Nowy numer 38/2018 Archiwum

Prawo jest narzędziem, istotą jest człowiek

Biskup nominat Janusz Ostrowski mówi o najtłustszych latach swojego kapłaństwa, wyzwaniach, jakie przed nim stoją, oraz o tym, dlaczego praca w sądzie biskupim była dla niego zadaniem ściśle duszpasterskim.

Ks. Piotr Sroga: Czy wybrał Ksiądz Biskup już zawołanie biskupie?

Biskup nominat Janusz Ostrowski: Tak – „Jezu, ufam Tobie”. Mając świadomość tego, co mnie czeka, doszedłem do wniosku, że ufność w miłosierdzie Boże przy ludzkiej słabości jest jedynym ratunkiem dla mnie i dla tych, którzy będą ze mną pracować (śmiech).

Ksiądz Biskup podkreśla, że nominacja była wielkim zaskoczeniem...

O decyzji papieża Franciszka dowiedziałem się tydzień przed oficjalnym ogłoszeniem. Nuncjusz apostolski poprosił o spotkanie w Warszawie i poinformował mnie o decyzji Ojca Świętego. Oczywiście obowiązywała mnie tajemnica do czasu podania tej informacji do wiadomości innych, ale to dobrze, bo w tym okresie sam mogłem wszystko ze sobą przepracować. W nuncjaturze odbyła się dłuższa rozmowa i padło, rzecz jasna, pytanie, czy przyjmuję. Musi bowiem być zgoda kandydata. Jest to nie tylko akt duchowy, ale również prawny, zakładający wolny wybór. W takim momencie wszystkie myśli się kłębią i człowiek szuka argumentów „za” i „przeciw”. Jednak nuncjusz w sposób bardzo wyważony i spokojny przedstawił mi całą sprawę. Nie zachęcał i nie zniechęcał, ale pomagał w podjęciu dojrzałej decyzji. I powiedziałem: „tak”.

Jakie wyzwania i zadania widzi Ksiądz Biskup przed sobą u progu tej posługi?

Z mojego dotychczasowego doświadczenia wypływa podstawowy wniosek, że potrzeba przede wszystkim dobrego kontaktu z ludźmi. Chodzi mi w tym miejscu o podstawową płaszczyznę – życie parafialne. I rzeczywiście, wiele parafii funkcjonuje w tym wymiarze dobrze. Istnieje jednak problem dotarcia do tych, którzy niby są w Kościele, a tak naprawdę nie ma ich w sensie duchowym. Mam na myśli tych wiernych, którzy nie utożsamiają się ze wspólnotą Kościoła. Są w nim nominalnie, ale nic z tego nie wynika. Dotarcie do nich jest ważnym zadaniem kapłana, w tym biskupa, aby zrozumieli bogactwo daru Bożego. Nie chodzi w tym jedynie o zachęcenie do uczestniczenia w życiu religijnym wspólnoty, ale o coś więcej. Nie będą w tym życiu w pełni uczestniczyć, jeśli nie doświadczą tego bogactwa.

I biskup może w tym zakresie coś zrobić?

Oczywiście inne jest pole oddziaływania biskupa niż proboszcza, bo nie przebywa on non stop w konkretnej wspólnocie parafialnej. Jednak spotyka się z wieloma ludźmi i może zwrócić uwagę na te sprawy, wyjaśnić i zachęcić. Jest również cała plejada możliwości duszpasterskich w ramach istniejących grup i wspólnot modlitewnych.

Biskup kieruje swoją posługę nie tylko do osób świeckich, ale również do kapłanów. Co, zdaniem Księdza Biskupa, jest dziś ważne dla prezbiterium warmińskiego?

Jeśli wiemy, jak bardzo ważna jest wspólnota parafialna, to tym bardziej wspólnota kapłańska powinna być bardzo solidna. Jest to sytuacja podobna do tej, która występuje w rodzinie. Jeśli małżonkowie nie będą się dogadywać i rozumieć, to oddziaływanie na dzieci będzie bardzo słabe. I odwrotnie, im większa jedność, tym silniejsze świadectwo. Podobna jest rola księży. Patrząc na rzeczywistość, można powiedzieć, że jest dobrze, ale może być jeszcze lepiej. Dlatego spotkania kapłanów, wymiana myśli i doświadczeń oraz szukanie wspólnych rozwiązań są tak bardzo ważne. Istotna jest jedność w działaniu. Jeśli każdy ma swój pomysł na ten sam problem – a często pomysły te wykluczają się– wtedy w postrzeganiu wiernych powstaje w duszpasterstwie rozdwojenie. Może się wówczas zrodzić myślenie, że pewne oczywiste wymogi wiary zależą od interpretacji proboszcza, co byłoby szkodliwe. Dlatego tak bardzo potrzebna jest jedność księży.

Życiorys Księdza Biskupa jest bardzo bogaty i charakteryzuje się różnorodnością doświadczeń. Jednym z nich jest praca w sądzie biskupim, gdzie zajmował się Ksiądz procesami o stwierdzenie nieważności małżeństwa. Czy to doświadczenie może pomóc w posłudze biskupiej?

Prawo pisane jest tylko narzędziem, a istotą jest człowiek, który do nas przychodzi ze swoim problemem. Praca w sądzie biskupim była dla mnie zadaniem ściśle duszpasterskim. Z całym szacunkiem do ciężkiej pracy duszpasterzy – mogę powiedzieć, że znają oni niewielu swoich parafian w taki sposób jak sędziowie, gdy poznajemy tajniki życia małżonków. Często procesy są poznaniem samego siebie i małżonkowie z tej perspektywy widzą błędy, jakie popełnili. Po kilkunastu latach aktywności w sądzie można dojść do ogólnych wniosków na temat przyczyn rozpadu małżeństw. We wszystkich prawie sytuacjach był problem wzajemnej komunikacji. I nie odkrywam w tym miejscu nic nowego, wielu o tym mówi. Narzeczeni, a potem małżonkowie nie rozmawiają ze sobą o sobie, swoich problemach i życiu. Nie rozmawiają o ważnych dla siebie sprawach: czy chcą mieć dzieci, jak chcą je wychowywać – i wiele innych tematów. I właśnie te doświadczenie chcę wykorzystać w mojej posłudze biskupiej. Trzeba o tym mówić młodym ludziom, aby nie popełniali błędów, uczyli się na cudzych błędach, bo to mniej boli.

« 1 2 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma