Nowy numer 42/2019 Archiwum

To były najszczęśliwsze chwile

– Po ludzku pewnie byśmy chcieli, żeby efekty były widoczne od razu, ale homilia to nie stand-up, do jednego słowo trafi od razu, inny weźmie je do serca i tam będzie ono działać – mówi dk. Rafał.

W sobotę 10 sierpnia przypada wspomnienie św. Wawrzyńca, diakona i męczennika, który żył w III wieku. Jest on patronem m.in. diakonów, a jedna z legend głosi, że co piątek schodził do czyśćca, żeby wybawić stamtąd choć jedną duszę. Diakoni z Wyższego Seminarium Duchownego „Hosianum” w Olsztynie takich cudów jeszcze nie dokonują, ale starają się brać przykład z patrona, jak mogą.

Bóg zadbał, żeby było dobrze

– Moja praca, służba i formacja  są coraz pełniejsze radości – podkreśla dk. S. Sokołowski.    – Moja praca, służba i formacja są coraz pełniejsze radości – podkreśla dk. S. Sokołowski. 
Łukasz Czechyra /Foto Gość

Wakacje to dla alumnów z „Hosianum” nie tylko czas odpoczynku, ale również pracy duszpasterskiej – odbywają praktyki w swoich rodzinnych parafiach. Po święceniach diakonatu, które przyjęli w maju, mogą już m.in. udzielać chrztu, asystować przy zawieraniu sakramentu małżeństwa, przewodniczyć liturgii pogrzebu czy głosić kazania.

– Wakacje są takim szczególnym czasem, kiedy możemy nabytą w seminarium wiedzę teoretyczną przekuć w praktykę u boku swoich proboszczów, w parafiach pochodzenia. Brzmi to bardzo poważnie i dostojnie, ale to dla nas naprawdę szczególny i radosny czas – mówi dk. Sławomir Sokołowski. Pochodzi z wiejskiej parafii św. Barbary w Boguchwałach.

– Przed wakacjami obawiałem się, że nie zdobędę wystarczająco dużo doświadczenia w posłudze, bo jest to mała parafia, gdzie śluby, pogrzeby czy chrzty zdarzają się stosunkowo rzadko. Okazało się, że w pierwszym miesiącu praktyki, kiedy byłem na parafii niecałe 3 tygodnie, miałem możliwość przewodniczyć liturgii pogrzebu, a także ochrzciłem troje dzieci – to dla mnie bardzo dużo. Wiadomo, jak każdy pierwszy raz, były to momenty bardzo stresujące. Przed liturgią dużo czytałem o obrzędach i ćwiczyłem, żeby niczego nie pominąć w trakcie ceremonii. Trudno w takich warunkach wzmożonego stresu zadbać, aby sprawowana liturgia była naprawdę przesycona modlitwą, bo to jest w naszej posłudze najważniejsze. Starałem się ze wszystkich sił, ksiądz przecież powinien być człowiekiem modlitwy – podkreśla Sławek.

Przyznaje, że najbardziej stresujący był pierwszy chrzest. – Znałem cały obrzęd sakramentu praktycznie na pamięć, ćwiczyliśmy go na zajęciach z liturgiki, ale jednak bałem się, że coś pójdzie nie tak. Oczywiście Bóg zadbał o to, żeby wszystko odbyło się bez przeszkód – mała Julia nie tylko nie płakała, ale nawet przespała cały chrzest. Kolejne chrzty były już całkowicie inne. Czułem się o wiele swobodniej, potrafiłem spotkać się z dziećmi i ich rodzicami i modlić się wspólnie z nimi, przyjmując tych maluchów do wspólnoty Kościoła. To były naprawdę najszczęśliwsze chwile w mojej dotychczasowej posłudze. Poczułem, że moja formacja, praca i służba mają naprawdę sens i są pełne radości – opowiada diakon.

Pozytywna rutyna

– Największą radość sprawia mi głoszenie Dobrej Nowiny – mówi  dk. R. Rozumowicz.   – Największą radość sprawia mi głoszenie Dobrej Nowiny – mówi dk. R. Rozumowicz.
Łukasz Czechyra /Foto Gość

Diakonn Rafał Rozumowicz pochodzi z parafii św. Józefa w Olsztynie. – To duża parafia, jedna z największych, nie tylko w Olsztynie, ale też w całej archidiecezji. Pracy nie brakuje – kancelaria, liturgie, codzienna praca duszpasterska. Na początku wszystko było wyjątkowe, niesamowite uczucie, kiedy brałem monstrancję do ręki, podnosiłem Pana Jezusa... naprawdę wspaniałe. Oczywiście był też stres, czy wszystko zrobię dobrze, ale przyszła taka „pozytywna rutyna”, żeby nie przeżywać już każdego słowa czy gestu, nie stresować się wszystkim – opowiada diakon. Podkreśla, że wielką radość sprawia mu głoszenie słowa Bożego, mówienie homilii.

– Do tego czuję się szczególnie powołany. Mam nadzieję, że to, co mówię, jakoś trafia do odbiorców. Po ludzku pewnie byśmy chcieli, żeby efekty były widoczne od razu, ale homilia to nie stand-up, tutaj do jednego słowo trafi od razu, inny weźmie je do serca i tam będzie ono działać – mówi Rafał. Przyznaje, że trudnym momentem są pogrzeby. – Zwłaszcza kiedy śmierć była nagła, dotyczyła młodej osoby... Wtedy trzeba powiedzieć coś naprawdę sensowego, nieść Dobrą Nowinę tym, którzy pogrążeni są w smutku. Ale jeśli nie potrafiłbym mówić o zmartwychwstaniu podczas pogrzebu, to powinienem się chyba spakować i zrezygnować z kapłaństwa – nasza wiara opiera się na zmartwychwstaniu i musimy to wiedzieć w każdej sytuacji – podkreśla diakon.

– Wakacje i praktyki po przyjęciu święceń diakonatu to czas, w którym znacznie bardziej mogę doświadczyć, jak wyglądają życie i posługa księdza, niż wcześniej. Mam nadzieję, że do samego końca przeżyję je, wcielając w życie wszystko to, co przyjąłem i czego nauczyłem się przez pięć lat formacji seminaryjnej i studiów. Jednak wiem, że dużo jeszcze przede mną – mówi S. Sokołowski.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL