GN 42/2019 Archiwum

Musi być przestrzeń dla relacji

– Czy mamy prawo decydować, co się stanie z życiem nie naszym? – pyta ks. Tadeusz Zadorożny.

Na Wydziale Teologii Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie odbyły się XIX Dni Interdyscyplinarne pod hasłem: „Oświadczenie pacjenta pro futuro jako problem medyczny, etyczny, teologiczny i prawny”. Paneliści starali się rozstrzygnąć kwestię autonomii pacjenta, czyli możliwości decydowania o swojej przyszłości, kiedy złożeni chorobą nie będziemy mogli już wyrazić swojej opinii.

Oświadczenie czy pełnomocnik?

– Takie oświadczenie jest składane, kiedy pacjent jest jeszcze zdrowy, a deklaracja dotyczy przyszłej sytuacji, kiedy człowiek może być do tego niezdolny – wyjaśnia ks. prof. Marian Machinek, kierownik Katedry Teologii Moralnej i Etyki na Wydziale Teologii UWM w Olsztynie. Pytanie brzmi, czy takie oświadczenie jest dla lekarza pomocą, czy utrudnieniem. – Zdrowy człowiek nie wyobraża sobie siebie w roli obłożnie chorego. Dlatego staramy się spojrzeć na sprawę z różnych stron, począwszy od praktyki medycznej, po kwestie etyczne i teologiczne. Stawiamy pytania, czy odpowiednią alternatywą dla oświadczenia „pro futuro” byłoby ustanowienie pełnomocnika pacjenta, czyli kogoś, kto w takiej sytuacji w jego imieniu będzie podejmować decyzje. To dotyczy głębokiej relacji lekarz–pacjent, ale również problematyki paliatywnej, terapii uporczywej. To są trudne zagadnienia, które omawiamy – wymienia ks. Machinek.

Musisz wiedzieć

Ten problem w swojej praktyce dostrzega prof. dr hab. n. med. Wojciech Maksymowicz. – Pacjent ma zawsze pełne prawo do wyrażenia woli i nie można wbrew niej działać. Ale też często nie jest przygotowany do podejmowania w pełni świadomej decyzji, dlatego trzeba mieć wiele empatii i cierpliwości, żeby być jego przewodnikiem. Oczywiście mamy dużo wiedzy, którą wykorzystujemy, żeby podejmować właściwe decyzje, ale nie da się ukryć, że jest to dysponowanie cudzym ciałem – mówi prof. Maksymowicz. Podkreśla, że system umożliwia rozwiązania, które mogą być wykorzystane niekoniecznie dla dobra pacjenta, choć stwarzają takie wrażenie. – Wiemy, że są osoby, które będąc teraz zdrowymi i nie mając świadomości tego, że kiedyś mogą wymagać opieki, nie zgadzają się na długotrwałe leczenie. Wiele krajów takim osobom przychodzi „z pomocą”, sugerując, że jeśli nie chcą żyć, będąc chorymi i cierpiącymi, to nie muszą. Jest w tym dużo hipokryzji. Bo dzięki temu zmniejsza się odpowiedzialność instytucji państwowych, nie trzeba wydawać tyle pieniędzy na osoby starsze i cierpiące. A ludzie zaczynają myśleć, że tak można zrobić. W wielu przypadkach jest to nadużywane. Bo owszem, pacjent musi wyrazić swoją wolę, ale powinien to zrobić, będąc także dobrze poinformowanym – wyjaśnia.

Jaki testament?

W Polsce nie ma jednoznacznych przepisów prawnych dotyczących kwestii oświadczenia pacjenta „pro futuro”. – Ale trudno jest tak skomplikowane sytuacje ująć w ramy prawne. Tu musi być przestrzeń dla żywej relacji pacjenta z lekarzem. Jest to ważny problem, bo oświadczenie takie może dotknąć problemu eutanazji, czy też samobójstwa na życzenie, samobójstwa asystowanego. Tu chcemy zobaczyć, jaka jest różnica pomiędzy rezygnacją z terapii uporczywej, która jest godziwą postawą, i przyjęciem nieuchronnej śmierci, co jest również godziwą postawą, a sytuacją, kiedy ja chcę do końca kontrolować wszystko, również czas mojej śmierci – uważa ks. prof. Marian Machinek. Właśnie z taką postawą miał już do czynienia ks. dr Tadeusz Zadorożny, kapelan zespołów długoterminowej opieki medycznej Plainfield w USA. – Temat cierpienia, choroby i śmierci – są to zagadnienia wrażliwe na religię. Człowiek ma prawo żyć zgodnie ze swoją wiarą i powinien podejmować najważniejsze decyzje zgodnie ze swoją wiarą. Wierność w rzeczach małych przygotowuje nas do rzeczy wielkich – mówi ks. Zadorożny. Przytacza przykład amerykański, gdzie takie oświadczenia są dość powszednie. – Ludzie podejmują te decyzje i są one zgodne z ich przekonaniami. Formularze „pro futuro” przygotowywane przez władze stanowe są dość dokładne. Ale tu nie chodzi o formularz. Bo jakże można decydować o tym, co nie jest moją własnością? Pisanie w testamencie, co robić z życiem, którego nie jestem włodarzem, czym jest? Na takie pytania chcemy odpowiedzieć – podkreśla ks. Tadeusz.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama