Nowy Numer 29/2018 Archiwum

Pan woła Jezusa, On właśnie przyszedł

– My nie musimy wiedzieć, co się wydarzyło pomiędzy duszą tego człowieka a Panem Bogiem, ale na pewno było to coś cudownego – mówi ks. Karol Gresik, kapelan Szpitala Miejskiego w Olsztynie.

Krzysztof Kozłowski: Posługa w szpitalu jest walką o zbawienie. Dla niektórych to może być ostatni moment na pojednanie z Bogiem. Skąd mogą się brać dylematy?

ks. Karol Gresik: Braki w wychowaniu religijnym przekładają się na stosunek chorych i rodzin do cierpienia i doświadczenia nadchodzącej śmierci. Tam, gdzie jest ono głębsze, najbliżsi proszą księdza, by udzielił sakramentu chorych, by chory przyjął Komunię św. Natomiast tam, gdzie Pan Bóg był zapraszany do rodziny wyłącznie przy różnych okazjach, takich jak chrzest czy ślub, ludzie nie tylko nie myślą o tym, by zawołać kapłana, ale wręcz boją się sakramentów. One jawią im się niczym zwiastuny śmierci, przypieczętowanie faktu, że bliski nie ma już szans na życie. I, co ciekawe, coraz częściej takie podejście widoczne jest nie tylko wobec sakramentu chorych, ale też i wobec Komunii św. Jest lęk, takie poczucie, że Ciało Jezusa przyjmuje się jedynie w obliczu nieuniknionej, bliskiej śmierci. Proponując Komunię św., coraz częściej słyszę odpowiedź: „Ale ja jeszcze nie umieram”. Myślę, że ci ludzie chyba nie pamiętają, iż w wieku kilku lat przyjmowali Pierwszą Komunię św., choć nie byli przecież umierający. Czasami próbuję o tym przypominać, choć reakcje są bardzo różne. Tam, gdzie wiara jest żywa w rodzinach, ludzie troszczą się o to, by dziadek czy babcia, często rodzic, przyjęli sakramenty. Pamiętam panią, prawie 90-letnią, którą zapytałem po udzieleniu jej Komunii św., czy jeszcze czegoś potrzebuje. „Nie, przyjęłam właśnie Jezusa. Cóż więcej mi do szczęścia potrzeba? Jestem spokojna” – odpowiedziała. Słyszeli to inni pacjenci. Piękne świadectwo.

Chorzy zwlekają, rodziny zwlekają. Czy często zdarza się, że w ostatniej chwili jednak proszą o posługę?

To częsta sytuacja. „Mam czas”, „proszę księdza, może jutro” – słyszę. Tymczasem Chrystus przychodzi dzisiaj, tu i teraz. Zaproś Go do siebie. Nie czekaj, bo nie znasz przecież dnia ani godziny, kiedy przyjdą po twoją duszę. Lekarz mówi: „Umiera” – wtedy panika: „Szybko, księdza!”. Czasem wręcz proszą mnie do osoby już zmarłej. Pokutuje fałszywy pogląd, jakoby na kilka godzin po śmierci można było udzielić sakramentów. Wierzymy, że jest dusza, która w chwili śmierci oddziela się od ciała i wówczas ten sakrament nie może być udzielony ze skutkiem dla duszy. Zdarza się również, że po telefonie z prośbą nie zdążę dojechać do umierającego. A przecież wcześniej prosiłem... Na początku chory nie chciał przyjąć sakramentów. Później zwlekała rodzina. Kiedy lekarz oznajmił, że mama umiera, zabrakło czasu. Osiem minut później odeszła.

Pan posyła księdza, delikatnie proponuje Siebie. Zostaje jednak odrzucony. Całe szczęście to niejedyny scenariusz.

Takie sytuacje najbardziej bolą, bo z miłości do drugiego człowieka czuję ból, że ktoś stracił okazję do pojednania z Bogiem. Ale, oczywiście, są i te pozytywne przykłady. Pamiętam pacjenta chorego na raka, do którego kilkakrotnie przychodziłem. Jednak nie chciał ze mną rozmawiać, odmawiał przyjęcia sakramentów. Mimo tego zaglądałem do niego. Za każdym razem odmawiał. I nadszedł dzień, kiedy przechodziłem obok sali, na której leżał. Słyszałem, jak woła: „Jezu, Jezu...!”. Zajrzałem do niego i powiedziałem: „Pan woła Jezusa, On właśnie przyszedł”. Za jego zgodą udzieliłem mu sakramentu namaszczenia chorych. Jego stan nie pozwalał na spowiedź, ale trzeba pamiętać, że sakrament chorych w takich sytuacjach daje również rozgrzeszenie. Kiedy przyjął ten sakrament, szepnął: „Dziękuję księdzu za rozgrzeszenie. Od tej pory będę pokutować za swoje grzechy”. Dwa dni później zmarł. Wcześniej przez kilka tygodni męczył się, nie mógł skonać. Pan Bóg nie chciał zabrać go z tego świata bez pojednania. To jest niesamowita łaska, choć nie wiemy na ile sakrament zadziałał na ciało, to jednak wiemy, że przyniósł skutek dla duszy. Dość często jest tak, że przyjeżdżam, udzielam sakramentu namaszczenia, a chory po krótkim czasie umiera. Pracownicy szpitala mówią: „Temu człowiekowi cały czas spadało tętno, później rosło i znów spadało. Widać, że na coś czekał”. I rzeczywiście, Jezus przyszedł, obdarzył łaską, można spokojnie odejść. My nie musimy wiedzieć, co się wydarzyło pomiędzy duszą tego człowieka a Panem Bogiem, ale na pewno było to coś cudownego. Otrzymał łaskę pokoju.

Są i takie przypadki. Zaszedłem na OIOM, udzieliłem człowiekowi sakramentu chorych. Po kilku miesiącach wchodzę na salę, a jeden z pacjentów pyta: „Pamięta ksiądz, że udzielał mi już sakramentu? Byłem w stanie agonalnym. Lekarze nie dawali mi szans na przeżycie. Od momentu udzielenia mi sakramentu, mój organizm zaczął reagować na przyjmowane leki. Dzięki temu żyję”. Łaska Boża wykracza poza nasz rozum. Krzyż noszony samemu jest nazbyt ciężki. Jezus codziennie proponuje nam pomoc.


krzysztof.kozlowski@gosc.pl

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

  • Alice
    17.02.2018 16:56
    Przepiekne slowa ! Wspanialy Ksiadz, ktory dodal rowniez mi otuchy podczas trudnego i wymagającego pobytu w szpitalu, spadl mi z nieba :)
    doceń 0

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma