Nowy numer 50/2018 Archiwum

Dostałam się na łódź

Świat szybko prowadzi ich w dorosłe życie. A adoracja to moment zatrzymania się. – Masz go w Kościele za darmo, w dodatku w ciszy spędzonej z Jezusem – mówi Magda.

Raz w miesiącu pojawia się w Ostródzie łódź ratunkowa, która zabiera młodych w szczególny rejs. Na pokładzie jest uwielbienie, dziękczynienie i są łzy, kiedy oderwawszy się od codziennych trudów, można w końcu spojrzeć Bogu w twarz.

Zbieranie załogi

– Stwierdziliśmy, że chcemy ewangelizować młodzież, oczywiście nie pomijając samych siebie. Były w Ostródzie wieczory chwały, ale tknęło nas, że to za mało. Zebraliśmy grupę Bożych entuzjastów, by oddać swoje talenty innym, by mówić o Jezusie młodym, sami będąc młodymi – mówi Alicja z Ostródzkiej Łodzi Ratunkowej.

Zainspirował ich pan Janek. Przypadkowo trafił na informację o Uwielbieniowej Łodzi Ratunkowej, która odbywa się w łódzkim kościele jezuitów. – Uczestniczyłem w spotkaniu w Rybakach, które dotyczyło pracy z młodzieżą, a tam wśród zaproszonych gości były osoby związane z tą inicjatywą. Zaprezentowały nam ideę koncertów, mówiły o tym, jak udało się zaangażować młodzież – wspomina pan Jan. – W Łodzi zebrało się kilka rodzin. Rodzice pomyśleli, że jeśli zachęcą dzieci i okażą im wsparcie, to one stworzą coś wspaniałego, co pozwoli ich rówieśnikom odkrywać piękno Kościoła. To młodzi wymyślili formułę. Ich inicjatywa przemówiła do mnie, poczułem, że musimy zrobić coś takiego w Ostródzie.

Po powrocie pan Janek zaczął swoją misję. Rozpytywał wśród znajomych, zaczepiał młodych. – I dzięki Bogu, dali się namówić – uśmiecha się.

– Naszą ideą podzieliliśmy się z Alicją, charyzmatyczną dziewczyną, która od początku śpiewa z nami na corocznych koncertach ewangelizacyjnych „By świat usłyszał”.

Okazało się, że ma wspaniałych przyjaciół, którzy uzupełnili załogę. My, jako rodzice, usiedliśmy z tyłu i stamtąd możemy obserwować, jak wielu wsiada na pokład, ale też – jak wielu go opuszcza – mówi pani Marzena. Okazało się, że wystarczył jeden dzień, by zwerbować całą załogę, wokalistów, instrumentalistów. Szybko znalazł się specjalista od nagłośnienia i oświetlenia. – Powstała pierwsza drużyna: Alicja, Natalka, Szymon, Jędrek i Kuba. Pierwsza Ostródzka Łódź Ratunkowa była poprzedzona całodziennym rozstawianiem sprzętu, po to, aby wieczorem wszystko zagrało – wspomina pan Jan.

Tutaj zostaję

– Kiedy usłyszałem o tej idei, zacząłem się zastanawiać. Wiedziałem, że cel jest jeden: sprowadzić do kościoła młodzież. Myślałem, jak to zrobić, bo przecież nie jest to łatwe zadanie. Ale uznałem, że przecież Jezus ma swoje sposoby – uzdrawiał, wskrzeszał, chodził po wodzie... to czym mam się zamartwiać? Lepiej robić swoje i modlić się, niż tylko rozmyślać – śmieje się Jakub. Przyłączył się do załogi. – Napisaliśmy pierwszy scenariusz i zaczęliśmy działać – opowiada. – Bo może ktoś lubi śpiewać, ale Bóg jest dla niego kimś obcym. Może gra na gitarze, ale najwięcej w niedzielę, więc nie ma czasu pójść do kościoła. Może dowie się o naszych koncertach, zapyta o nie, a my go z radością zaprosimy, niech dzieli się swoim talentem. Może akurat zaraz się od nas wiarą? Bóg działa – podkreśla Alicja.

Tak młodzi ukształtowali Ostródzką Łódź Ratunkową – koncert na chwałę Bożą z profesjonalnym nagłośnieniem, oświetleniem i grupą instrumentalistów. Zaczyna się od Eucharystii. W trakcie jest wystawienie Najświętszego Sakramentu – to najważniejszy moment. – Koncert jest pretekstem do spotkania z Jezusem Chrystusem, ze słowem Bożym. Z każdą kolejną łodzią czujemy, że jesteśmy coraz bardziej duchowymi ludźmi – uważa pani Marzena.

W lutym minie rok od pierwszego koncertu. – Niektórzy przychodzą, żeby „tylko posłuchać”. Ale już wiemy, że to „tylko” zamienia się w coś więcej – uśmiecha się Alicja. – Nie każdy chce przyjść. Ale my o tym nie myślimy, płyniemy, zapraszamy innych na pokład. Czekamy...

– Kluczowe jest zachęcenie kogoś do przyjścia po raz pierwszy. Tłumaczą się: „Nie mam czasu”, „Mam inne zajęcia, spotkanie ze znajomymi”, „Przyszedłbym, ale to w kościele”. Jednak kiedy przyjdą, zostają. Od niedawna jestem konferansjerem i widzę te same twarze w kościele, ale pośród nich... nowe – mówi Jakub.

Na ostatni koncert po raz pierwszy przyszła Magdalena. – Cudne kolędy, świątynia wypełniona śpiewem. A kiedy nadszedł moment wystawienia Najświętszego Sakramentu – cisza... W życiu młodych często brakuje właśnie ciszy. Cały czas pędzimy. Ten świat niezwykle szybko prowadzi nas w dorosłe życie. A adoracja to bardzo potrzebny moment zatrzymania się. Masz go w Kościele za darmo, w dodatku w ciszy spędzonej z Jezusem. Dostałam się na łódź. Tu zostaję – wyznaje Magda.

– Muzyka jest środkiem dotarcia do młodego człowieka. Uczestnicząc w naszym wydarzeniu, można jej słuchać i jednocześnie modlić się. Osoby uzdolnione mogą podzielić się swoim talentem. Na ostatniej łodzi na scenie było wielu artystów – mówi pan Jan. – A po łodzi – herbatka, ciastka, przepyszne wafelki Natalki, które szybko znikają, i długie przyjacielskie rozmowy o codzienności. Każdy jest zaproszony, może zasmakować wspólnoty – dodaje pani Marzena.

Głośniej od bluźnierstw

Pojawiają się pierwsze świadectwa, że łódź faktycznie kogoś uratowała. – Rozmawiałam z dziewczyną. Była pierwszy raz i przepłakała cały koncert – tyle w niej było pozytywnych emocji. Wielu wskazuje na adorację Najświętszego Sakramentu jako na moment, kiedy mogą się wyciszyć, spotykają się Bogiem – mówi pani Marzena. – Moje koleżanki raz nie przyszły do kawiarenki po koncercie, bo nie chciały się pokazać w makijażu rozmytym przez łzy – dodaje Alicja.

Jednak spotkanie z Jezusem to nie tylko łzy, ale też realne doświadczenie walki zła z dobrem. – Podczas czuwania z wystawieniem Najświętszego Sakramentu gdzieś z tyłu kościoła odezwał się donośny głos kobiety. Brzmiał jakby demonicznie. Wykrzykiwał różne bluźnierstwa. Przychodząc na łódź, nie miałem świadomości, z czym mam do czynienia, z jakim wydarzeniem. Kobieta wykrzykiwała bluźnierstwa podczas wystawienia Najświętszego Sakramentu, jej głos rozdarł ciszę, a wszyscy poprowadzeni przez kapłana zaczęli się głośno modlić, coraz głośniej, aż modlitwa stała się głośniejsza niż bluźnierstwa – wspomina Grzegorz.

To wydarzenie pamięta również Jakub. – Myślałem na początku, że to jakieś nagranie leci. Wyciszyłem nagłośnienie, a tu dalej było słychać krzyki. Kobieta miała spuszczoną głowę, jakby nie mogła spojrzeć w stronę ołtarza, gdzie stał Najświętszy Sakrament, a było ją słychać w całym kościele – mówi. – Im bardziej jesteśmy w Kościele, tym bardziej zły o nas walczy. Stąd łódź ratunkowa, żebyśmy mieli miejsce i czas, kiedy płyniemy z Jezusem. Kościół nie jest nudny. Pan Bóg nas nie ogranicza. Młodzi ludzie wiary muszą się trzymać razem. Wiemy, że możemy na siebie liczyć, że mamy takie same wartości. Łączy nas Bóg – dodaje Alicja.

Na Ostródzką Łódź Ratunkową często przychodzą ludzie, którzy są na początku drogi wiary. – Ona spełnia funkcję mostu pomiędzy młodzieżą a Kościołem. Po nim młodzi ludzie nieśmiało i powoli zaczynają chodzić, tam i z powrotem. Mam nadzieję, że będzie ich coraz więcej. Przychodzą, próbują, a Pan Bóg działa. Przyprowadzają się wzajemnie – podkreśla pan Jan.•

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy