Nowy numer 49/2020 Archiwum

Ukrzyżowany nad jeziorem

Misterium pasyjne. Gdy zbliża się wiosna, wieś się uaktywnia. Jezus zapuszcza brodę, a pani dyrektor drukuje nowy scenariusz, na który wszyscy czekają.

Węgój, mała miejscowość koło Biskupca, przez niektórych nazywana jest „kopalnią aktywności”. Działa tu zespół muzyczny „Węgojska Strużka”, Teatr Tańca i Ognia „Transfuzja”, Ochotnicza Straż Pożarna, schola parafialna i prężnie działające gimnazjum. Od 2005 roku odbywa się misterium męki Pańskiej w wykonaniu tutejszych parafian. Rozpoczyna ks. Wojciech Zdanuk, węgojski proboszcz. Poszczególne stacje prowadzone są wzdłuż jeziora i przez wieś. Na odcinku jednego kilometra żołnierze prowadzą Jezusa, napotykając po kolei biblijne postaci. Przybyłe osoby uczestniczą w całej drodze. Przy każdej stacji lektorzy czytają rozważania i odgrywana jest scena. Misterium kończy się na wzgórzu ukrzyżowaniem Jezusa, które odbywa się wśród efektów świetlnych i ogniowych. Wszystkiemu towarzyszy odpowiednio dobrana muzyka. W przedstawienie zaangażowanych jest ponad 60 osób, a uczestnicy przybywają nie tylko z okolicznych wiosek, ale także z Biskupca, Reszla i Olsztyna.

Daj mi ludzi

Pomysłodawczynią i organizatorką misterium pasyjnego jest Teresa Kacperska, dyrektorka tutejszej szkoły. – Wiedziałam, że w Kalwarii Zebrzydowskiej odbywają się takie misteria, i pomyślałam sobie: „Dlaczego by nie zrobić tego w naszej miejscowości?”. Był więc pomysł. Potem zaczęłam szukać w internecie odpowiedniego scenariusza. Ostatecznie wykorzystałam w nim fragmenty Ewangelii oraz wiersze Tadeusz Sekulskiego. Każdego roku scenariusz jest modyfikowany i udoskonalany. Pomysł można zrealizować, gdyż w naszej wiosce od dawna istnieją tradycje artystyczne, więc było się na czym oprzeć – mówi. Oczywiście trzeba było zebrać zespół aktorów, ludzi chętnych do zaangażowania się w przygotowanie inscenizacji. Pani dyrektor zaczęła od postaci Jezusa. Pamiętała z kościoła jednego z mężczyzn, który miał długie włosy, i pomyślała, że pasowałby on do tej roli. Zaprosiła więc Krzysztofa Jagiełłę do szkoły i zaproponowała mu udział w misterium. Odpowiedział: „Czuję się zaszczycony”. – Kiedy miałam już Jezusa, wiedziałam, że inni też się znajdą. Powiedziałam wtedy Bogu: „Daj mi ludzi, a ja to zrobię”. Proponowałam różnym osobom współpracę. Jedni się zgadzali, inni odmawiali, ale ostatecznie uzbierała się wystarczająca liczba aktorów – mówi pani dyrektor. Pierwsza trasa wiodła od schodów kościoła, gdzie odegrana została scena z pałacu Piłata, potem był przemarsz na parking przed szkołą i z powrotem do kościoła. Tam też odegrana została scena ukrzyżowania. – Przed pierwszym misterium zaprosiliśmy na próbę panią Anię Minkiewicz-Zarembę z radia. Nagrała wywiady z poszczególnymi aktorami. W czwartek przed spektaklem wyemitowano w Radiu Olsztyn audycję „Zagrać Maryję”, która została potem powtórzona w ogólnopolskim programie „Jedynki”. Wtedy też zadzwonił do mnie z trasy burmistrz z Biskupca i pytał: „Teresa, co wy tam w tym Węgoju wyprawiacie. Słyszę w radiu, że jakieś misterium szykujecie”. Byłam przerażona. Nie wiedziałam, czy sprostamy oczekiwaniom – mówi Teresa Kacperska. Wszystko się udało. Ludzie byli zachwyceni, gdyż myśleli, że będzie to tradycyjna Droga Krzyżowa, a tu prawdziwy spektakl.

Święta inaczej

Aktorami są mieszkańcy okolicznych miejscowości: Biskupca, Węgoja, Stryjewa, Łabuch, Dębowa. Są wśród nich nauczyciele, sprzątaczka, konserwator, członkinie parafialnej scholi, sołtys. Trzon aktorów jest zasadniczo ten sam. Na przykład Jezus występuje od początku, natomiast Judasz się zmieniał. Wszyscy są bardzo zaangażowani w przygotowania i przeżywają swoje role. Jezus zapuszcza co roku brodę, specjalnie na misterium. Gdy zbliża się wiosna, wszyscy się dopytują o próby. – Nie wiem, dlaczego zaproponowano mi rolę Maryi. Od początku ją gram. Choć gdy Teresa zaproponowała mi rolę, pomyślałam sobie: „Nie miała czego wymyślić, tylko przed samymi świętami dała mi jeszcze robotę”. Przecież wtedy człowiek myśli tylko o przygotowaniach. Najważniejsze jest jedzenie, goście i dom. Dopiero później okazało się, że nie miałam piękniejszych świąt. Wielki Piątek wyrwany z tych przygotowań doskonale wpasował się w ten czas. Wielkie przeżycie – mówi Wanda Koza. Rodzina dobrze odebrała zaangażowanie żony i matki. Nauczycielka przecież sobie poradzi. Ale sama Wanda przeżywała lęk, czy poradzi sobie z zagraniem tak ważnej roli. Ma podczas przedstawienia do wypowiedzenia jedno zdanie: „Niech się stanie według woli Bożej”.

– Lubię pogadać, a tu tylko jedno zdanie. Jednak trzeba zagrać kobietę i matkę. Na początku uświadomiłam sobie, że ja też mam syna, mam dzieci. Przez pryzmat matki i chrześcijanki grałam swoją postać. Później w Krzysztofie, który gra Jezusa, widziałam syna. To bardzo pomagało – mówi odtwórczyni Matki Bożej. Ceni sobie jednocześnie duchowy wymiar przygotowania do świąt poprzez grę w misterium. Zawsze uczestniczyła w rekolekcjach przed Wielkanocą, ale przez udział w misterium głębiej przeżywa ten okres. – Przeżywając Drogę Krzyżową, widzę cierpiącego Boga-Człowieka. Jednocześnie jestem świadoma, że i dziś dotyka nas tyle podobnych sytuacji – mówi pani Wanda. Inne zadanie ma Irena Stepaniuk, która odczytuje jedno rozważań i jest w grupie płaczących niewiast. – Jest frajda i możliwość spotkania się z ludźmi. Moja córka też czyta rozważanie. Misterium przeżywam z dreszczami, a łzy pchają się same do oczu. Mam stację, gdy obnażają Jezusa z szat. Zawsze to przeżywam i pytam: „Jak to możliwe, żeby się coś takiego stało?” – mówi.

Znikający Rzymianie

Organizacja wymaga wysiłku wielu osób. Trzeba przygotować scenę, rozstawić oświetlenie i nagłośnienie. Wyzwaniem było oczywiście uszycie odpowiednich strojów. – Kiedyś dostaliśmy dary z Niemiec. Była tam odzież, ale także zasłony. I właśnie z nich powstały poszczególne stroje. Jest wielu ludzi, którzy angażują się bezinteresownie w organizację misterium. Na końcu przedstawienia jest również możliwość finansowego wsparcia naszej inicjatywy – mówi Teresa Kacperska. W całe przedsięwzięcie zaangażowani są także strażacy i to właśnie z nimi wiążą się wyjątkowe sytuacje z ostatnich lat. Grają oni rzymskich żołnierzy. Pewnego razu Rzymianie zniknęli, a tu trzeba rozpoczynać misterium. Okazało się, że musieli pojechać na akcję, gdyż ktoś wypalał trawy i potrzebna była interwencja straży. Przedstawienie rozpoczęło się z opóźnieniem. Innym razem w trakcie misterium strażacy dostali wezwanie do akcji i musieli zabrać samochód, który podświetlał Golgotę. Na szczęście prywatne samochody włączyły się w pomoc i oświetliły wzgórze. Zresztą życzliwość można doświadczyć od wielu osób i organizacji. W tym roku powstał nowy pałac Piłata, wykonany przez miejscowego stolarza Janusza Kaliszewskiego. Materiały na jego budowę pomogły zdobyć rada sołecka wsi Węgój i burmistrz Biskupca Elżbieta Samorajczyk. Oświetlenie udostępnia Dom Kultury z Reszla, a przedłużacz – Elektrobud z Biskupca. Na misterium męki Pańskiej przybywa kilkaset osób. Z roku na rok coraz więcej. Dla każdego jest to duże przeżycie religijne. Widać łzy, czasem ludzie kryją twarz w rękawie. I Pan Jezus jest jakby trochę bliższy, gdy wędruje nad warmińskim jeziorem. – Dla nas wszystkich to, co robimy, jest dużym przeżyciem i nie wyobrażamy sobie, żeby któregoś roku zabrakło misterium. Ze wszystkich realizowanych w miejscowości przedsięwzięć ono ma największy wymiar. Jeden dzień w roku stajemy się „Kalwarią Węgojską”. Jestem dumna z naszej wsi. Jeśli każdy da z siebie troszeczkę, nie ma siły, żeby jakiś pomysł się nie udał. To jest prawdziwy kapitał ludzki. Nie jakiś projekt za unijne pieniądze, ale ludzie – mówi Teresa Kacperska. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama