Nowy numer 49/2020 Archiwum

Kiedy czas sam wybiera

Stowarzyszenie Ochotników Cierpienia. Nie chodzi o licytację, kto bardziej cierpi, ale o to, co każdy z nas ze swoją boleścią robi i co ona robi z nim – mówi Iwona.

Zasadnicze pytania

Akceptacja cierpienia nie jest jednorazowym aktem. – To nie jest tak, że będąc już we wspólnocie, człowiek się nie buntuje – zastrzega Iwona. – Czasami się boję, nie wiem, co będzie. Kiedy po kolejnej chemii zaczęłam znów tracić włosy, podeszłam do tego z ogromnym buntem. Musiałam coś z nim zrobić i z tym się zwracałam w modlitwie do Boga. Był to krzyk mojego niezadowolenia. Ale wykrzykiwałam to Panu Bogu, a nie przeciwko Niemu – mówi. Wówczas uświadomiła sobie, jak ważna jest Eucharystia, pielęgnowanie bliskich relacji z Bogiem. – W szpitalu codziennie przychodził do mnie ksiądz, mogłam przyjmować Jezusa. Kiedy wróciłam do domu, przychodził do mnie codziennie z Jezusem wspaniały człowiek, szafarz. To była wielka łaska – wspomina Iwona. – Dopiero przykład osób ze stowarzyszenia, obserwacja ich niedoli, uświadomiła mi, że nie tylko ja jestem w takiej sytuacji. Oczywiście nie jest tak, że cieszę się, iż mam niepełnosprawnego syna, ale traktuję to jako normalność, że to jego życie ma głęboki sens – mówi Daniela.

Ważne jest odkrycie sensu cierpienia i jego duchowej wartości. – Szpital nazwałbym domem rekolekcyjnym. Na chorobę nie ma czasu, ale przychodzi moment, kiedy czas sam nas wybiera. Wtedy okazuje się, że świat się nie zawalił, ale trzeba się od niego odłączyć – mówi abp Wojciech Ziemba. – Dla wielu, a wiem to z doświadczenia, pobyt w szpitalu lub kontakt z cierpiącym są odkryciem, że można żyć inaczej. Przychodzi zrozumienie, że trzeba dotknąć innego życia, żeby odzyskać swoje człowieczeństwo i godność – zauważa. – Dlatego ważna jest również formacja alumnów – przekonuje Teresa. – Początkowo musiałam ich namawiać, żeby jechali z nami na wakacyjne rekolekcje dla osób niepełnosprawnych. Bali się stanąć przy krzyżu – komentuje. Pierwszy pojechał Andrzej i kiedy wrócił, dał świadectwo kolegom w seminarium. – Dziś wszyscy z „Hosianum” są naszymi przyjaciółmi. Patrzą na cierpienie inaczej, gdyż go dotknęli. Wiedzą już, że Kościół tworzą nie tylko zdrowi, młodzi, samodzielni, ale też i chorzy, cierpiący, poruszający się na wózkach inwalidzkich, do których czasem trzeba zejść z prezbiterium, podejść z Komunią św. – mówi Teresa.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama