Nowy numer 33/2018 Archiwum

Pasterz bez dystansu

O zapamiętywaniu nazwisk, rozmowach z komunistami i patrzeniu w oczy z ks. dr. Stanisławem Kozakiewiczem rozmawia .

Ks. Piotr Sroga: W latach 1979–1981 bp Józef Glemp był ordynariuszem diecezji warmińskiej. W tym czasie Ksiądz sprawował funkcję jego sekretarza. Jak się rozpoczęła Wasza współpraca?

Ks. Stanisław Kozakiewicz: – Poznałem go na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Byłem wtedy na studiach specjalistycznych z teologii dogmatycznej. Bp Glemp przyjął najpierw w Gnieźnie święcenia biskupie, których udzielił mu kard. Stefan Wyszyński. Zdaje się, że były to jedne z ostatnich, jakich udzielał Prymas Tysiąclecia.

Zostaliśmy powiadomieni, że nowy ordynariusz przyjedzie do nas i chce się z nami spotkać. Tak się też stało. Na początku maja 1979 roku odbyło się spotkanie. Najpierw ze wszystkimi, a potem bp Józef rozmawiał z każdym indywidualnie. Był bardzo serdeczny. Wracałem już wtedy do diecezji i krążyły niepotwierdzone informacje, że prawdopodobnie zostanę wychowawcą w seminarium duchownym. Poprosiłem jedynie o możliwość zostania nieco dłużej w Lublinie, aby zebrać materiały do doktoratu. Biskup odjechał, a niedługo potem dostałem dekret mianujący mnie na jego kapelana i sekretarza.

Był to akurat czas uroczystości związanych z 400. rocznicą śmierci kard. Stanisława Hozjusza. Rozpoczął Ksiądz swoją pracę na najwyższych obrotach.

– Faktycznie, było to mocne uderzenie. A ja byłem młodym księdzem – tylko 5 lat w kapłaństwie. Na obchody jubileuszowe zjechali się biskupi z całej Polski, między innymi kard. Wyszyński. Pamiętam pewne wydarzenie z tego okresu. O godz. 18 miała się rozpocząć uroczysta Msza św. Bp Glemp zadzwonił na Miodową i powiedziano mu, kiedy wyjechał Prymas Tysiąclecia z Warszawy. Po krótkich obliczeniach doszedł do wniosku, że kardynał może się spóźnić. Raczej nie zdąży na godz. 18. Podjął wtedy decyzję o rozpoczęciu w takim przypadku Mszy św. bez zacnego gościa. Wyznaczył natomiast ks. prof. Pawluka, aby pojechał na granicę diecezji i przywitał prymasa. Wszyscy byli w szoku. Jak to?! Zaczynać celebrację bez kard. Wyszyńskiego? Bp Józef spokojnie stwierdził: „Przecież wszystko musi się rozpocząć punktualnie”. Sytuacja się jednak uspokoiła, gdy prymas przyjechał tuż przed rozpoczęciem Mszy św. Kard. Wyszyński został w Olsztynie cztery dni. Wtedy też usłyszałem na zakończenie jego pobytu słowa: „Drodzy księża, kochajcie swojego biskupa, bo macie bardzo dobrego”.

Dwa lata posługi biskupiej na Warmii to niewiele. Jednak do dziś księża i ludzie świeccy wspominają swojego pasterza. Jakim biskupem był śp. kard. Glemp?

– Zwróciłbym uwagę na jego żarliwość duszpasterską. Było to bardzo szczere. Chciał bardzo poznać diecezję nie tylko terytorialnie, ale – co najważniejsze – osobowo. W praktyce bardzo dużo jeździliśmy do poszczególnych parafii. Czasami miałem dość tych wyjazdów. Bywały takie okresy, że pół tygodnia byliśmy w drodze. Chciał poznać księży i zapamiętać jak najszybciej ich nazwiska. Miał bardzo personalistyczne podejście. Na początku pytał mnie często o nazwiska poszczególnych duszpasterzy, których zobaczył.

« 1 2 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma