• facebook
  • rss
  • Dziesięć męskich słabości

    Krzysztof Kozłowski

    |

    Posłaniec Warmiński 09/2014

    dodane 27.02.2014 00:15

    Zakon Rycerzy Jana Pawła II. Są mężczyznami, którzy cieszą się ze swojej wiary, z przynależności do Kościoła. To ci, którym radość daje to, że dla tego Kościoła mogą coś zrobić.

    Nawet my, katolicy, uczniowie Chrystusa, stajemy się ofiarami ideologii wkraczających w naszą kulturę, w społeczeństwo. To one sprawiają, że coraz mniej jest kobiety w kobiecie i mężczyzny w mężczyźnie. Oczywiście nie chodzi o wypełniane obowiązki, ale o duszę, o jej kształtowanie zgodne z naturalnymi uwarunkowaniami, wynikające bezpośrednio z faktu, iż Bóg stworzył człowieka jako mężczyznę i kobietę. W cudownym Bożym zamyśle nadał nam inne cechy, abyśmy na co dzień mogli się uzupełniać, razem tworzyć piękną całość, abyśmy byli sobie potrzebni i mogli się darzyć miłością. Dziś jednak tracimy swoją tożsamość, nie tylko narodową, kulturową, ale i – co jest najgroźniejsze – naturalną. Jak sobie z tym radzić? Czy istnieje szansa na to, aby stanąwszy w prawdzie, stać się sobą? – Wiele o tym mówił Jan Paweł II. Tylko my zbyt często ograniczamy się jedynie do słuchania. Słuchaliśmy go z wypiekami na twarzach, jego słowa tonęły w oklaskach tysięcy ludzi zgromadzonych na Eucharystiach, znamy kilka najbardziej medialnych cytatów z jego nauki. A codzienność? Co z codziennością, z przekształcaniem jego słowa w czyn, w życie, w kierunkowskazy pomagające podejmować decyzje? Poddajemy się nijakości, gubiącym nas ideologiom, ulegamy środowisku, rozpuszczamy się w nurcie świata. My chcemy żyć inaczej. Chcemy być biblijnymi mężczyznami. Chcemy żyć nauką Jana Pawła II – mówi Roman Sobolewski z Chorągwi Zakonu Rycerskiego Jana Pawła II w Lidzbarku Warmińskim, generalny szpitalnik zakonu, komandor komandorii warmińskiej.

    Pełnokrwiści mężczyźni

    Zakon Rycerzy Jana Pawła II powstał jako hołd za beatyfikację papieża Polaka. Głównym jego celem jest formacja mężczyzn. Można by wiele napisać o powstaniu i charyzmacie zakonu. Jednak informacje te każdy może z łatwością odnaleźć w internecie. Istotą zakonu są mężczyźni, ich postawa, oddanie i poświęcenie się drugiemu człowiekowi. – A zaczęło się tak… Był wrzesień, trzeci miesiąc mojej pracy w parafii, początek roku szkolnego, początek spotkań wspólnot parafialnych. Któregoś dnia po porannej Mszy św. pan Zygmunt, nasz akolita, zaproponował mi dołączenie do rycerzy Jana Pawła II. Hasło „rycerze” wzbudziło we mnie wiele skojarzeń: Rycerze Maltańscy, Rycerstwo Niepokalanej, ale też przypomniałem sobie niedawną wielkopostną pracę duszpasterską jako diakon w Kętrzynie, gdzie służbę w bazylice pełni Gwardia św. Jerzego. Poszedłem na pierwsze powakacyjne spotkanie i… już zostałem – śmieje się ks. Paweł Rzosiński, duszpasterz lidzbarskiej chorągwi działającej przy parafii Świętych Piotra i Pawła. – Jak by opisać tych ludzi? Są to pełnokrwiści mężczyźni, którzy cieszą się ze swojej wiary, z przynależności do Kościoła. To ci, którym radość przynosi, że dla tego Kościoła mogą coś zrobić. To ci, którzy odkrywają, że wiarę można przeżywać po męsku, że można po prostu kumplować się we wspólnocie, gdzie Różaniec też ma inny smak. Dla nich Jan Paweł II nie jest papieżem „od kremówek”, ale człowiekiem głoszącym w imię Chrystusa konkretną i ciekawą naukę. Stąd „orężem” tych rycerzy są środki, których używał patron: różaniec i szkaplerz karmelitański. Aby podkreślić, że to nasza broń, umieszczone są na nich herby zakonu. Patrząc od innej strony, to ci, na których ksiądz może polegać, że będzie miał kto ponieść figurę Matki Bożej, że przed świętami dostarczą paczki do ubogich rodzin, że przygotują tuby przed uroczystościami. To ci, którzy zdążyli już zaimponować parafianom feretronem na relikwie bł. Jana Pawła II – wymienia ks. Paweł.

    Choroba emocji

    Jak ważna jest na co dzień duchowość mężczyzny i jego tożsamość? – To jest ciekawe, że nawet w sprawach duchowych odczuwamy odejście od naturalnego podziału, od aktu stworzenia człowieka jako mężczyzny i kobiety. Myślę, że to się dzieje poza naszą percepcją, że to się dzieje gdzieś podskórnie. Czasami wkrada się w nas duch parytetów duchowości – mówi kapucyn br. Marcin Radomski, proboszcz parafii Matki Boskiej Ostrobramskiej w Olsztynie. Aby sobie to uświadomić, wystarczy sięgnąć pamięcią do rekolekcji wielkopostnych czy adwentowych, kiedy dawniej odbywały się nauki stanowe oddzielnie dla kobiet i mężczyzn. – Jednak Bóg stworzył człowieka jako kobietę i mężczyznę. Uczynił to po to, by ta różnica tworzyła pełnię. Trudno, żeby mężczyzna formował się tak samo jak kobieta. To nie jest nowość. Kobieta ma bardziej rozwiniętą inteligencję emocjonalną, mężczyzna zaś inteligencję racjonalną. To przekłada się na praktyczne zachowania i zadania w życiu. Jeżeli będziemy w duchowości mówić o zaniku tych różnic, to mamy chaos. Zamiana ról, wprowadzanie niezrozumiałych równości, które przyczyniają się do utraty tożsamości. To troszeczkę tak, jakby do pilnowania stada owiec zamiast psa pasterskiego wziąć psa myśliwskiego. On na pewno nie sprawdzi się jako pies pasterski. To są dwie natury psów. W duchowości ważne jest, aby kształtować kobietę i mężczyznę – wyjaśnia. Podkreśla, że najtrudniejszą rzeczą w duchowości mężczyzny jest przeżywanie i wyrażanie swoich emocji. – Wyrażanie emocji odbierane jest często jako słabość, a to uderza w godność mężczyzny. Przez to mężczyzna często jest wycofany, boi się być sobą. To jest blok związany ze szczerością, on knebluje swoją duszę, brakuje mu wolności. Stąd biorą się nałogi – choroba emocji – dodaje.

    Wolę działać

    Od trzech lat w Lidzbarku Warmińskim istnieje chorągiew Zakonu Rycerzy Jana Pawła II. – To efekt naszych duchowych męskich poszukiwań. Obecnie jest nas dziesięciu. Służymy wszystkim w potrzebie – mówi Roman Sobolewski. Odkąd pamięta, zawsze w swoim życiu odczuwał potrzebę niesienia pomocy innym. Nie robił tego na pokaz, raczej w ukryciu. – Wraz z grupą mężczyzn, w tym z Markiem Kajańcem, zapoznawaliśmy się z różnymi wspólnotami, zakonami. Jednak doszliśmy do wniosku, że po co sięgać po nie, skoro ten zakon ma tak wspaniałego patrona. Tak się zaangażowaliśmy, że nawet reguła zakonu była pisana na Warmii, właśnie w Lidzbarku Warmińskim – wspomina. Obecnie do zakonu należy ponad 150 braci, z czego największą grupę tworzy chorągiew warszawska.

    – Dlaczego się tak zaangażowałem? Bo widzę taką potrzebę w Kościele. Wiele organizacji zdominowanych jest przez kobiety, a przecież jest potrzebna prawa ręka proboszcza czy biskupa – śmieje się. Podkreśla, że istotnym elementem jest formacja duchowa. Bracia spotykają się raz w miesiącu, wyjeżdżają na rekolekcje, wspólnie pielgrzymują. – Jestem w takim wieku, że pomoc innym daje mi więcej satysfakcji niż otrzymywanie. Taką mam naturę. Zapewne zostało to zauważone, dlatego otrzymałem w zakonie funkcję generalnego szpitalnika. Chociaż żartowałem, że zapewne dlatego, że często choruję – śmieje się Roman. – Ale ja jestem słabym mówcą. Wolę działać – dodaje.

    Przekuć na moc

    W naszej archidiecezji na razie istnieje jedna chorągiew Zakonu Rycerzy Jana Pawła II. Ale już niedługo, bo w niedzielę 2 marca o godz. 15, odbędzie się pierwsze, inicjujące spotkanie kandydatów do zakonu w olsztyńskiej parafii Matki Boskiej Ostrobramskiej. – Jestem przekonany, że w całej archidiecezji warmińskiej nie ma lepszego miejsca do powołania takiej wspólnoty. Przecież nasz kościół i klasztor znajdują się w miejscu, w którym Jan Paweł II odprawiał Mszę św. Przy naszym klasztorze stoi krzyż, który był krzyżem głównym podczas Eucharystii – wyjaśnia br. Marcin. Tego dnia kandydaci spotkają się z bratem Zygmuntem, wielkim rycerzem z Warszawy, oraz z braćmi z Lidzbarka Warmińskiego. – Tradycja rycerstwa to jest coś, o czym marzy chyba każdy chłopak. Rycerze Jana Pawła II mają swoje stroje. Kiedy do nas przyjadą, będzie można zobaczyć, że to nie są chłopcy z boiska. To są dojrzali faceci, którzy często zajmują poważne stanowiska. Myślę, że mężczyźni przybyli na spotkanie mocno to odczują. Co jest dla mnie bardzo ważne, ta idea rycerskości przekłada się na ochronę życia. To fantastyczna sprawa. Każdy mężczyzna, który ma w sobie poczucie męskości, potrzebę obrony najsłabszych i ważnych wartości, powinien tu przyjść. Jeśli naszych słabości męskich zbierze się dziesięć, to z nich wyrośnie siła. Będziemy mocni swoją słabością. W piękny sposób ukazał to właśnie Jan Paweł II w ostatnich dniach swojego życia. Spotykanie się w miejscu, gdzie on odprawiał Mszę św., bycie przy krzyżu, przy którym on był, to mocne znaki. Dziś świat potrzebuje konkretnych znaków. To nie jest romantyzm. To są konkrety. Jeżeli ktoś czuje w sobie tę słabość, którą chce przekuć na moc przy krzyżu, to niech przychodzi – zachęca br. Marcin Radomski.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół