Nowy numer 33/2018 Archiwum

Mapa miejsc, których nie ma

„Córko, poopowiadam ci, jak to Pomorowo wyglądało w 1946 r., a ty rysuj”.

Pomorowo, warmińska wieś nieopodal Lidzbarka Warmińskiego. Domy porozrzucane, jest ich znaczniej mniej niż w 1946 roku. Został jednak stary, drewniany krzyż, z wyraźnymi pęknięciami ciągnącymi się od dołu ku górze. Stoi w cieniu czterech buków, które prężą się niczym strażnicy w rogach drewnianego płotka. To była jedyna wskazówka, dzięki której można było odnaleźć miejsce, gdzie kiedyś stał dom Gołębiowskich. Właśnie tu po wojnie, w 1946 r., wraz z rodzicami i rodzeństwem przyjechała Julitta. Przybyli z Markowszczyzny, z powiatu trockiego, i jak tysiące innych Polaków osiedlili się na Warmii. Dziś po ich domu zostało zaledwie kilka kamieni ułożonych nieopodal wielkiego dębu. Mało kto wie, że biorąc do ręki Liturgię Godzin, wydawaną przez pallotynów, na stronie tytułowej zobaczy czerwoną grafikę – dzieło Julitty.

Była dla nas autorytetem

Pallotynka s. Blanka Sławińska SAC do Lidzbarka Warmińskiego przybyła przed dwoma laty, by podjąć posługę w domu Zgromadzenia Sióstr Misjonarek Apostolstwa Katolickiego. – Kiedy na początku września 2016 r. poszłyśmy na cmentarz, by uporządkować groby naszych dwóch sióstr, dostrzegłam grób chłopczyka Albina Gołębiowskiego. Siostry powiedziały mi, że jest to bratanek s. Julitty Gołębiowskiej SAC. Zaintrygowało mnie, dlaczego ten chłopiec spoczywa właśnie tutaj, na lidzbarskim cmentarzu. Bo s. Julittę w zgromadzeniu wszyscy znamy, bardzo ją szanowaliśmy, a dziś pielęgnujemy pamięć o niej. Była dla nas autorytetem w sprawach wychowawczych, formacyjnych, liturgii i sztuki. Ale nie kojarzyłam, że pewien etap jej życia był związany z Warmią. Wiedziałam, że jej rodzina w lutym 1946 r. trafiła z transportem repatriantów do Polski, ale że miała krewnych w Gdańsku, myślałam, że po wojnie zamieszkali właśnie tam – wspomina s. Blanka. – I tak zaczęłam odkrywać historię tej rodziny... – Siostra Julitta miała duży autorytet w zgromadzeniu. Całą sobą reprezentowała piękną dojrzałość osoby konsekrowanej – wspomina s. Blanka. Siostra Gołębiowska była reprezentantką prowincji polskiej na licznych kapitułach generalnych i prowincjalnych. Była zaangażowana w tworzenie nowych zasad życia zgromadzenia po Soborze Watykańskim II. – Robiła wiele dla zgromadzenia, a do tego była ciepła i otwarta. Kiedy miałyśmy składać śluby wieczyste, co dwa tygodnie przygotowywała spotkania tematyczne. Podczas rozmów widać było, jak bardzo troszczyła się o sprawy Kościoła i Polski – mówi s. Blanka. Kiedy w 2009 r. polska prowincja sióstr pallotynek przeżywała 75. rocznicę przybycia sióstr do Polski, s. Blanka przygotowywała wraz z s. Julittą okolicznościowy kalendarz, w którym znalazły się obrazy s. Julitty i projektowane przez nią kaplice. – Pragnęłam mówić o niej, przybliżać ludziom jej postać, życie i twórczość. Dlatego z takim zaciekawieniem i pewnym dreszczykiem emocji odkrywałam jej związki z Warmią i małą wioską Pomorowo, gdzie dotarła z transportem repatriantów – dodaje.

Ani jednego domu

Wraz z s. Barbarą zaczęły jeździć do Pomorowa. Ale gdzie szukać domu s. Julitty? – Pomogła nam jej bratanica. Mały Albin spoczywający na cmentarzu był jej braciszkiem. Opisała w liście, po jakich znakach odnaleźć miejsce, gdzie było gospodarstwo. Później dotarłyśmy do pani Józefy Chomej, która była sąsiadką Gołębiowskich. Jej tata znał doskonale rodziców s. Julitty. Kilka lat temu, niedługo przed śmiercią, powiedział: „Córko, poopowiadam ci, jak to Pomorowo wyglądało w 1946 r., a ty rysuj”. Tak powstała mapa wsi. A na niej zaznaczono dom Gołębiowskich – wspomina s. Blanka. Kierując się tą mapą, wczesną wiosną siostry ruszyły na poszukiwania starego cmentarza. – Kluczyłyśmy między drzewami. Już zwątpiłyśmy, kiedy nasz wzrok przykuł jakiś kamień wystający ponad niską roślinność – opowiada. Okazało się, że ze starego cmentarza zachowała się tylko jedna płyta nagrobna z nazwiskiem. Kilkaset metrów dalej stoi krzyż otoczony grabami. Z mapy wynika, że spod niego wiodła droga do gospodarstwa. – Stanęłyśmy wtedy pod nim i powiedziałyśmy: „To musi być tam”. Przeszłyśmy przez młodnik i odnalazłyśmy pozostałości kamiennych fundamentów. Tam też był dąb, pod którym odpoczywali Gołębiowscy. Tam był ich staw, dziś zasypany – wymienia s. Blanka. Dziś w tej części wsi nie ma ani jednego domu. – Przy tej drodze z krzyżem były też cztery gospodarstwa. I szkoła. Nie ma po nich śladu – dodaje. Spogląda w kierunku dębu, który jeszcze dziś góruje nad młodnikiem topól. Za kilka lat i jego z drogi nie będzie widać. Młoda Julitta chadzała tędy często...

Zgodę dał kard. Wojtyła

Uczęszczała do Publicznej Szkoły Powszechnej w Lidzbarku Warmińskim. W kościele Świętych Piotra i Pawła otrzymała bierzmowanie. Później przez 2 lata uczyła się w szkole średniej. We wrześniu 1950 r. wstąpiła do Zgromadzenia Sióstr Misjonarek Apostolstwa Katolickiego, gdzie odbyła postulat i nowicjat. Pierwsze śluby zakonne złożyła 5 sierpnia 1953 roku. W 1965 r. podjęła studia na wydziale malarstwa w Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. To były czasy, kiedy siostry rzadko kształciły się na uczelniach świeckich. – Musiała mieć na to zgodę Kościoła. Dał ją jej kard. Karol Wojtyła. Wspominała, że ówczesny rektor akademii został zwolniony ze stanowiska za to, że zgodził się ją przyjąć na studia. Wykładowcy byli słabo związani z Kościołem. Mówiła mi o jednym, który liczył na to, że ona wymodli mu zbawienie. Ukończyła kilka kierunków jednocześnie – opowiada s. Beata Ostrówka SAC. W Gdańsku miała pracownię malarstwa i grafiki. Projektowała kaplice dla większości domów zgromadzenia. Często malowała ukrzyżowanie, Ostatnią Wieczerzę i zesłanie Ducha Świętego. Nierzadko przedstawiała Matkę Bożą z Dzieciątkiem. Przez wiele lat współpracowała z poznańskim Wydawnictwem „Pallottinum”, ilustrując książki, okładki i modlitewniki. – Dzisiaj, gdy wspominamy s. Julittę, widzimy ogrom tego, co pozostawiła. Wzbogaciła naszą wspólnotę i każdą z nas – dodaje s. Beata.

Święci wychodzą ponad ramy

W Oranżerii Kultury w Lidz- barku Warmińskim organizowane są spotkania „Nasza mała ojczyzna”. Prezentowane na nich są sylwetki ciekawych osób związanych z tą ziemią. – Pomyślałam, że w tym miejscu trzeba zorganizować wystawę prac s. Julitty. Anna Puszcz, dyrektor Oranżerii, pomogła zrealizować ten pomysł. Udało się nam sprowadzić obrazy siostry. Połączyłyśmy to wydarzenie z obchodzoną w tym roku 70. rocznicą przybycia pallotynek do Lidzbarka Warmińskiego. Tytuł wystawy – „Święci wychodzą ponad ramy” – został zaczerpnięty z wiersza s. Julitty. Bo była też poetką – mówi s. Blanka.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma