• facebook
  • rss
  • Ojcze, ja to wiem

    dodane 24.05.2012 00:38

    Mówił, że jest pasterzem, który nigdy nie opuszcza swoich owiec. Dlatego nie cofnął się, broniąc godności drugiego człowieka. Choć wiedział, że za to czeka go śmierć.


    Franz Ludwig urodził się 29 kwietnia 1896 roku w Ornecie. Jego ojcem chrzestnym był wujek, również Franz Ludwig, ówczesny proboszcz w Osetniku koło Ornety. Młody Franz wzrastał w rodzinie, gdzie wiara i wartości chrześcijańskie przyświecały codziennemu życiu. Trzy jego siostry także wybrały drogę duchową i wstąpiły do zakonu.


    Prześladowania

    
Ksiądz Franz Ludwig otrzymał święcenia kapłańskie 23 lipca 1922 r. z rąk bp. Augustyna Bludaua. Pierwszą jego parafią był Tolkowiec, potem Pieniężno. Z zaangażowaniem pracował z młodzieżą. Organizował również zebrania stowarzyszeń katolickich. Jego postawa wzbudzała niepokój ówczesnych władz, dlatego nadprokuratora sądu specjalnego w Królewcu śledziła go i często przesłuchiwała. Kiedy ks. Franz został mianowany proboszczem w Sątopach, władze zlikwidowały w Pieniężnie szkołę katolicką, a rodziców, którzy się temu sprzeciwiali, zatrzymano i skazano na kilkumiesięczne więzienie. Mimo zmiany parafii ks. Ludwig, ze względu na niezłomną obronę Kościoła katolickiego, był nadal nękany przez nazistów. Należał do grupy duchownych, którzy – mimo zakazu władz – przeczytali list pasterski bp. Kallera o prześladowaniach Kościoła. Wytoczono mu proces, jednak dzięki amnestii postępowanie zostało zawieszone.


    Pasterz, nie najemnik

    
We wspomnieniach parafian ks. Franz Ludwig jawi się jako osoba gorliwa, oddana swemu powołaniu, głęboko wierząca i żyjąca przesłaniem Ewangelii. – Był wzorowym kapłanem. Swą funkcję pełnił dokładnie i z godnością. Parafianom służył w troskach i potrzebach, zawsze im pomagając. Był głęboko wierzącym człowiekiem – wspomina jego krewna, która pracowała dwa lata w gospodarstwie domowym ks. Ludwiga, prowadzonym przez jego siostrę Marię. Wówczas przy każdej parafii wiejskiej było niewielkie gospodarstwo. Lubił na nim pracować – był przecież synem rolnika. – W tym czasie wielu ludzi było śledzonych przez partię nazistowską, w tym proboszcz. W którąś sobotę przed Zielonymi Świątkami gestapo zabrało go. Podobno był za uprzejmy dla Polaków. Wrócił po kilku dniach. Nigdy nie opowiadał, co przeszedł – wspomina krewna.
Gdy w styczniu 1945 r. do Sątop zbliżał się front wschodni, ks. Ludwig pozostał w parafii z wiernymi. „Dobry pasterz daje życie za owce swoje. Najemnik zaś, który nie jest pasterzem i do którego owce nie należą, porzuca owce na widok zbliżającego się wilka i ucieka, a wilk je porywa i rozprasza” (J 10,11-13) – przytaczał słowa z Ewangelii. Kiedy Sowieci wkroczyli do Sątop, ks. Franz stanął w obronie godności kobiet, za co zapłacił najwyższą cenę – zginął męczeńską śmiercią.


    Módlcie się

    
29 stycznia 1945 r. do Sątop wjechały pierwsze sowieckie wojska. Do domu parafialnego przyszło dwóch żołnierzy. Kiedy ujrzeli, że wśród uciekinierów jest mężczyzna w uniformie żołnierskim, od razu go zabili. Potem zrewidowali wszystkich. Podejrzewali siostry zakonne, że są szpiegami. Żołnierze pozostali na plebanii na noc. – To była straszna noc. Wiele kobiet, w tym siostry zakonne, było nagabywanych. Ksiądz Franz stawał zawsze przed nimi, by je bronić. Następnego ranka weszło do naszego pokoju dwóch Rosjan, wśród nich ten, który zastrzelił mężczyznę w niemieckim mundurze. Przeszukali szafkę. Szukali papierosów – wspomina siostra ks. Ludwiga, Maria. Jeden z żołnierzy wskazał na kapłana i kazał mu wyjść. „Módlcie się za mnie”, powiedział, wychodząc. Sowieci zaprowadzili go do sąsiedniego pokoju, gdzie chwilę potem padł strzał. Po chwili Maria weszła ukradkiem do pokoju. Znalazła martwego brata, leżącego na plecach. Było to 30 stycznia 1945 roku.
Sługa Boży ks. Franz Ludwig został pochowany na miejscowym cmentarzu w Sątopach. Do dziś jego grób otoczony jest troską przez wiernych.


    Wizja męczeństwa

    
Ksiądz Franz już wcześniej przewidywał, iż Armia Czerwona wkroczy na tereny Prus Wschodnich. Często wspominał, że podczas I wojny światowej, kiedy Rosjanie wkroczyli do Sątop, zastrzelili ówczesnego proboszcza. Pallotyn ks. Hermann Skolaster, pracujący podczas II wojny światowej w dekanacie reszelskim, wspomina, że ks. Franz przewidywał swoją gwałtowną śmierć. Podczas spotkań dekanalnych ks. Ludwig głosił opinie, iż Niemcy przegrają wojnę, a „kula, która go ugodzi, została już odlana”. – Mówiłem, że to, co działo się podczas I wojny światowej, nie musi się powtórzyć – wspomina ks. Skolaster. – Wówczas ks. Ludwig z zaprzeczającym ruchem ręki mówił: „Ojcze, ja to wiem”.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół