Pamiętam telefon od pary, która miała siedem nieudanych inseminacji. Płacz, ból i udręka. Parę lat starali się o poczęcie dziecka. Jeździli do wielu lekarzy. W końcu zgłosili się do mnie, podjęliśmy obserwację, później wizyty u naprotechologa. Po roku leczenia udało się im zajść w ciążę. Pamiętam, kiedy zadzwonili do mnie i z euforią oznajmili: „Pani Marto, udało się!”. To było rok temu, tuż przed Bożym Narodzeniem. Jaka byłam szczęśliwa. I urodził się Stasio – opowiada Marta Stasieło, instruktorka metody Creightona.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








