Nowy numer 41/2018 Archiwum

Jeśli śpiewam, to o miłości

O rosyjskich romansach, dylematach i wierze z ks. Zbigniewem Stępniakiem rozmawia Krzysztof Kozłowski.

Krzysztof Kozłowski: Jak Ksiądz jest postrzegany przez ludzi – bardziej jako artysta czy kapłan?

Ks. Zbigniew Stępniak: Początkowo byłem dla wielu zagadką. Zadawano mi pytania: „Kim ty chcesz w końcu być? Czy chcesz być księdzem, czy raczej artystą?”. Zawsze, w momencie kiedy słyszałem je, przypominały mi się słowa: „Aktor mówi na scenie nieprawdę, tak jakby była to prawda. A ksiądz czasem z ambony mówi prawdę tak, jakby była nieprawdą”. To jest dla mnie odpowiedź. Chcę być księdzem i nim jestem, ale takim, który żyje prawdą. Tylko wówczas głoszone słowo przepełnione jest entuzjazmem i radością. Przecież w sercu jestem również artystą, śpiewakiem i aktorem. Jest to forma realizowania talentów, które otrzymałem właśnie od Boga. Dlatego dla mnie śpiewanie jest formą duszpasterstwa, formą głoszenia Ewangelii.

Niektórzy kapłani głoszą homilie, a Ksiądz je odśpiewuje.

(śmiech) Nie, choć zdarza się, że podczas kazania coś zaśpiewam. Patrząc jednak na ostatnie dni, częściej śpiewam, niż głoszę kazania. Wszystko dlatego, że odbywa się cykl koncertów, na których prezentuję rosyjskie romanse.

Skąd u Księdza powstał pomysł opracowania tego typu utworów?

Język rosyjski w połączeniu z muzyką tworzy niesamowity klimat. Już wcześniej miałem w repertuarze pieśni rosyjskich kompozytorów, np. Czajkowskiego i Rachmaninowa. Moim natchnieniem do tego koncertu i zrobienia romansów rosyjskich było odbycie stażu naukowego na uniwersytecie w Grodnie. Tam dałem kilka koncertów. Akompaniowały mi dwie wspaniałe pianistki. Wtedy pomyślałem: „Dziewczyny, jesteście fachowcami w muzyce rosyjskiej, to wy mi pomożecie porządnie opracować romanse rosyjskie”. Teraz, kiedy słucham nagrań polskich artystów wykonujących romanse rosyjskie, to wyczuwam, że są to jedynie interpretacje. Żeby w pełni oddać ukryte w nich emocje, nostalgię i sentyment, trzeba je przeżyć, poznać rosyjską kulturę, trzeba poznać rosyjską duszę.

Czy widownia, która gromadzi się na koncertach, wie, że ów śpiewak jest księdzem?

Zawsze tłumaczę i wyjaśniam, że jestem księdzem. Bo przecież występuję w różnych miejscach. Wkładam garnitur; muszka pod szyją lub krawat. A nawet jeśli śpiewam o miłości? Mam zawsze świadomość tego, że zdrowa miłość łącząca ludzi jest zawsze owocem miłości Boga do człowieka. Często, prowadząc rekolekcje, mówię, że Ewangelia jest księgą miłości. To któż bardziej jest powołany do głoszenia miłości, jeśli nie ksiądz? W różny sposób. Ja w ten sposób swoje powołanie realizuję.

Wróćmy do początku, a więc do myśli: „Będę księdzem, a może artystą?”. Czy Ksiądz nie miał dylematów, którą drogą pójść?

Oczywiście, że miałem, choć od najmłodszych lat czułem powołanie. Najlepszym dowodem na moje wahania jest fakt, iż po liceum nie poszedłem od razu na studia czy do seminarium, a pracowałem przez rok w mleczarni. Pracowałem i nieustannie słyszałem: „Pójdź za Mną”.

Wyrabiał ksiądz sery, podśpiewując basem?

(śmiech) Oczywiście, że śpiewałem, ale rozwożąc konwie z mlekiem. W tamtym czasie dostałem w kość od życia. Była to naprawdę ciężka praca. Zawsze są wątpliwości. Bo to przecież wybór ostateczny, wybór życia, w którym człowiek jest sam. Jednak ważne jest, aby nigdy nie być samotnym. Dlatego co dzień najważniejsza jest dla mnie Msza św. Prowadzę wykłady na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim, ćwiczę głos, czytam, modlę się, rozmawiam z ludźmi, siedzę w konfesjonale, daję koncerty. Ważny w moim życiu jest również brewiarz. Uważam, że w kapłaństwie utrzymuje mnie również modlitwa, którą obiecuję innym, a robię to często i zawsze staram się dotrzymywać obietnicy.

Na ile wiara i odczuwanie świata poprzez miłość Chrystusa pozwalają Księdzu wejść głębiej w sztukę?

To trudne pytanie… Na pewno ważne jest to, co śpiewam. Myślę, że ta zależność jest elastyczna, działa w dwie strony. Czasem wiara pozwala mi zrozumieć sztukę, a czasem sztuka nabiera jakby wymiaru teologicznego. Kiedy opracowuję teksty muzyki dawnej, muszę rozpracować je, zrozumieć, odczuć. Właśnie wtedy dochodzę do głębi tekstu, który często mówi o Bogu, emocjach człowieka, który jest po prostu modlitwą. To jest niesamowicie ciekawe. Przymierzam się do napisania artykułu na temat retoryki barokowej w utworach kompozytorów niemieckich. Jeden utwór to często praktycznie cały wykład z teologii, np. kiedy wznosi się melodia, to nigdy nie będzie słowa, że „wstąpił do piekieł”, tylko że „wstąpił na niebiosa”. Wiara pozwala mi zrozumieć, ale muzyka uwrażliwia, więc ma wpływ na człowieka i na jego wiarę.

Jest więc ksiądz spełnionym człowiekiem? Sztuka plus służba Bogu i ludziom równa się… miłość?

Tak. Jestem spełniony. Oczywiście mam swoje wzloty i upadki. Ale jest ze mną Bóg.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy