Nowy numer 48/2020 Archiwum

Więziennym kijem w Krzyżaka

Resocjalizacja. Za popełnione wykroczenia trzeba swoje odsiedzieć. W tym czasie można zrobić coś, co sprawi radość innym. Na przykład zagrać w teatrze.

W Dublinach, małej miejscowości w powiecie kętrzyńskim, mieszka 150 osób. Właściwie powinno się dodać do tej liczby 350 mieszkańców, gdyż tylu znajduje się w tamtejszym zakładzie karnym. Okres oczekiwania na wolność więźniowie spędzają nie tylko na tzw. odsiadywaniu, ale także włączają się w działanie pożyteczne dla okolicznej społeczności.

Za kraty na zimę

– Polska podzielona jest na 16 więziennych okręgów i każdy z nich ma swoją specyfikę. Nasz zakład jest jedyny w regionie pod względem grupy osadzonych. Przebywają u nas dorośli mężczyźni, recydywiści penitencjarni. Wykroczenia, które popełnili, są bardzo różne: przestępstwa przeciwko mieniu, narkotykowe, przemoc w rodzinie i wiele innych. Najczęściej kary do odbycia to 2–3 lata. Są oczywiście i dłuższe wyroki. U nas często odbywa się ostatnią część kary, przed wyjściem na wolność – mówi mjr Adam Syhlowyj, dyrektor zakładu karnego. Wielu więźniów wraca do zakładu po kilka razy. Dla niektórych jest to sposób na życie. Krótkoterminowe wyroki w okresie jesienno-zimowym gwarantują dach nad głową, ciepło i wyżywienie. Często trafiają do więzienia osoby z problemami zdrowotnymi, które po jakimś czasie wychodzą już dobrze odżywione i z podreperowanym zdrowiem. Dotyczy to przede wszystkich tzw. nieudaczników życiowych, dla których więzienie jest miejscem bezpieczeństwa socjalnego. Aby wyrwać ich z tego kręgu, dyrekcja organizuje różne kursy zawodowe, dające osadzonym do ręki narzędzia pomocne w życiu. Na przysposobienie zawodowe wydano do tej pory około 400 tys. zł. Jednym ze sposobów praktyki w zawodach związanych z budownictwem było odnowienie pomieszczeń naszego zakładu.

30 wspaniałych

Cel funkcjonowania zakładu karnego to izolacja więźniów od społeczeństwa i ich resocjalizacja. Władze zakładu w Dublinach wprowadziły wiele programów o charakterze resocjalizacyjnym. – Uczestniczymy w inicjatywach, które mają charakter ogólnopolski lub regionalny. Na przykład we współpracy z Fundacją Wielkich Jezior Mazurskich czyścimy okoliczne tereny. Nawiązaliśmy także współpracę z parafią pw. św. Stanisława Kostki z Karolewa. Zaczęło się od sprzątania cmentarza i posesji przykościelnej, a potem włączyliśmy się także w przygotowanie inscenizacji bitwy pod Wopławkami – mówi mjr Syhlowyj. Udzielanie się więźniów w różnych zakresach życia społecznego ma dwa pozytywne wymiary: jest połączone z pracą dla innych i osobistym kontaktem z otoczeniem pozawięziennym. Dla osadzonych taka praca poza murami więzienia jest formą sprawdzenia się. Zresztą nie każdy może wyjść za kraty. Władze zakładu dokładnie selekcjonują te osoby. Z 350 więźniów aktualnie tylko 30 może brać udział w pracach na zewnątrz. Decydują oczywiście względy bezpieczeństwa. – Musimy mieć przekonanie, że dana osoba nie popełni przestępstwa, nie zrobi nikomu krzywdy i wróci do zakładu terminowo. I to się sprawdza. Nie chciałbym sie przechwalać, ale od 2009 roku, od kiedy jesteśmy samodzielnym zakładem, nie mieliśmy żadnego poważnego incydentu związanego z taką formą wyjścia – mówi dyrektor. Weryfikacji dokonuje się na bazie doświadczenia strażników i obserwacji. Wyjście na zewnątrz jest formą nagrody. Nie jest bowiem łatwo przebywać w ograniczonej przestrzeni. Więźniowie mieszkają w dwunastoosobowych celach, gdzie znajduje się toaleta i aneks kuchenny. Mają też do dyspozycji dwa boiska. Jednak każdy kontakt ze światem jest bardzo cenny dla wszystkich.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama