Nowy numer 43/2019 Archiwum

A ludzie wokół dobrzy

– Za każdym z tych ludzi idzie historia i trzeba się z nią zmierzyć – mówi Ewelina Michałowska.

Czas płynie, społeczeństwo się zmienia, zmieniają się i poglądy na temat takich ośrodków, jak nasz. Kiedy rozmawiam ze znajomymi z mojego pokolenia, to wiążemy swoją starość właśnie z takim miejscem, jak nasza placówka. Nie chcemy być ciężarem dla dzieci. Ale istnieje i taki pogląd, że jeśli jesteś już w rodzinie niepotrzebny, jesteś zawadą, to wysyłają cię do domu opieki, jak niektórzy mówią, do domu starców. A to jest dom pomocy, gdzie nawiązują się wśród starszych nowe przyjaźnie, budzą się zainteresowania, jest możliwość rozwijania się – mówi Marta Żelazna, dyrektor Domu Pomocy Społecznej w Kętrzynie.

A reszta to codzienność...

W pokoju wiszą dyplomy, są i obrazy malowane na szkle. Na stoliku stoi kilka koszyków, białe, ozdobione wielobarwnymi kwiatami. To prace wykonane przez pana Jana. – Moje życie, historia długa. Jest klasztor wigierski, ten, gdzie kiedyś nocował podczas pielgrzymki Jan Paweł II, nad jeziorem Wigry. Tam byłem ochrzczony, tam bierzmowany. Tylko ślub brałem w Węgorzewie. Podstawówkę skończyłem, później robota kawalerska, wojsko, a po służbie czas na stabilizację... Skończyłem szkołę leśną zawodową. Pracowałem jako leśnik. Redukcja stanowisk, a to z powodu wymogów wykształcenia. Zacząłem jeździć jako kierowca, a na końcu znalazłem się tu – opowiada pan Jan. – Owdowiałem, sam trójkę dzieci wychowałem. Miałem wtedy 38 lat. Najmłodsze dziecko było niemowlakiem. Moja mama też umarła nagle, kiedy byłem malutki. Takie przeżycia miałem – wspomina.

Nie ukrywa, że początki pobytu w DPS nie były łatwe. – Trzeba było się przyzwyczaić. Ale tak w życiu jest, że się człowiek w różnych środowiskach znajduje. Mieszkam tu już piąty rok. Tu się wciągnąłem w pasje. Maluję na szkle, robię ozdoby z wikliny papierowej. Nawet w kościele wiszą na choince ozdoby zrobione przeze mnie. Roboty sporo, byleby się chciało. A ludzie wokół dobrzy – mówi. Podkreśla, że najważniejsze w życiu są wspomnienia ważnych chwil – Pierwsza Komunia, bierzmowanie, ślub, narodziny dzieci... – A reszta to codzienność, normalny tok życia – dodaje.

Tu liczą się gesty

Ośrodek stara się tworzyć seniorom takie warunki i zorganizować takie zajęcia, żeby poczuli się ważni, potrzebni. – Jak? Poprzez pracę, bo to jest dla nich ważne, żeby się czuć potrzebnym – mówi Ewelina Michałowska, instruktor terapii zajęciowej. Dlatego DPS włącza się w różne projekty, współpracuje z różnymi organizacjami. – Terapia zajęciowa to jakby przywrócenie ich do życia. Od niedawna mamy niewidomego pana. Do momentu, kiedy stracił wzrok, pracował zawodowo, przygotowując samochody do lakierowania. Okazało się, że świetnie czyści wszystkie powierzchnie drewniane, pomimo utraty wzroku. Jak mówi, w końcu czuje się potrzebny. „Od razu lepiej śpię” – podkreśla – opowiada pani Ewelina. Kolejną ważną sprawą jest rozmowa, poświęcony czas. – Za każdym buntem kryje się ich potrzeba. Kiedy przychodzę do pracy, a ktoś z mieszkańców jest dla mnie niemiły, to wiem, że córka nie zadzwoniła, choć obiecała, że ktoś czeka na wiadomość... – mówi.

Dlatego największą nagrodą za pracę jest dla niej uśmiech seniora, zaś największe wzruszenia rodzą się wtedy, kiedy starsi przytulają się do opiekunów. – To jest niesamowite... Bo przecież są osoby, które czasami nie godzą się z tym, że tu przebywają. Nie mogą być w swoim środowisku, więc każda oznaka ich radości i akceptacji jest piękna – podkreśla. – Ale tak najczęściej nie jest, że rodzina porzuca najbliższych. Można udawać, że się kimś opiekuje, albo można to powierzyć innym. Ludzie przyjeżdżają, nawet kilka razy w tygodniu, w odwiedziny – dodaje pani Ewelina.

Związani jak rodzina

– Moje życie? Może niezbyt udane, ale jestem szczęśliwa – uśmiecha się pani Zofia. – Mam rodzinę, córkę, syna, wnuki. Przyjeżdżają do mnie. Odwiedzają. Choć... to jest nie to. Ale wiadomo, trudno jest cały czas być w domu, żeby się opiekować. A w życiu różnie było. Mąż pił, w końcu się rozwiodłam. Po 34 latach wrócił. Znów wzięliśmy ślub, choć dzieci się nie zgadzały, bo jak to? Porzucił, zostawił nas wszystkich. Nie patrzyłam na to. Pięć lat później mąż zmarł. Ale to były wspaniałe pięć lat. Zostałam sama i został mi tylko ten dom. Życie mnie nie rozpieszczało, ale jestem szczęśliwa – wyznaje. – Tu dużo czytam. Mam zajęcie. Zajmuję się kaplicą. Nic nie trzeba zmieniać. Skończyłam 80 lat, więc czego mi trzeba? Spokoju i modlitwy. Więcej nic – dodaje.

Do swojego pokoju zaprasza również pan Jerzy. Wyjmuje swoje wiersze. Zaczyna czytać: „Nocna gwiazdeczka świeci na niebie, a ja kocham tylko ciebie. Gdy cię nie widzę, umieram z tęsknoty, a jak zobaczę, nabieram do życia ochoty. Noc w samotności, bez miłości... u ciebie inaczej było, trochę lepiej się ułożyło”. – To wiersz „Westchnienie adoratora”. Wcześniej nie pisałem. Tu odkryłem, że jest to coś wspaniałego. Dlaczego? Chyba z nudów – śmieje się pan Jerzy. – W życiu się stoczyłem. Z polskiego zawsze byłem dobry. Byłem „letkiewicz”. Chodziłem na dniówki do gospodarzy. Woziłem siano, rwałem truskawki i jabłka. Żyłem własnym życiem. Nie założyłem rodziny – opowiada. Czyta kolejne wiersze. – Pisanie daje mi satysfakcję. Odkrywam siebie, a czasu nie cofnę... – dodaje. – Od dzieciństwa miałam problemy z nogami, związane z chorobą Heinego-Medina. Ciężko było, ale człowiek sobie radził. Mam syna, czworo wnuków. A tu sama chciałam przyjść. Nie chciałam być ciężarem w domu. Choruję. Kto by znalazł tyle czasu, żeby być cięgle ze mną? A tu mam luks opiekę – mówi pani Irena. – Dużą rodzinę mam. Jak przyjeżdżają, to ponad dziesięć osób – uśmiecha się. Kiedy jest Msza św. w kaplicy, jest pierwszą chórzystką. – Kiedyś w DPS miałyśmy chór. Jeździłyśmy, śpiewałyśmy. Ale się skończyło. Płuca słabe, serce słabe. Ale żyję i się cieszę, że żyję – dodaje. – Jesteśmy związani z tymi ludźmi jak z rodziną – zapewnia Marta Żelazna. – Znamy ich historie życia. Oni znają naszą codzienność.

Ona zmarła, on wyjechał

14 lat – tyle czasu w DPS w Kętrzynie kapelanem jest ks. Stanisław Majewski. – W placówce przebywa 88 osób. Część z nich to ludzie samotni. Część ma rodziny, ale nie są one w stanie zapewnić odpowiedniej opieki całodobowej – wyjaśnia kapłan. Kilka razy w tygodniu przychodzi do DPS. – W niedzielę jest Msza św., później chodzę z Komunią św. do tych, którzy są na tyle chorzy, że nie mogą wstać z łóżka. Odwiedzam ich, rozmawiam. Służę im – mówi. – Wiele osób jest zadowolonych, że są w domu, gdzie mają odpowiednią opiekę. Takie miejsca dzisiaj są potrzebne – uważa. Są modlitwa, Eucharystia, ale i sakrament namaszczenia chorych. – Opowiadają o swoim życiu, wspominają młodość. Pan Jerzy pisze wiersze, dzieli się nimi. Nie ma nóg, amputowano je z powodu choroby. Zresztą wiele osób porusza się na wózku. Taka jest często starość, obarczona chorobami i cierpieniami – mówi ks. Stanisław. Mimo tego, a może właśnie dlatego, przez lata swojej posługi widział wiele wzruszających chwil. – Było małżeństwo... Pan zajmował się kaplicą, był zakrystianem. Kiedy szedłem do chorych, brał świeczkę, prowadził mnie po pokojach, nawoływał, żeby kolejne osoby przygotowały się na przyjście Chrystusa, ksiądz idzie. Jego żona była leżąca. I on przez kilka lat opiekował się nią. I kiedyś powiedział, patrząc na nią: „Co ja bym zrobił, gdyby ona zmarła? Ja ją tak szanuję i kocham”. Podziwiałem jego troskę i siłę, wierność i serdeczność. Karmił ją, rozmawiał z nią, przewijał. I te słowa: „Co ja zrobię?”. Ona zmarła. On wyjechał... – wspomina kapelan.

– Szczerze mówiąc, zdarzyło się, że zadałem taką pokutę: żeby pójść do tego domu i przyjrzeć się, zamienić z kimś słowo. Bo niektórzy nie potrafią docenić tego, co mają. Nie potrafią docenić zdrowia, tych wszystkich codziennych darów, które Pan Bóg im daje, i jeszcze narzekają. Niech przyjdą do tych schorowanych ludzi, często bezradnych... Dla każdego zbliża się czas przejścia do wieczności, dlatego „Szanuj ojca, który dał ci życie, i nie pogardzaj matką, gdy się zestarzeje” – cytuje Księgę Przysłów. Dom Pomocy Społecznej w Kętrzynie jest przeznaczony dla 88 osób przewlekle, somatycznie chorych, niepełnosprawnych, niemogących samodzielnie funkcjonować w codziennym życiu. Mieszkańcy mają zapewnioną całodobową opiekę pielęgniarską, a także możliwość uczestniczenia w szerokiej gamie zajęć z zakresu terapii zajęciowej.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama