Nowy numer 42/2018 Archiwum

Będzie piękny Anioł Stróż

Faryny. – Bardzo lubię film „City of Angels”. I pomyślałem, że skoro jest takie miasto, to musi być i wioska – uśmiecha się ks. Robert.

Na placu, za przystankiem autobusowym i tuż za plebanią, stoją wielkie ociosane z kory pnie topoli. Wokół nich kręci się kilka osób, patrzą na nie, wręcz przewiercają wzrokiem, chcąc ujrzeć w okrągłym kształcie twarze aniołów, ich skrzydła, długie tuniki, ukrytą w słojach duszę.

Ołówkami kreślą jakieś linie. Odchodzą na kilka kroków, znów patrzą... Pierwszy za dłuto chwyta Kazimierz Nurczyk. W drugiej dłoni trzyma drewniany młotek. Robi zamach i... po wsi roznoszą się pierwsze rytmiczne głuche dźwięki uderzeń. Pierwsze wióry opadają na ziemię. Pierwsze nakreślone linie zmieniają się w kształty postaci. Urszula Dyl-Nadolna w dłoniach trzyma piłę mechaniczną. Wióry rozpryskują się, niczym deszcz spadają na ziemię. Okazuje się, że dłuto to jedynie sam początek i koniec pracy. Kształty nowym aniołom nadaje się piłą. Zaczęło się. Za kilka dni cztery ogromne rzeźby staną we wsi, aby stworzyć Aleję Aniołów. Będą chronić rodziny, zagrody, dzieci i letników.

Lepiej ksiądz trafić nie mógł

Inicjatorem pleneru jest ks. Robert Nurczyk, od października zeszłego roku proboszcz parafii pw. Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski w Farynach. – Mój tata jest rzeźbiarzem. Zawsze opowiadał, że był gdzieś na plenerze, rzeźbili, fajna atmosfera była, warto było jechać... Jeszcze jako młody kapłan myślałem, że kiedy zostanę proboszczem, to zrobię taki plener rzeźbiarski, bo to jednoczy ludzi, buduje więzy, często łagodzi jakieś konflikty – mówi. Dlaczego anioły? – Bo one zawsze nam towarzyszą, zawsze pomagają powstawać z upadków. Bardzo lubię film „Miasto aniołów”. Pomyślałem, że skoro jest miasto, to musi być i wioska – uśmiecha się ks. Robert. – Więc Faryny niech będą wioską aniołów. Swoim pomysłem podzielił się z Urszulą Dyl-Nadolną. – Kiedy ksiądz powiedział mi, że zawsze marzył, by zrobić plener rzeźbiarski, odpowiedziałam mu, że lepiej trafić nie mógł, bo mieszkam trzy domy dalej i jestem rzeźbiarką. Wprawdzie nie praktykuję dużo, bo praca, obowiązki, ale pielęgnuję swój talent. I tak od kilku słów zaczął rozwijać się ten pomysł – mówi pani Urszula. – To jakby scenariusz był wcześniej napisany, wystarczyło dobrze odegrać role – dodaje kapłan. I wspomina, jak jedna z pań, nie wiedząc, że jest tu taki plener, zadzwoniła, by zamówić na piątek intencję w podziękowaniu dla dobrych aniołów i Matki Bożej za otrzymane łaski. – Widać, że Pan Bóg wszystkim kieruje, bo to Jego wola się wypełnia, nie nasza, Jego chwała, nie nasza. A historii związanych z aniołami jest dużo. Dużo dzieje się łask, ludzie opowiadają, że coś cudownego wydarzyło się w ich życiu, ale nie potrafią wskazać, dzięki komu. A to dobrzy aniołowie to zrobili. Myślę, że to są cisi, pokorni słudzy Pana Boga – uważa ks. Robert.

Diabły jakieś wokół, a ja...

Pan Kazimierz przygląda się efektom swojej pracy. Rzeźbiarstwem zajmuje się od dawna, a może raczej realizuje swoje powołanie, ten „dar, który w jego dłonie włożył Bóg”. – Każda moja rzeźba musi nieść z sobą jakieś przesłanie. Musi zastanowić, zatrzymać człowieka na chwilę. To ma sens – mówi. Opowiada o swoich pracach, nawiązujących symbolicznie do przewinień ludzi, upadków, braku wartości. – Uważam, że świetne jest „Siedem grzechów głównych”. W sumie dziewięć symboli: siedem grzechów, pokusa i sumienie. Płyną na łajbie, ster odcięty, dryfują bezwładnie – opisuje. Nieustannie patrzy na ociosany pień topoli, który odkrywa pierwsze kształty Michała Archanioła z mieczem wbitym w szatana. – Tu będą dłonie trzymające miecz, szata tak będzie spływać – opowiada, zsuwając dłonie po bladym pniu. – A tu, na dole, szatan... ale nie będę go rzeźbić, nie zasługuje na to, niech lepiej pozostanie w piekle. Tu będzie jedynie wymowny symbol – wyjaśnia. Siada na pobliskim pieńku. Pokaleczone dłonie trzymają młotek i dłuto. Bo każda rzeźba jest okupiona drobnymi skaleczeniami, które pozostawiają na drewnie czerwone plamy. – Kiedy zaczyna się rzeźbić, to zawsze boli, oj, jak boli. Tak dużych rzeźb zrobiłem, nie wiem, może pięćdziesiąt, może więcej. Małych ponad tysiąc. Ale podchodząc do każdej z nich, rozpoczynając pracę, zawsze jest stres. Oczywiście jest to stres pozytywny, każący działać, jednocześnie przywołujący pokorę. To wypalanie. Każde uderzenie to cząstka siebie wciśnięta w drewno – opowiada. Nie ukrywa, że bardzo emocjonalnie podchodzi do swojej pracy twórczej. – Mój anioł to symbol, że zło trzeba niszczyć – mówi i wstaje. Ponownie dłonią gładzi drewno. – Muszę go już przewrócić. Trzeba zająć się twarzą archanioła. Z pozycji stojącej się nie da. Dla mnie twarz jest przekazem. On nie może być wesoły, nie może być smutny. On musi... coś mówić. Zanim zacząłem plener, przez dwie noce miałem sny, że pomagam egzorcyście. To jest niesamowite. Diabły jakieś wokół. A ja ciągle, we śnie i w ciągu dnia, myślałem o aniołach – dodaje.

Wyłaniają się kształty

Kiedy artyści krzątają się wokół swoich pni, co jakiś czas ktoś przychodzi na plac, podpatruje ich pracę, pyta o szczegóły, jaką mają wizję, jakie będą ich anioły. Przychodzą mieszkańcy Faryn, zatrzymują się samochodami mieszkańcy sąsiednich wsi. Przychodzą i letnicy, którzy odpoczywają w pobliskich domkach. – Jestem tu na wczasach. Zainteresowany jestem tym, co tu wydziwiają – śmieje się Włodzimierz Bednarczyk. – Przyjeżdżam tu od 30 lat. We wsi mieszka dużo mniej ludzi. Więcej jest warszawiaków. Ale wieś ładna, dużo drewnianych mazurskich chat, piękne lasy wkoło, a i ludzie życzliwi. Odkąd się dowiedziałem, że jest plener, przychodzę codziennie, rano po śniadaniu, w południe, później wieczorem. Podziwiam szczególnie tego pana. Lubię patrzeć, jak ktoś dobre rzeczy robi – wskazuje na pana Kazimierza. A to, że rzeźbią anioły? – A tak, może być. Nowy proboszcz w Farynach sprawdza się. Anioły ustawia. Może będzie lepiej? Będą strzec mieszkańców i nas, letników – dodaje. Po południu po Mszy św. ludzie wyszli z kościoła. Zaszli na plac, usiedli na ławkach. Wcześniej pani Wiesława przyniosła gar bigosu, miski i widelce. Każdy dostał porcję gorącego dania, pajdę chleba. I toczyły się rozmowy, jak to dawniej było, co w domu słychać. Wymieniano się i uwagami, że ta rzeźba będzie wielka, ten ma ładne skrzydła, a tu ciekawe, co będzie. – Dobry pomysł. Można przyjść, zobaczyć. Jeden dzień, jeszcze nic nie ma, ale powoli z pnia wyłaniają się kształty. Drugi dzień, trzeci, i już jest anioł – mówi Katarzyna. Do pleneru dołączył i Stanisław Kobus, z sąsiedniej wsi, Wysokiego Grądu. Ciosa ogromny tron, na którym w Święto Jagódki, 16 sierpnia, zasiądzie jagodowy król. – Jestem na emeryturze. Kiedyś robiłem i łódkę w Spychowie, jakieś krzesło. A tu taki jakby fotel robię. Nie mam wprawy, ale pomagają mi – uśmiecha się. Mieszka tu od ponad 40 lat. – Byłem rolnikiem. Biedne strony, las żywi ludzi. Ale w tym roku susza, to nie wyżywi. Jagód mało, grzybów nie ma. Ze trzy lata temu szkołę zamknęli. Dzieci nie ma. Coraz mniej ludzi, a parafia rozwleczona. Ksiądz jeździ do czterech wiosek – opowiada.

Na straży Faryn

Pani Urszula spogląda na swój pień. Niebieską kredką dorysowuje nowe linie. Tu będzie głowa dziecka, będzie spoglądać w górę, na twarz swojego anioła stróża, który okryje je płaszczem. – Co jest w drewnie takiego fascynującego? Zapach, jest przepiękny zapach. Drewno jest czyste. Jest trudne, bo nieprzewidywalne. W każdym momencie może się coś odsłonić. A jednocześnie współpracuje z twórcą, jak żaden inny materiał. Ono podpowiada, mówi czasem: „Nie zrobisz tego tak, zrobisz to inaczej”. Rzeźbienie to dialog drewna z twórcą. Poza tym ono jest żywe, jest w nim natura, dziesiątki lat wzrostu, słońce sprzed 80 lat w pierwszych słojach, deszcz i wiatr. Odsłania sęczki, spękania od mrozu, coś się o nie otarło. To jest przepiękne – mówi, głaszcząc powierzchnię pnia. – Będzie piękny anioł stróż... – szepcze. W tym czasie przyjechały kolejne osoby, podpatrują, pytają, chętni częstują się bigosem. – Aniołowie jakby wyciągają mieszkańców z domów, by się od nowa poznali. Wiadomo, jak w każdej małej społeczności są różne zdania, ploteczki, które krążą po wsi i mogą zrobić wiele zła. A tu nagle wszystko znika. Ludzie, którzy czasem nie chcieli na siebie patrzeć, a wspólnie zrobili otwarcie pleneru, razem pracują. I to zainteresowanie... Mnie to wiele dało, lepiej poznałam ludzi. A mieszkam tu już 10 lat – twierdzi pani Urszula. Siada wśród sąsiadów. Rozmawiają, gdzie anioły mogłyby stanąć. Może nad stawem, na skrzyżowaniu we wsi, kolejny koło kościoła albo przy budynku zamkniętej szkoły. – Już niedługo staną na straży Faryn aniołowie. Kilka takich plenerów i przy każdym domostwie będzie stał anioł – śmieje się jedna z mieszkanek. W organizację pleneru włączyły się miejscowe Stowarzyszenie „Nasze jutro” i OSP.•

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy