Nowy numer 43/2020 Archiwum

Kto ratuje ratownika?

– Trzeba to czuć w sobie, żeby z dużą dozą serca i zaangażowaniem udzielać pomocy. Bez iskry Bożej człowiek szybko by się wypalił – mówi Wojciech.

WDzień Ratownictwa Medycznego przedstawiciele tego zawodu z Warmii i Mazur przyjechali do Klebarka Wielkiego, do parafii pw. Znalezienia Krzyża Świętego, by wspólnie modlić się i wziąć udział w oficjalnych wojewódzkich uroczystościach. Wspólnej Eucharystii przewodniczył abp Józef Górzyński.


Wielu ratowników medycznych to młode osoby. Mimo tego są one dobrze wykształcone, przygotowane do pracy i posiadające już duże doświadczenie. – Moja przygoda z ratownictwem medycznym zaczęła się dość dawno. Zawsze we mnie był prymat niesienia pomocy – mówi Wojciech Lichota. – Specyfikę ratownictwa medycznego zacząłem poznawać właśnie w Klebarku Wielkim. Uczestniczyłem w kursie pierwszej pomocy i wówczas pojawiła się myśl, że może powinienem pomagać ludziom… Odkryłem, że to jest moje powołanie – wspomina Dawid Roszkiewicz. – Trzeba to czuć w sobie, żeby z dużą dozą serca i zaangażowaniem udzielać pomocy. To praca ciążka, wymagająca. Bez iskry Bożej człowiek szybko by się wypalił – dodaje Wojtek.


Dlatego, patrząc na specyfikę i trudność pracy, największą „uroczystością” dla ratowników jest dyżur bez wyjazdów do osób potrzebujących. Wówczas mają świadomość tego, że nikomu nic złego się nie przydarzyło. – To prawda, im byłoby mniej wyjazdów, tym byłoby lepiej. Ale jest ich bardzo dużo. To niezwykle ciężka i odpowiedzialna praca, która jest misją i powołaniem – potwierdza dyrektor Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Olsztynie Marek Myszkowski. Podkreśla, że kiedy ratownik medyczny uratuje poszkodowanego, wówczas odczuwa wielką radość. 
– Gdy człowiek umiera, to jest trauma, którą przeżywają także ratownicy. Czasami trzeba ratownikom pomóc – dodaje M. Myszkowski.


Podczas uroczystości abp Górzyński mówił o chrześcijańskim podejściu człowieka do bliźniego, które w pełni zawarte jest w ewangelicznym sądzie Jezusa, który mówił: „byłem głodny, a daliście mi jeść, byłem spragniony, a daliście mi pić...”. – Gdyby nie było tych fragmentów Ewangelii, nie byłoby tak funkcjonującego społeczeństwa, z tak rozumianą służbą drugiemu człowiekowi. Dlatego to nie przypadek, że te dzieła oznaczane są krzyżem. Bo ogień miłości, który Chrystus przyszedł rzucić na ziemię, by ten zapłonął, ten ogień miłości objawił się najpełniej na krzyżu – mówił abp Górzyński.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama