wówczas ognisko muzyczne. – Ksiądz zorientował się, że tam chodzimy. Namówił nas, żeby przyjść, spróbować. Z czasem Soli Deo stało się całym naszym życiem. Musiałyśmy nauczyć się wszystkich pieśni. Grałyśmy na wspólnych wieczorkach. W ognisku muzycznym grałyśmy na gitarach klasykę, a tu było coś nowego – big-beat! – wspomina Danuta Przywoźna. Zdarzało się, że do zespołu należały całe rodziny.

– Całe moje rodzeństwo było zaangażowane. Byłam w drugiej klasie szkoły podstawowej, należałam do chóru. Po czasie ksiądz zaproponował mi naukę gry na gitarze. Później powstał zespół złożony z młodszych osób. Na gitarze basowej grała moja koleżanka Krysia, na solowej – Ewa… Wszyscy wiele zawdzięczamy księdzu Edwardowi. Trzy próby w tygodniu, w soboty próba generalna, niedzielna Msza św. Ale nam to sprawiało przyjemność. Zespół z chórem przyciągał młodych, zrobił w naszym życiu wiele dobrego – mówi Barbara Frąckiewicz.

– Trzeba wspomnieć ks. Eugeniusza Rumbucia. Kiedy mieliśmy próby na plebanii nie przeszkadzały mu gitary, perkusja i śpiew. Z salką sąsiadowała kancelaria parafialna. Przyjmował ludzi, a my graliśmy. Był cierpliwy, otwarty – dodaje Danuta.

Dziesięć kilometrów

Rocznicowe spotkania organizuje Irena Pisarewicz. – Spotykamy się co pięć lat. Gramy w kościele podczas jubileuszy. Są próby, jak za dawnych lat, mimo że już na co dzień niewiele mamy wspólnego z muzyką. Nie gram od lat na perkusji, ale przed naszymi spotkaniami powracam do pasji z lat młodości – uśmiecha się Irena.

– Tak obchodzimy jubileusz zespołu, który już nie istnieje – dodaje. – Próby trwają około dwóch miesięcy. Człowiek wraca do tych lat, jakby czas się cofnął… Ale nie tylko my. Pamiętam historię, kiedy podczas sobotniej próby generalnej na 40-lecie powstania zespołu do kościoła weszła kobieta, która po chwili zaczęła płakać. Zaczęła opowiadać, że kiedy nas usłyszała, wzruszyła się. Jako dziewczyna przyjeżdżała na obozy harcerskie i co niedzielę harcerze szli dziesięć kilometrów specjalnie na tę Mszę św., podczas której grało Soli Deo. Minęło pół wieku, a wspomnienia wracają… – opowiada Irena.