Nadzieja w Panu Bogu

Łukasz Czechyra

|

Posłaniec Warmiński 13/2020

publikacja 26.03.2020 00:00

Od wieków Kościół w trudnych dla ludzi czasach wzywa na pomoc naszych orędowników w niebie.

Koronawirus spowodował wielkie zmiany w życiu wszystkich Polaków. Narodowa kwarantanna dotyczy każdego, nie tylko w kwestiach zawodowych czy społecznych, ale również w przeżywaniu wiary. Duszpasterze zachęcają, by nie przychodzić na Msze św., tylko zostać w domu i tam się modlić. Ale to nie pierwsza pandemia, z jaką musi się zmierzyć Kościół. A przez wieki pojawiło się kilku świętych, do których ludzie uciekali się szczególnie w czasach zarazy.

Kto na ratunek?

– Choroba odczytywana jest jako skutek zerwania przez człowieka przymierza z Bogiem. Tę więź ze Stwórcą przywrócił w pełni Jezus Chrystus, który jest nazywany „omnipotens Medicus” – najwyższy, wszechpotężny Lekarz i Zbawiciel. Jezus może odwrócić od nas wszystkie choroby, a w pośrednictwie między nami a Bogiem uczestniczą również święci – tłumaczy ks. prof. Władysław Nowak. Jedną z pierwszych świętych, której orędownictwa przyzywano w czasach zarazy, była – nomen omen – św. Korona, męczennica z pierwszych wieków chrześcijaństwa. Zginęła śmiercią męczeńską w 177 r., w wieku zaledwie 17 lat. Od IV w. była przyzywana jako patronka w ucieczce przed chorobami i zarazami. Kościół wspomina ją 14 maja. Na Warmii i Mazurach orędownictwa w czasach epidemii, które nawiedzały nasz region, szukano m.in. u św. Rocha.

– Jest to patron chroniący od zaraz i klęsk żywiołowych. Jest czczony w wielu parafiach, w XVII w. w Świętej Lipce przed wizerunkiem św. Rocha modlono się o odwrócenie zarazy i nieszczęść związanych z epidemią. Kolejnym świętym związanym z naszymi terenami był św. Andrzej Bobola, jeden z patronów Polski. To właśnie jemu przypisywane jest uratowanie mieszkańców Wilna przed zarazą, jaka nawiedziła miasto w drugiej połowie XVII w. – wymienia ks. Nowak.

Dzisiaj więcej wiemy

Kolejną świętą, którą możemy prosić o pomoc w tych trudnych czasach, jest św. Rozalia z Palermo. Żyła ona w XII w. na Sycylii. Legenda głosi, że podczas zarazy w Palermo w 1624 r. święta ukazała się pewnej kobiecie i powiedziała, gdzie należy szukać jej relikwii. Kazała przenieść je do Palermo i przejść z nimi w uroczystej procesji przez miasto – w opisanej w widzeniu grocie faktycznie znaleziono szczątki kobiety, a po wykonaniu polecenia świętej epidemia ustała.

Świętej Rozalii poświęcona jest m.in. kaplica w Kieźlinach, wybudowana jako wotum wdzięczności za wyzwolenie od zarazy, jaka nawiedziła te ziemie pod koniec XIX wieku. Patronów chroniących od epidemii nie brakuje, ich wizerunki można znaleźć w wielu kościołach na Warmii i Mazurach, ale duszpasterze zachęcają, by jednak pozostać w domach i tam się modlić za ich wstawiennictwem. – Przez wieki zmieniło się pojmowanie choroby, zarazy. Kiedyś solidarność wiernych przynaglała ich do intensywnej modlitwy we wspólnocie. Człowiek czasów średniowiecza czuł się bezradny wobec epidemii, nie było lekarstw, a ginęły całe wioski. Gdy na Warmii w XVII w. grasowała dżuma, ludzie organizowali procesje, pielgrzymki – być może ta intensywna modlitwa rodziła w nich postawę siły do pokonania zarazy – tłumaczy ks. Nowak.

– Jednak wraz z rozwojem medycyny wiemy więcej o chorobach, epidemiach. Wiemy, co powinniśmy robić, czego unikać, ale wobec koronawirusa również czujemy się bezradni: nie ma szczepionki, nie wiadomo, kiedy pandemia się skończy. Człowiek w tej bezsilności nadzieję może znaleźć w Panu Bogu. Koronawirus to nie jest kara za grzechy, Bóg jest miłosierny i nie zsyła nam chorób jako kary, ale możemy tę sytuację odczytać jako znak, szansę na zastanowienie i uświadomienie sobie, że tak naprawdę nie możemy zabezpieczyć sobie naszego życia bez Boga, bez wiary w Opatrzność – podkreśla ks. Nowak.