GN 49/2018 Archiwum

Warto tak żyć

– To nie my, jako opiekunowie, bierzemy do pomocy Boga, ale On bierze nas – uważa Elżbieta Olender.

Kiedy szkoły pustoszeją na czas ferii zimowych, Rekolekcyjny Dom „Zacheusz” Ruchu Światło–Życie w Nowym Kawkowie zaczyna tętnić życiem. Od pierwszych dni zimowych na kilkudniowe rekolekcje przyjeżdża tu nie tylko młodzież, ale też dzieci. Dla wielu z nich to kolejna wizyta w „Zacheuszu”. Dzieci czasem się nawet licytują: „jestem tu po raz dziesiąty”, „a ja już chyba trzynasty”. I zawsze chcą tu wracać, do miejsca bez telewizora, bez internetu, bez wygód, gdzie na jednej sali mieszka po kilkanaście osób.

– Kiedy ktoś przyjeżdża pierwszy raz, często pyta: „Ciociu, jest wi-fi?”. „Jest”. „A dasz?”. „Nie dam”. Ale już po kilkunastu godzinach nie pytają. Okazuje się bowiem, że nie jest to do niczego potrzebne. Bo tu nawiązują się realne relacje z drugim człowiekiem, prawdziwe rozmowy twarzą w twarz, kiedy widać emocje, gesty – uśmiecha się Elżbieta Olender.

Po latach doświadczeń już wie, że opatrzność Boża czuwa nad tym domem. – Już nie modlę się o to, żeby Pan Bóg nam pomagał opiekować się dziećmi. Modlę się, abyśmy my nie przeszkadzali Panu Bogu, kiedy On się nimi opiekuje. To nie my, jako opiekunowie, bierzemy do pomocy Boga, ale On bierze nas – podkreśla.

Lepszy start

Rodzice z różnych źródeł dowiadują się o Nowym Kawkowie, że można tu wysłać na odpoczynek z Bogiem swoje dzieci. – Tu przebywa się z dala od komputera czy smartfonu. Z dala od zepsutego świata. Tu można skonfrontować się z prawdą, pobyć w grupie, dla której wartości chrześcijańskie są najważniejsze – mówi Mariusz. Podczas tych ferii trójka jego dzieci – Ignacy, Marysia i Mikołaj – uczestniczyła w różnych terminach w rekolekcjach w Nowym Kawkowie. – Mimo że staramy się w domu przekazywać dzieciom chrześcijańskie wartości, to nie wystarcza. Chodzi o to, żeby kiedyś dzieci sobie nie pomyślały, że rodzice są trochę, jak to mówi mój syn, „sekciarzami”. Kiedy doświadczą, że inni też tak żyją, poczują, że warto – twierdzi. Dlatego zawsze całą rodziną biorą udział w wydarzeniach, takich jak orszak Trzech Króli czy Marsz dla Życia i Rodziny. – Staramy się pokazać, że to nie jest jakaś maska nakładana na jakiś czas, ale tak żyjemy i tak chcemy żyć. Byłem rozbrykanym nastolatkiem, który niekoniecznie chodził do kościoła. Ale jak kropla wody drąży skałę, tak i łaska Pana Boga sprawiła, że zbliżyłem się do Niego. Zmieniam swoje życie i staram się, by moje dzieci miały lepszy start życiowy z Bogiem – dodaje.

Bez SMS-ów

Katarzyna od kilku lat wysyła swoje dzieci do „Zacheusza”. – Mamy piątkę dzieci. Przyjeżdża na razie trójka. Reszta musi jeszcze podrosnąć – mówi. – Polecamy to miejsce znajomym i wszyscy, którzy tu przyjeżdżają, wracają. Wszystko dlatego, że dzieci czują się w ośrodku jak w domu. Znajdują przyjaciół. – I nazywają ich „normalnymi, takimi jak my” – śmieje się Katarzyna. – Dla nich jest to ważne, bo w klasie są jedynymi osobami, które modlą się przed posiłkiem. Tu okazuje się, że jest wiele innych dzieci, które w domach robią to samo, że w innych rodzinach panują podobne zasady, że są domy, gdzie nie ma telewizora, gdzie słodycze są tylko w niedzielę – wymienia. Dzieci w otoczeniu szukają potwierdzenia, że dorastają nie w dziwnej rodzinie, ale w takiej, jakich jest wiele. – A przede wszystkim mają tu ogrom radości i akceptacji. Jako rodzice powinniśmy naszym dzieciom zapewnić poczucie miłości w rodzinach. One to poczucie tu, w „Zacheuszu”, znajdują – podkreśla. – Moje dzieci są w Nowym Kawkowie po raz drugi. Tym razem nie wysłały żadnego SMS-a, ani nie dzwoniły do domu. A kiedy ja już się do nich dodzwoniłam, stwierdziły, że jest wspaniale i idą właśnie grać w warcaby. Po takich feriach śpiewają w domu, modlą się. Tu czują się niczym w rodzinie. Kiedy przywieźliśmy je do „Zacheusza”, wysiadły z samochodu, jakby przyjechały do rodzinnego domu. Pożegnały się szybko – uśmiecha się pani Joanna.

Pan Jezus dał

Co takiego jest w tym miejscu, że tak przyciąga dzieci i młodzież? – Poznaję nowych ludzi, spotykam przyjaciół z poprzednich turnusów. Po prostu tu jest miło. Ciocia otacza nas opieką, są dobre posiłki. Wspólne śpiewy, zabawy, modlitwa i konkursy – mówi Tosia. Amelka jest tu już po raz siódmy. – Pierwszy raz przywiozła mnie mama. Bardzo mi się spodobało. Jestem tu z innymi ludźmi, mogę poznać nowe osoby i inaczej spędzić czas niż w domu. Jeżdżę tu na każdą okazję, kiedy tylko mogę – uśmiecha się. Hela również już po raz kolejny przyjechała na rekolekcje oazowe. Jak mówi, już nawet nie pamięta, który to jej pobyt w Nowym Kawkowie. – Pamiętam moje pierwsze ferie. Na początku miałam wiele obaw, ale poznałam tu miliony dobrych ludzi. Tu można nie tylko się modlić, ale także bawić, radośnie spędzać czas. Odpoczywa się od codziennych czynności. Pan Jezusa dał nam coś takiego, że możemy się tu spotykać – wyznaje Hela.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy