Nowy numer 42/2019 Archiwum

Dar, nie rzeczywistość

– Chce się po prostu powtórzyć za Jezusem: „Proście Pana żniwa, aby wyprawił robotników na swoje żniwo” – mówi ks. dr Tomasz Pocałujko.

ks. Dariusz Sonak: Kilka lat temu został Ksiądz delegowany przez arcybiskupa do pracy w Rzymie, w Kongregacji ds. Duchowieństwa. Czym się ona zajmuje?

ks. dr Tomasz Pocałujko: Można powiedzieć, że szeroko rozumianą problematyką duchownych. Dzieli się na dwie sekcje. Pierwsza obraca się wokół tego wszystkiego, co prowadzi do kapłaństwa, czyli zajmuje się formacją w seminariach i tematyką powołaniową. Natomiast kompetencje drugiej dotyczą bezpośrednio duchownych, tzn. diakonów i prezbiterów. Pracujemy nad tym, co może pomóc w formacji księży i kleryków, np. proponując nowe kierunki czy uwrażliwiając na aktualne sprawy. Dużo czasu pochłaniają też problemy, które wymagają odwołania się do Stolicy Apostolskiej – od zwykłego pytania i nadesłanego listu dotyczących problemu jakiegoś konkretnego księdza, aż po sprawy bardzo trudne, które mogą się zakończyć nawet wydaleniem kogoś ze stanu duchownego. Sprawy są złożone i stoją za nimi konkretni ludzie. Potrzeba czasu, aby je rozeznać i przeanalizować. Wciąż trzeba wiele się uczyć, nie można chodzić na skróty i należy mieć coraz większe serce, coraz wrażliwsze...

W 2013 r. Benedykt XVI przeniósł na waszą kongregację odpowiedzialność za seminaria. Co Ksiądz uważa za priorytet w formacji seminaryjnej?

Krótko ujmując, chodzi o to, aby ksiądz – na swoją miarę i współpracując z łaską – powtórzył „na sobie” życie Jezusa Chrystusa. Myślę, że nie potrzeba więcej, gdy mówimy o priorytetach.

W wielu seminariach w Polsce jest coraz mniej kandydatów, również w naszym. Gdzie szukać przyczyny takiego stanu rzeczy?

Zdecydowanie zacząłbym od wskazania na nas samych, czyli na księży. Co się dzieje, że młodzi ludzie, patrząc na nas i słuchając nas, nie mają pragnienia, by oddać życie Chrystusowi? Może Go za słabo pokazujemy? Może bardziej Go przesłaniamy sobą i naszą osobistą wizją i stylem posługi kapłańskiej? Myślę, że każdy z nas, księży, powinien samemu sobie postawić takie i tym podobne pytania. Owszem, możemy wdrażać jakieś programy, nowe pomysły, akcje powołaniowe. I dobrze, niech one powstają. Jednak w moim odczuciu najlepszym „zapalnikiem” do zrodzenia się w młodym człowieku pragnienia, by zostać księdzem, będzie po prostu kapłan, który – wielkoduszną pracą, bez oszczędzania siebie, a przede wszystkim swoim doświadczeniem bycia z Jezusem Chrystusem – wyzwoli w nim pragnienie, by żyć tak jak on.

Często słyszymy, że współczesny człowiek jest wygodny i nie chce podjąć bardziej wymagającej drogi. Czy to prawda?

Nie oszukujmy się – w dzisiejszym świecie żyje się nam coraz lepiej, nawet jeśli czasami czegoś brakuje. Jeśli mam co jeść, dach nad głową, pracę, fajną dziewczynę czy chłopaka, a świat mnie zapewnia, że to wystarczy, i słyszę to na okrągło, to po co mi Pan Bóg? Mogę jakoś bez Niego przeżyć, prawda? A gdy się do tego jeszcze dołoży to, co słyszymy o Kościele, o księżach, to trudno nawet dziwić się, że nie istnieje sprzyjająca atmosfera, by pójść do seminarium. Powiem więcej, nawet jakoś rozumiem tych, którzy może się wystraszyli. Wyobrażam sobie, że w takich okolicznościach nawet ktoś, kto zastanawiał się nad tym powołaniem, mógł się zachwiać, przestraszyć, a może nawet i jego rodzice, widząc, co się dzieje, odciągnęli swojego syna od takiej decyzji.

Czy możemy zatem mówić o kryzysie powołań? Czy to tylko rewelacje nieprzychylnych Kościołowi mediów?

Choć na pewno nie brakuje takich, którzy „nie pałają wielką miłością do Kościoła” i na pewno nie będą propagować tego, co nazywamy kulturą powołaniową, to nie można nie spojrzeć w oczy nieubłaganym faktom: do drzwi seminariów w Polsce puka coraz mniej osób. Nie da się tego wyjaśnić niżem demograficznym czy emigracją i lepiej postawić sobie pytania, zaczynając od siebie, o swoje kapłaństwo i podjąć wysiłek zbiorowego rozeznania w diecezjach, wśród odpowiedzialnych za budzenie powołań i naprawdę pytać, czego Pan Bóg oczekuje od nas dzisiaj.

Jak zatem spojrzeć na sytuację kryzysową z perspektywy wierzącego?

Otóż, powołanie do kapłaństwa i taki – powiedzmy trochę topornie – „produkt” w postaci księdza to nie żadna oczywistość, do której chyba od wieków przyzwyczailiśmy się w Polsce. Ksiądz to dar, jakkolwiek dziwnie i może nawet prowokacyjnie zabrzmi to niektórym w uszach, gdy słyszą np. o różnych skandalach. Dlatego uważam, że należy również dziękować Panu Bogu za te powołania, które mamy, za tych kleryków, którzy są już w seminariach, by ich samych nie obciążać tą „kryzysową” atmosferą, ale ich wspierać i wzmacniać. Przyszedł – tak czuję – czas, zarówno wśród duchownych, jak i świeckich, na modlitwę, na rozeznanie, na post w intencji powołań i powołanych, jak również w intencji tych, którzy przyszli pomimo wszystko do seminarium, i tych, którzy pełnią posługę kapłańską.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

  • gut
    12.09.2019 16:55
    Relatywizm przymusza do popierania i wybierania zła przez człowieka.
    doceń 0

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL