Nowy numer 49/2020 Archiwum

Oko w oko z Jezusem

O pierwszym doświadczonym cudzie, zszokowanym proboszczu i osobistym nawróceniu z Beatą i Bogdanem Orzechowskimi rozmawia ks. Piotr Sroga.

Ks. Piotr Sroga: Są Państwo w jednym z zespołów, które posługują w ramach peregrynacji ewangelizacyjnej w naszej archidiecezji. Waszą rolą jest modlitwa i dawanie świadectwa. Czy łatwo jest publicznie mówić o swoim życiu religijnym?

Beata Orzechowska: – Ja zawsze miałam tremę, gdy miałam stanąć przed większą grupą ludzi i mówić do nich. To był problem. Jednak zdałam sobie sprawę, że doświadczyłam czegoś fantastycznego, spotkałam Jezusa i to zmieniło zupełnie moje życie. Właśnie tym chcę się z innymi podzielić. Trzeba było więc tremę przełamać, żeby powiedzieć o tym ludziom. Uważam, że warto. Bogdan Orzechowski: – Ja zarejestrowałem w tej kwestii pierwszy cud. Jako dziecko i młodzieniec miałem problem z publicznymi występami. Gdy miałem coś przeczytać, to był dramat. Sucho w ustach, nerwy, drżał głos, litery falowały. I Bóg to przemienił, uzdrowił. Obecnie nie odczuwam żadnej tremy. Mam niekiedy niepokój związany z tym, jak daną sprawę wypowiedzieć. Chodzi o rozeznanie tego, co pochodzi ode mnie, a co od Ducha Świętego.

Braliście udział już w czterech rekolekcjach, w różnych parafiach. Co jest ważne w ewangelizacyjnym działaniu?

Beata Orzechowska: – Wszystko powinno być skoncentrowane na Chrystusie i na spotkaniu z Nim. Trzeba, oczywiście, słuchać także Ducha Świętego – to jest bardzo ważne. Przygotowując się do świadectwa, wiem, że mam powiedzieć o kilku istotnych sprawach. W czasie modlitwy przychodzi światło, aby coś pominąć lub dodać. Otwieramy się na natchnienia.

Jak trafiliście do grupy ewangeliza- torów?

Beata Orzechowska: – Od ośmiu lat jesteśmy w Odnowie w Duchu Świętym. Obydwoje skończyliśmy także szkołę animatora i posługujemy na rekolekcjach jako animatorzy. Bogdan Orzechowski: – Propozycję ewangelizacji otrzymaliśmy od ks. Marcina Wrzosa i Agnieszki Fliggi. W grupie są ludzie z różnych wspólnot. Razem jest nas 12 osób.

Zebraliście już pierwsze doświadczenia. Pierwsze parafie, pierwsi słuchacze… Jakie wrażenia?

Bogdan Orzechowski: – Treści za każdym razem są te same, ale reakcje ludzi – bardzo różne. Wszystko zależy od tego, czy są otwarci na Boże działanie. Czasami Pan Bóg przychodzi dla jednej osoby. Nie forsuje swojej miłości na siłę. Przecież mamy wolną wolę. Słyszałem taką opowieść. Na pustyni umiera z wycieńczenia człowiek. W oddali widzi oazę, wodę, daktyle, ale mówi sobie: to tylko przywidzenie. Daktyle wpadają mu prawie do ust, a on umiera. Jeśli ktoś nie chce, Bóg nie przymusza go do doświadczenia swojej miłości.

Doświadczyliście w czasie odbytych rekolekcji tego, że ktoś sięgnął po te daktyle?

Bogdan Orzechowski: – Tak. Mogę w tym momencie zacytować jednego z proboszczów: „Jestem zszokowany tym, co się dzieje. Długie kolejki do konfesjonału, głębokie spowiedzi. Penitenci płaczą, ja płaczę”. Tak było w jednej z pa- rafii. Beata Orzechowska: – Podczas jednego z nabożeństw jest błogosławieństwo Najświętszym Sakramentem. Wierni podchodzą do kapłana, który błogosławi indywidualnie każdą osobę. Każdy ma możliwość, aby pobyć oko w oko z Jezusem, obecnym pod postacią chleba – być na wyciągnięcie ręki. Wtedy widać wielkie ludzkie przeżycia. Czasami jest płacz, czasami skupienie i trwanie w ciszy. Bogdan Orzechowski: – Pamiętam sytuację, gdy przyszło po błogosławieństwo małe dziecko. Ks. Marcin kucnął z Jezusem w monstrancji i trzymał ją na wysokości oczu brzdąca. Tak właśnie podchodzi do nas Bóg – zawsze w sposób niepowtarzalny i wyjątkowy.

Peregrynacja ewangelizacyjna trwa w naszej archidiecezji już kilka miesięcy. Jak jesteście przyjmowani w parafiach?

Beata Orzechowska: – Do tej pory posługiwaliśmy w małych wspólnotach. Czasem zdarza się, że pierwszego dnia jest 30 osób, drugiego 50, trzeciego 80. Świadczy to o tym, że ludzie przekazują sobie wiadomość o rekolekcjach. Przez księży proboszczów jesteśmy także dobrze przyjmowani. Do tej pory spotkaliśmy bardzo zaangażowanych i otwartych na współdziałanie księży. Wierni dobrze przyjmują również proponowane przez nas nabożeństwa. Bardzo przeżywają poszczególne etapy rekolekcji.

Wasza posługa związana jest osobistym doświadczeniem. Jakie ono jest?

Bogdan Orzechowski: – Jest bardzo proste. Do chwili, gdy chciałem zmieniać swoje życie sam, nic mi nie wychodziło. Gdy skapitulowałem i w sakramencie pokuty powiedziałem Mu: „Już nie dam rady sam. Ty działaj” – wtedy zaczął działać. Szczegóły zostawiam na rekolekcje.

Kiedy przeżył Pan moment nawrócenia?

Bogdan Orzechowski: – 18 września 2004 roku. Dwa dni przed 40. urodzinami.

Co za pamięć!

Beata Orzechowska: – Ja też pamiętam dokładną datę. Była to spowiedź generalna w Medjugorie, 6 września 2004 r., w dniu moich imienin.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama