Nowy numer 24/2018 Archiwum

Bóg krzyżyki daje

– Pieszo wróciłem do Ostrej Bramy, którą dziadkowie i rodzice tak często ze łzami w oczach wspominali – mówi Józef.

Do Kętrzyna przyjechali w niedzielę. Jeszcze dopełnienie formalności i cicha modlitwa w kościele pw. św. Jerzego. Następnie kolacja i dla wielu z nich najkrótsza noc w roku. Bo trzeba wstać około czwartej rano, zebrać rzeczy, iść na Mszę św. rozpoczynającą XXV Warmińską Pieszą Pielgrzymkę do Ostrej Bramy.

I w końcu pierwsze kroki, jeszcze w towarzystwie kilkudziesięciu mieszkańców Kętrzyna, którzy tradycyjnie odprowadzają pielgrzymów, chcąc choć przez chwilę poczuć się jak pątnicy. Żegnały ich słońce i ogromny cień bazyliki; cień, którego będzie w parne słoneczne dni brakować na drogach Warmii, później Mazur, na końcu Litwy, aż po widok Ostrej Bramy. Ich śpiew oddalał się, plątał echem między murami kętrzyńskich domów... – Już ich nie słychać. Niech Bóg im błogosławi, i Maryja niech prowadzi, po samo Wilno – stwierdziła starsza pani, która przyszła pożegnać pielgrzymów. Odwróciła się i powoli wracała do domu. Drewniane paciorki różańca zwisały z jej dłoni. Zdaje się, że ona dzięki tej modlitwie stała się częścią tej pielgrzymki, że ci, którzy poszli, zaniosą i ją do Matki Bożego Miłosierdzia, do Wilna. – Też bym chciała iść, ale już nie dam rady, nie te lata – powiedziała z wyraźnym smutkiem w głosie przed odejściem.

Zabieram ich intencje

Pielgrzymują osoby w różnym wieku. Jest jedenastolatek, osoby w sile wieku, jak i te starsze, choćby 78-letnia Maria. Przez biodra ma przepasaną czarną saszetkę. W niej niesie intencje, zapisane, zebrane od rodziny i sąsiadów. Co jakiś czas wyciąga jedną karteczkę, czyta, modli się, prosi o modlitwę innych. Okazuje się, że pielgrzymuje po raz 16. – Dawniej chodził z nami biskup Wojtkowski. Były to piękne, bogate duchowo pielgrzymki. Dobrze, że są nadal takie – opowiada Maria. I wspomina swoje pierwsze pątnicze drogi, kiedy na nocleg gospodarz wiózł ich na naścielonej słomą przyczepce, która służyła do przewozu trzody chlewnej. – A my w przyczepce, z szelestem słomy pod bosymi stopami, z taką nieograniczoną radością. Na miejscu otrzymałyśmy mleko, jeszcze ciepłe, z pianą, co pozostawiała białe wąsy pod nosem, kiedy się piło. I mnóstwo takich niespodzianek, codziennie, związanych z gospodarstwem – opowiada. Co roku niesie do Matki Bożej Miłosierdzia zebrane intencje. Choć lata mijają, zdają się one niezmienne. – Są to sytuacje rodzinne – dawniej, że ktoś źle się prowadzi, pije, rodzeństwo skłócone, a dziś, że dzieci wyjechały za granicę, błogosław im, nie pozwól odejść od wiary, nie ma pracy, a kiedy jest, to i tak na chleb nie wystarcza... – wymienia. – Ale kiedy przyjeżdżam do Kętrzyna i mam po raz kolejny wyruszyć na drogę ku Ostrej Bramie, to jakbym narodziła się na nowo. Ta radość, ubogacenie duchowe, modlitwy i pieśni, serdeczność ludzi, którzy nas przyjmują, tym, co z serca, i oddają najlepsze posłania w domu, częstują najlepszymi potrawami, ale dzielą się i swoim zmartwieniem. Wówczas kolejna karteczka wypełnia saszetkę. Zabieram ich intencje. Bo są w rodzinach tragedie. Ale kogo Pan Bóg kocha, temu krzyżyki daje – mówi Maria.

Żeby tam wracać

Dlaczego, spróbowawszy trudu drogi, człowiek czuje wewnętrzne pragnienie, by iść po raz kolejny na pielgrzymkę? – Często to całoroczna tęsknota za zapachami polskiego lata, skoszonej trawy, za łanami zbóż i zapachem kwitnących lip. I wspomnienia przyjaźni, które się nawiązały rok wcześniej, dwa lub trzy. Co dziwne, człowiek tęskni i za tym zmęczeniem, które w jednej chwili potrafi przerodzić się w euforię, taką Bożą radość. Pielgrzymowanie... droga do Matki Bożej, by zaczerpnąć miłosierdzia. To chyba tak jest? – zastanawia się Agnieszka. Później, kiedy nadchodzą jesienne wieczory, zimowe zawieje i krótkie dnie, można wyciągnąć album z fotografiami, spojrzeć na twarze, miejsca. Na jednej z nich Jan i Jadwiga, tuż przed Ostrą Bramą. – Idę po raz trzynasty. Pierwszy raz poszedłem, bo wywodzę się z Wileńszczyzny. Urodziłem się tam. Kiedy miałem dwa miesiące, musieliśmy wyjechać. Czułem potrzebę, żeby tam wrócić. Kiedy doszedłem tam pierwszy raz, nie będę ukrywać, popłakałem się z radości. To były niezwykłe emocje, że kiedyś wywieziono mnie stamtąd jako dwumiesięczne dziecko. A ja pieszo wróciłem do Ostrej Bramy, którą dziadkowie i rodzice tak często ze łzami w oczach wspominali. Od tego momentu muszę chodzić – wyznaje. Podobne uczucie towarzyszy mu przez cały czas. Nawet w tym roku, 16 lipca, kiedy po raz trzynasty ujrzał Ostrą Bramę, i Matkę Bożą Miłosierdzia, przed którą kiedyś modlił się Jan Paweł II, polski papież.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma