Nowy numer 50/2018 Archiwum

Niech to serce bije

O słuchaniu głosu powołania, roli wychowawców seminaryjnych i o tym, czy istnieje ideał kleryka, opowiada ks. dr Hubert Tryk, rektor WSD „Hosianum”.

ks. Piotr Sroga: Rozpoczął się kolejny rok formacji w WSD „Hosianum”. Ilu alumnów jest obecnie w seminarium?

ks. dr Hubert Tryk: Mamy w tym momencie 37 kleryków. Na pierwszy rok zgłosiło się dziewięciu kandydatów, ale obecnie jest siedmiu. Już pierwsze dni zweryfikowały powołania u dwóch osób, które bardzo szybko stwierdziły, że to nie jest ich miejsce. Większość alumnów pierwszego roku to tegoroczni maturzyści. Jedna osoba natomiast jest już po studiach prawniczych. Większość przed przyjściem do seminarium miała związek z liturgiczną służbą ołtarza.

Z jakich parafii są alumni I roku? Z dużych miast czy z niewielkich miejscowości?

Mamy w tym roku szczególną sytuację, bo trzech kleryków przyszło z parafii pw. Chrystusa Odkupiciela Człowieka z Olsztyna. Wszyscy służyli jako lektorzy. Większość pochodzi z większych parafii w dużych miastach, jedna osoba jest z małej podmiejskiej parafii.

Przez sześć lat alumni przebywają w seminarium duchownym, aby na końcu, jeśli wytrwają i zostaną pozytywnie ocenieni, przyjąć święcenia kapłańskie. Jaki jest właściwy cel życia seminaryjnego?

Istnieją dwa podstawowe cele seminarium. Pierwszym jest rozeznanie powołania. W potocznym myśleniu czasem pojawia się przekonanie, że ktoś, kto idzie do seminarium, powinien być zdecydowany zostać kapłanem. Może nawet pojawiają się oczekiwania i zdziwienie, kiedy kleryk rezygnuje w trakcie studiów. A przecież pierwszym celem seminarium jest pomoc w rozeznaniu powołania. Będąc tutaj, lepiej poznaje się życie kapłańskie i nie jest się samemu w tym rozeznawaniu. Można liczyć na pomoc wychowawców, zwłaszcza ojców duchownych.

Czy jest jakiś moment podjęcia już konkretnej decyzji na drodze do kapłaństwa?

Decyzję trzeba podjąć do piątego roku. Wtedy składa się tzw. kandydaturę. Jest to prośba o oficjalne wpisanie w poczet kandydatów do przyjęcia święceń diakonatu i prezbiteratu. Przeżywaliśmy to ostatnio na rozpoczęcie roku formacji seminaryjnej. Złożenie prośby do księdza arcybiskupa i późniejsza liturgia są potwierdzeniem tego, że rozeznanie powołania zostało dokonane. Oczywiście dopóki nie ma święceń, ta decyzja może ulec zmianie. Wracając do zadanego wcześniej pytania o cel, trzeba powiedzieć, że drugim jest jak najlepsze przygotowanie się do pełnienia przyszłej posługi kapłańskiej. Chodzi o poszerzenie wiedzy teologicznej, zbliżenie do Boga, pogłębienie przyjaźni z Chrystusem. W tej części formacji pojawia się również przygotowanie pastoralne, w którym zwracamy uwagę na umiejętności potrzebne księdzu jako przyszłemu duszpasterzowi. Tu szczególnie ważne są praktyki duszpasterskie.

Wiemy doskonale, jak ważna jest formacja duchowa. A jaką rolę, według Księdza Rektora, odgrywa formacja intelektualna?

U nas jest ona realizowana przede wszystkim na Wydziale Teologii UWM w Olsztynie, choć w seminarium mamy różne zajęcia dodatkowe. Ksiądz musi posiadać solidną wiedzę, nie można być ignorantem we współczesnym świecie. Są duże oczekiwania i kapłan musi być na bieżąco zaznajomiony z problemami człowieka, musi znać odpowiedzi na różne trudne sytuacje. Chodzi, oczywiście, również o gruntowną wiedzę teologiczną. Powinien być specjalistą w tej dziedzinie. Nikt nie jest w stanie samą pobożnością dobrze się przygotować do kapłaństwa.

Czy istnieje, według Księdza, ideał kleryka?

Sądzę, że nie. Każdy jest po prostu inny. Wzorem jest, oczywiście, Jezus Chrystus i każdy kleryk indywidualnie, tak jak potrafi, powinien Go naśladować. Każdy jednak ma swój potencjał. Dlatego w formacji seminaryjnej nie chodzi o jakąś uniformizację, o to, aby wszyscy byli pod jedną kreskę. Kiedyś czytałem Regułę św. Benedykta i spodobało mi się, że święty zauważył, iż trzeba szanować indywidualne predyspozycje każdego mnicha i umożliwiać ich rozwój. Myślę, że jest to potrzebne również w formacji seminaryjnej – uwzględnienie potencjału każdej osoby.

A jaka jest rola moderatorów w życiu seminaryjnym?

Chodzi o towarzyszenie i bycie z alumnami. Kiedy czytamy Ewangelię wg św. Marka, szczególnie momenty dotyczące powołania apostołów, ewangelista podkreśla, że zostali oni wybrani, aby być z Jezusem. Moderator to nie tylko ten, który stara się jakoś kształtować i oddziaływać na człowieka, ale po prostu jest. Razem się modlimy, razem spędzamy czas z alumnami. Staramy się jednocześnie inspirować, zwracać uwagę i dajemy poczucie obecności.

Sądzę, że pojawia się w tym miejscu pojęcie wspólnoty. Jaką wspólnotą ma być seminarium duchowne?

Myślę, że nie tylko seminarium powinno być wspólnotą. Słowo „wspólnota” pojawia się często tam, gdzie jest mowa o Chrystusie i Kościele. Gdy zbliżamy się do Jezusa i otwieramy się na Niego, prowadzi to do wspólnoty. Z drugiej strony budowanie wspólnoty nie jest łatwe ze względu na nasze człowieczeństwo, nasze wady i ograniczenia. Ale w Ewangeliach kwestia tworzenia wspólnoty jest bardzo ważna. Pan Jezus uczulał apostołów na to, jak mają postępować, i mówił o pokorze, żeby być sługą innych. Była to ważna kwestia dla Niego. Modlił się też podczas ostatniej wieczerzy, aby byli jedno. Podsumowując ten trzyletni okres formacji apostołów, nie mówił o ich umiejętnościach, ale o przyjaźni ze sobą: „Już was nie nazywam sługami, ale przyjaciółmi”. Zależało Mu na tym, żeby zachować więź ucznia ze sobą. Zawsze, jeśli uczeń szuka więzi z Jezusem, to będzie jednocześnie otwarty na więź z drugim człowiekiem.

Do seminarium przychodzi młody człowiek, który nosi w sobie część współczesnego świata. Jest to powiązane z nieumiejętnością kształtowania prawidłowych relacji międzyludzkich, choćby z powodu uzależnienia od takich mediów jak komputer czy smartfon. Co wtedy?

Dziś nęka młodych ludzi problem niedojrzałości osobowościowej. I tu okazuje się, że ważna jest kwestia wspólnoty, czyli zdolność do tworzenia więzi. Można powiedzieć, iż dobrym narzędziem sprawdzenia tego, na ile dana osoba jest dojrzała, jest jej zdolność do tworzenia więzi. Dlatego właśnie tak ważna jest wspólnota w seminarium. Można być bardzo uzdolnionym i rozwiniętym intelektualnie alumnem, ale gdy nie jest się zdolnym do współpracy, pojawia się poważny problem. Kwestia trudności w nawiązywaniu więzi jest zwłaszcza w seminarium bardzo ważna i będziemy na nią zwracali uwagę. Jest to jedno z kryteriów rozpoznawania powołania. Nie ma lepszego narzędzia do sprawdzenia dojrzałości osobowej. W szkole wychowawców, którą ukończyłem u księży salwatorianów w Krakowie, bardzo uczulano nas na tę kwestię. Czasami są w seminarium bardzo zdolne jednostki, które się wyróżniają, a mają problem z tworzeniem relacji.

Ważną troską w Kościele jest dbałość o powołania. Jak je budzić w młodych ludziach?

Nie wiem, czy słowo „budzenie” jest w tym miejscu dobre. Wydaje mi się, że Bóg jest hojny i mówi nam o tym słowo Boże. Z własnego doświadczenia widzę, że jest On szczodry i daje to, czego nam potrzeba. Nie sądzę, żeby przestał nam dawać przyszłych kapłanów i nie powoływał. Na pewno powołuje. Problem jest z odczytywaniem powołania. Młodzi ludzie mają powołanie, ale nie zawsze potrafią je usłyszeć. Jest to przecież bardzo delikatny głos.

Kto może pomóc młodemu mężczyźnie odczytać powołanie do kapłaństwa?

Nie obarczałbym tą odpowiedzialnością jednej grupy osób. Będzie to slogan, ale powiem, że kluczowa jest rodzina i to, czy wychowuje się daną osobę w duchu wiary. W niej uczymy się modlitwy i wsłuchiwania się w siebie. Istotne jest również środowisko kościelne, gdzie młody człowiek wzrasta i rozwija się, czyli parafia. Dziś mówi się także coraz częściej o dobrym kierowniku duchowym, który ma doświadczenie i potrafi pomóc w spojrzeniu na siebie i odczytaniu głosu powołania. Jest to więc sprawa złożona. Ale na pewno trzeba się modlić. Sam Jezus powiedział: „Proście Pana żniwa, aby wyprawił robotników na swoje żniwo”. Te słowa nigdy nie przestaną być aktualne. W seminarium staramy się właśnie to robić. Nieustannie modlimy się o powołania, ale prosimy również grupy lub osoby indywidualne o taką modlitwę. Ważną inicjatywą jest Powołaniowy Szlak Modlitwy. Każdego dnia w seminarium modlimy się o powołania z konkretnej parafii naszej archidiecezji oraz o uświęcenie kapłanów tam pracujących. Tego dnia prosimy również daną parafię o modlitwę za nas, za seminarium i o powołania. W ten sposób nawiązujemy relację z poszczególnymi parafiami i jak w sztafecie przez rok ogarniamy modlitwą o powołania całą naszą archidiecezję. Pracujemy także nad przygotowaniem odpowiednich materiałów dla księży proboszczów, które mogłyby być wykorzystane w parafiach do modlitwy o powołania. Odpowiednim dniem na takie modlitwy byłby każdy czwartek, który jest związany z kapłaństwem.

Jednym ze środowisk, jak wspomniał już Ksiądz Rektor, gdzie rodzą się powołania, jest służba liturgiczna. Czy istnieje działanie seminarium na tym terenie?

Oczywiście uwzględniamy fakt, że sporo osób przychodzących do seminarium było wcześniej ministrantami lub lektorami. Staramy się być obecni wśród nich, choćby przez prowadzenie kursów dla lektorów, ceremoniarzy parafialnych i psałterzystów. Otwieramy również seminarium, aby młodzi mogli zobaczyć, jak tu jest, aby spotkali się z klerykami i poznali trochę to życie od wewnątrz.

13 października wspólnota seminaryjna odnowi akt oddania Matce Bożej. Jakie znaczenie ma to wydarzenie dla Księdza Rektora?

Mamy tradycję zawierzenia się Maryi na początku roku akademickiego i prośby za Jej orędownictwem o nowe powołania do kapłaństwa. Dzieje się to podczas uroczystości w parafii pw. Matki Bożej Fatimskiej w Olsztynie, u ks. Mariana Matuszka. Seminarium uczestniczy tam od lat w nabożeństwie fatimskim, a rektor wygłasza wówczas homilię. Bliski jest nam także Gietrzwałd, gdzie pielgrzymujemy również na początku roku formacyjnego. Tam zanosimy modlitwę zawierzenia całego seminarium Matce Bożej Gietrzwałdzkiej.

A osobiście o co się Ksiądz Rektor modli dla seminarium?

Modlę się o nowe powołania, ale też za nas wszystkich, którzy tworzymy wspólnotę seminaryjną. Modlę się za nas, moderatorów, abyśmy byli otwarci na światło Ducha Świętego i o jedność między nami. Modlę się za kleryków, żeby byli podatni na to, co Bóg chce z nimi zrobić. Czasami nasze seminarium nazywane jest sercem Warmii i dlatego modlę się, aby było ono zdrowym i bijącym sercem.


piotr.sroga@gosc.pl

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy