Nowy Numer 37/2019 Archiwum

Maryjo, nie chcę tak pić kawy

Ta ziemia i delikatna miłość Matki Bożej przygotowały go do współtworzenia nowego sanktuarium w Schönstatt.

W końcu widok rodzinnych stron. Na Warmii zbliża się jesień. Zboża już dawno zebrane, siano odparowało, krowy pasą się na łąkach. Ale w gospodarstwie rodziców jest zawsze wiele pracy. Mama Maria z radością ściska syna, ojciec Augustyn wita z uśmiechem Józefa, który przyjechał na kilka dni z odległego Schönstattu, gdzie uczęszcza do seminarium pallotyńskiego... „Ostatnie dni były naprawdę harówką. No ale wszystko to z miłości do moich rodziców. Matko Boża, Tobie ofiaruję to wszystko, całe wakacje. Podczas tych dni doświadczyłem naprawdę, czego wymaga miłość. Jak pięknie jest, kiedy ludzie się wzajemnie kochają. Kiedy dzieci domyślają się, jak by sprawić radość rodzicom, kiedy rodzice mogą cieszyć się swoimi dziećmi, kiedy jeden drugiemu ułatwia pracę, aby było mu wygodniej. Wtedy w domu panuje prawdziwa radość. Jak dobrze człowiek czuje się w gronie takich rodziców, takiego rodzeństwa. Taka miłość musi panować również w Szensztacie. Niech przyczynienie się do tego będzie moim celem jako członka tutejszej grupy apostolskiej” – zapisał Józef Engling w pamiętniku 14 września 1916 roku.

Pragnął, aby w Kongregacji Maryjnej panowała miłość na wzór tej, która panuje w jego rodzinie. Już wówczas za swój osobisty ideał przyjął hasło: „Stać się wszystkim dla wszystkich i należeć całkowicie dla Maryi”. Do końca życia sumiennie i cierpliwie wprowadzał go w życie, będąc wiernym w małych rzeczach. Przez o. Józefa Kentenicha, założyciela Ruchu Szensztackiego, został nazwany „żywym aktem założycielskim”. Dziś Józef Engling jest sługą Bożym.

Poczekajcie na maj...

Prosity, niewielka wieś na Warmii. Położona na drodze między Jezioranami a Bisztynkiem, znajduje się niemal w geograficznym sercu Świętej Warmii. A w środku wsi stoi rodzinny dom Józefa Englinga. Tu się urodził 5 stycznia 1898 r. jako jedno z siedmiorga dzieci Marii i Augustyna. W tym środowisku doświadczał, jak w codzienność wplatać Boga, a świadectwo rodziców uświadamiało mu, że trzeba dostrzegać codzienne dary Boże i odpowiadać na nie swoim życiem. Jako Warmiak miał to szczęście, że dorastał w tzw. świętym trójkącie warmińskim – miejscu między trzema sanktuariami maryjnymi: w Stoczku Klasztornym, Świętej Lipce i Gietrzwałdzie. Jego matka – o której pisał: „Ponieważ mam tak dobrą mamę, chcę być również tak dobry jak ona” – stała się źródłem jego miłości do Maryi.

Maria, z domu Masuth, pochodziła z okolic Gietrzwałdu. Jeśli urodziła się w 1861 r., to jako nastolatka była świadkiem rozgłosu, jaki towarzyszył w 1877 r. objawieniom Matki Bożej w Gietrzwałdzie. Zapewne nieraz była na miejscu objawień, może nawet była świadkiem jednego z nich... Józef już jako 12-letni chłopak zaczął prowadzić pamiętnik duchowy. – Wiódł normalne życie – czerpał wodę ze studni, pomagał rodzicom, pracował w polu. A w ciszy warmińskich łąk i pól rodziło się jego powołanie kapłańskie. Chodził do szkoły, która znajdowała się za kościołem. Gdy ją ukończył, rodzice zapytali, co dalej. „Poczekajcie na maj, to wam powiem” – odpowiadał.

Co zdecydował? „Chciałbym być kapłanem”. W kościele była gazeta misyjna, w której wyczytał informację, że nad Renem pallotyni otwierają nową placówkę. We wrześniu 1912 r. wyjechał do Vallendar. Tata towarzyszył mu w podróży, która trwała dwa dni – opowiada Alicja Kostka, badaczka życia i duchowości Józefa Englinga.

Tam wziął udział w założeniu Kongregacji Maryjnej, z której później rozwinął się Ruch Apostolski z Schönstatt. Jej akt założycielski datuje się na 18 października 1914 r., kiedy to ojciec duchowny gimnazjum o. Józef Kentenich wygłosił wykład, podczas którego wraz z młodymi współzałożycielami zawarli przymierze miłości z Matką Bożą, którego owocem jest dzisiejsza Rodzina Szensztacka. Engling był pionierem idei „kapitału łask Matki Bożej Trzykroć Przedziwnej z Schönstattu”. W listopadzie 1916 r. został zaciągnięty do wojska. Podczas I wojny światowej walczył na froncie wschodnim, później we Francji, gdzie zginął 4 października 1918 r. w pobliżu Cambrai.

Duchowy rozkwit

– Samego Englinga nie da się zrozumieć bez Warmii i Szensztatu. A jest on wzorem dla wielu ludzi. Nie jest świętym, który żył na wsi i dobrze czynił, tylko stał u bram nowego ruchu, który dziś ma zasięg ogólnoświatowy. To, co przeżywał w domu w Prositach, postawił za wzór dla nowego ruchu katolickiego... Żyć miłością taką, jakiej doświadczał w rodzinie, i to na bazie postawy Maryi – mówi Alicja Kostka.

– Warmia to ziemia Maryi, Jej piękne sanktuaria, nieodległe objawienia w Gietrzwałdzie, do którego podczas wakacji zaprosił kolegów, by się umocnić. Przyjechali, by wraz z Maryją „omodlić” kwestię, jak ratować współczesną młodzież. Był to 1916 rok! Najczęściej bywał w Stoczku, do którego miał 11 km polnymi duktami. Do niedawna miejscowi jeździli do tego sanktuarium bryczkami – opowiada pani Alicja. – Ta ziemia i delikatna miłość Maryi przygotowały go do współtworzenia nowego sanktuarium maryjnego w Schönstatt. Maryja była partnerką jego wewnętrznego dialogu. Postanawiał sobie, że codziennie będzie rozmawiać z Matką Bożą i z ludźmi o Niej... – dodaje.

Józef rozwijał się duchowo. W grudniu 1915 r. odbył rekolekcje, które otworzyły wszystkie furtki jego serca na miłość Maryi. – Widać, że on przyjął Ją do siebie, a Ona otworzyła wszystkie jego zdolności, umiejętności i talenty. On duchowo rozkwitł – mówi pani Alicja.

Cały dla Niej

W pamiętniku zapisał cztery punkty: „Chcę być wielkim świętym. Raczej umrzeć niż popełnić grzech powszedni. Rzeczy zwykłe spełniać w sposób nadzwyczajny. Chcę stać się wszystkim dla wszystkich”. – I on rozpisywał, jak codziennie to robić. Wyznaczał postanowienia szczegółowe, np. że w jednym tygodniu będzie przełamywał swoją nieśmiałość. Wszystko pod czujnym okiem spowiednika o. Kentenicha, który w Maryi widział wzór człowieka i jego relacji do Boga, który zmierzał do formowania nowego maryjnego człowieka poprzez przymierze miłości z Matką Bożą, co do dziś leży u podstaw Dzieła Szensztackiego – wyjaśnia A. Kostka.

Schönstatt stał się kolebką ruchu religijno-moralnej odnowy, a dawna, opuszczona kapliczka cmentarna, gdzie umieszczono wizerunek Matki Bożej – miejscem pielgrzymowania. – Ukształtowana miłością i więzami rodzina kształtowała na ten obraz młodego człowieka, który stał się niezbędnym narzędziem w dziele Bożym. Józef Engling przyjął to, co się wówczas rodziło, i stał się gwarantem nowego dzieła. Żył dla niego całkowicie. Zapisał trzy tomy pamiętników, notując, co przeżywał w związku z tworzeniem się Szensztatu. Stały się one duchową drogą dla pokoleń, także dla naszego i tych, które po nas przyjdą. Głęboko czuł potrzebę odnowy, zapisując swoją drogę ku świętości, która jest drogowskazem dla innych – opisuje pani Alicja.

– Wielu czyta jego pamiętniki. On w nich staje wobec siebie w prawdzie, pisze o swoich bolączkach, o potknięciach. Jest dla mnie piękny przez to, jak patrzy na swoją słabość. Napisał: „Maryjo, znowu się nie udało”. Był na wojnie. Głodny, spragniony, zziębnięty. Przywieźli kawę, którą łapczywie wypił. I później napisał: „Maryjo, nie chcę tak pić kawy. Chcę z godnością i wdzięcznością za dar Boży”. Ale on nie katował się tym, nie potępiał, lecz oddawał Matce Bożej. Robił to z konsekwencją kierowaną przez miłość. Tak oddał Maryi i swoje życie. „Jeśli ja cały dla Niej, to Ona dla mnie, bo to jest Matka” – dodaje badaczka.

Ukochana Warmia

Już w latach 20. XX wieku chciano rozpocząć proces beatyfikacyjny Józefa Englinga. Jednak atmosfera, jaka panowała w ówczesnych Niemczech, nie sprzyjała temu.

– Po II wojnie światowej, w 1947 r., podczas zebrania generalnego Stowarzyszenia Apostolstwa Katolickiego Księży Pallotynów, prowincja niemiecka wystąpiła z wnioskiem, by rozpocząć działania w kierunku beatyfikacji Englinga. Proces diecezjalny został zakończony, a akta przekazano do Rzymu. Obecnie wniosek przeszedł pozytywną weryfikację komisji historycznej i teologicznej, gdzie dziewięciu niezależnych teologów wydało opinię o heroiczności cnót Józefa Englinga. Postać sługi Bożego zostanie teraz przedstawiona kardynałom i biskupom, aby wypowiedzieli swoje zdanie – wyjaśnia postulator generalny procesu ks. Adam Golec SAC z Rzymu.

– To patron codziennej świętości, zwyczajnego życia. Normalny człowiek, który w bardzo trudnych warunkach, w jakich przyszło mu żyć, zarówno w koszarach, jak i w seminarium, które nie było dla niego łatwe, potrafił odnaleźć własną drogę ku świętości, a swoim postępowaniem pociągał innych. Nie narzucał się ze swoją pobożnością, po prostu żył treścią Ewangelii, którą wcielał w codzienne życie. Był promykiem dobra, które przyciągało innych. Jego pamiętniki stają się drogą do świętości innych, wskazują, jak postępować w zwykłym życiu, jak drobnymi krokami zmierzać do świętości, do spotkania z Bogiem żywym w sobie i drugim człowieku – mówi postulator. Józef Engling nie jest znany na rodzinnej Warmii. Jednak dzięki osobom, które poznały jego życie i duchowość, może się to zmienić. W jednym z pamiętników sługa Boży zapisał: „Obie (Matkę Bożą i Kongregację) chcę przenieść do prawdziwej czci, uczynić znanymi również na mojej ukochanej Warmii”. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL