Nowy numer 49/2020 Archiwum

Jezus trzymał w dłoniach c hmury

– Wtedy pomyślałem, że dla Niego można zrobić wszystko – mówi jeden z olsztyńskich pielgrzymów.

Istotę Medjugorja można opisać za pomocą kilku prostych słów: modlitwa, cisza, skupienie, Eucharystia, adoracja, post, sakrament pojednania – powiedział abp Henryk Hoser, wizytator apostolski dla parafii w Medjugorju, w rozmowie z KAI. – To są mocne strony tego miejsca. Nie można Medjugorja utożsamiać tylko z miejscem geograficznym, [to są] przede wszystkim ludzie, którzy tu przyjeżdżają, którzy się tu modlą, tutaj się przemieniają, stąd wyjeżdżają do swoich krajów i tam niosą ducha Ewangelii, jakiego tu zaczerpnęli – dodał arcybiskup.

Ten sam duch

Festiwal Młodych w Medjugorju. Ponad 50 tys. pielgrzymów z 80 krajów świata. Wśród nich – młodzi z Olsztyna. Przez pierwsze dni sierpnia wspólnie z Maryją przeżywali swoją młodość, poszukując prawdy o Jezusie Chrystusie, nawiązując relacje z Nim i z rówieśnikami.

– Wiele osób myśli, że jeśli jedzie się do Medjugorja, to po to, żeby zobaczyć objawienia Matki Bożej, że to jest główny cel takiego wyjazdu. Ale to nie tak. Skupienie się na sensacji może doprowadzić do tego, że zagubi się sens duchowy tego miejsca. Ja już po raz trzeci byłam na Festiwalu Młodych – o objawieniach prawie się nie wspomina. One tworzą atmosferę tego miejsca, człowiek jest ich świadomy i przez to otwiera szerzej serce na łaskę Bożą, bo tyle cudów, nawróceń, przeżyć duchowych... Ale kiedy tam jedziesz, myślisz przede wszystkim o swojej duszy. Tęsknisz za pokojem, za miłością i tam to znajdujesz. Jedziesz, żeby się pomodlić, spędzić czas na rozmowie z Panem Bogiem, z Maryją – opowiada Antonina.

– W programie festiwalu nie ma spotkań z wizjonerami, nie wspomina się o nich. Tak że mówiąc o spotkaniu młodych, chyba nie warto się na tym skupiać, można co najwyżej wspomnieć. Bo festiwal to rekolekcje, w których jednocześnie biorą udział dziesiątki tysięcy osób. Wiele wydarzeń, wielkie modlitwy... Atmosfera jak na Światowych Dniach Młodzieży, ten sam duch – uważa Damian, który w Medjugorju był pierwszy raz.

Sercem widziałem...

Program spotkania obejmował Różaniec, modlitwę na placu przed kościołem św. Jakuba, katechezę i świadectwa członków ruchów kościelnych. Po wieczornej Mszy św. odbywała się procesja maryjna przy zapalonych świecach, a także adoracja Najświętszego Sakramentu. Całości przyświecało hasło, słowa Jezusa: „Pójdź za mną”. – Wyobraź sobie, że Jezus idzie pośród was, przechodzi przed tobą i zatrzymuje się przy tobie, tak jak się zatrzymał przed Piotrem i innymi apostołami, patrzy na ciebie i mówi: „Pójdź za Mną”. Podobnie Bóg zaprosił inną osobę, Maryję, młodą dziewicę z Nazaretu. Kiedy Bóg poprzez Jezusa mówi ci: „Pójdź za Mną”, znaczy to, że On, Bóg, pochyla się nad tobą, że się w tobie zakochuje. Oznacza to, że ukradłeś Mu serce i On napełnia cię światłem – mówił w homilii abp Luigi Pezzuto, nuncjusz apostolski w Bośni i Hercegowinie, Czarnogórze oraz Monako.

– Plac, pełno rozmodlonych młodych ludzi. Różaniec, później cisza... I długa Eucharystia, ale wspaniała. Kocham Eucharystię, więc był to dla mnie cudowny czas! Później adoracja Najświętszego Sakramentu. Sercem widziałem, że Pan Jezus jest, On tu prawdziwie stoi, jest żywy. I pełno ludzi oddaje się w Jego ręce, klęczą, niektórzy patrzą Mu w oczy, inni skrywają twarze w dłoniach. A warunki trudne, tłumy na placu, jeden obok drugiego, ciasno, a mimo tego wszyscy razem pogrążeni w rozmowie z Jezusem – opowiada Damian.

Twarzą w twarz

– Każdy, kto przybywa do Medjugorja, szuka Chrystusa i celu życia. Tylu ludzi szuka go każdego dnia. Kiedy opowiadają nam, jak gubią się młodzi, wystarczy przyjechać tu i zobaczyć powód do wielkiej nadziei. Modlitwa zaczyna się tu o osiemnastej i trwa przez ponad cztery godziny. Ludzie szukają tu pokoju i pojednania, dlatego jest tu tyle konfesjonałów. Jest to miejsce modlitwy i pojednania – mówił w katechezie abp José Rodríguez Carballo. – Kiedy tu jadę, najbardziej czekam na spowiedź świętą – przyznaje Antonina. Jej zdaniem w codziennym biegu trudno jest o głęboką spowiedź. Bo myśli o sobie nieustannie przeplatają się z tymi o obowiązkach, przeżytych wydarzeniach, rozmowach. Ciągle są jakieś rozkojarzenia.

– A Medjugorje to konfesjonał świata. Jest tam wielu księży, a spowiedzi są bardzo głębokie, trwają długo. Udaje się dzięki nim dotrzeć do sedna sprawy. Mówi o tym wielu z nas. To są rozmowy od serca. Nie mają charakteru klasycznej spowiedzi – siadasz na krześle, twarzą w twarz z kapłanem. Widzisz jego mimikę, każdy gest – i nagle czujesz, że nawiązujesz prawdziwą relację, że tak Jezus rozmawiał zawsze z napotkanym człowiekiem. Czujesz więź z kimś, kogo widzisz pierwszy raz. I czujesz, że ufasz, że możesz dziś otworzyć się przed samym Chrystusem. Tak lepiej wyznaje się grzechy. To jest spowiedź, którą zachowuje się w sercu na długi czas. Wiele osób w świadectwach mówiło, że przeżyli spowiedź, która odmieniła ich życie, że przewartościował się ich świat, że w Jezusie jest przebaczenie. Do tego często wracam myślami – mówi Antonina. Pielgrzymi mówią, że o powrocie do Medjugorja zaczyna się myśleć prawie natychmiast po jego opuszczeniu.

– Wróciłbym tam dla Mszy św., dla adoracji. Obie kocham – uśmiecha się Damian. – Można posiedzieć z Panem Jezusem, wyłączyć się i po prostu z Nim być – dodaje. Wspomina wejście na Križevac. Krótki sen, odczuwane zmęczenie i trud drogi, wspinaczka przed świtem, by wziąć udział w Eucharystii o piątej rano. – Wtedy pomyślałem, że dla Jezusa można zrobić wszystko – wyznaje.

Płońmy wiarą

Jedną z niezapomnianych chwil była dla pielgrzymów procesja maryjna. Kilkadziesiąt tysięcy osób szło w nocy z zapalonymi świecami. – I wtedy zaczęło się błyskać. Burza w oddali. Widowiskowe błyskawice, jak z programu przyrodniczego... – wspomina Antonina. – Wcześniej na Mszy św. pojawiło się przesłanie: „Wy jesteście światłością świata”. Dlatego kiedy potem staliśmy w procesji ze świecami, a w oddali niebo rozjaśniały błyskawice, pomyślałam: „Nie pozwól w sobie zgasić światła”. Jesteśmy młodzi, delikatni, nieukształtowani, a otaczają nas różne osoby – błądzące, ulegające wartościom świata. One mogą chcieć zgasić drugiego człowieka, który płonie Jezusem. Zatem apeluję: nie dajmy się zgasić, płońmy wiarą! Pątnicy wspominają, że choć w oddali szalała burza, podczas procesji nie spadła na nich ani kropla deszczu. Rozpadało się dopiero po zakończeniu modlitwy.

– Jakby Pan Jezus nie pozwolił zgasić świec i na czas modlitwy trzymał w dłoniach chmury, a później uwolnił je, aby obmyć nas ciepłym deszczem. Pomyślałem, że Bóg nas oczyszcza, zmywa kurz i daje orzeźwienie – wspomina Damian. – Nic nie zależy ode mnie, wszystko od Pana Boga. Jemu tam zawierzam całe życie, moją młodość. W codzienności to umyka. A pielgrzymka jest okazją do zatrzymania się, przemyśleń – dodaje Antonina.

To nie zabawa

– Wiozę ich do Matki Bożej, żeby Ona się nimi zaopiekowała, żeby doświadczyli obecności Boga. Co roku wiem, że coś będzie się działo, że będą duże owoce tego wyjazdu... Chętni mogli powiedzieć świadectwo. A doświadczenia były różne. Jedną osobę poruszyło wydarzenie, które uświadomiło jej, że szatan istnieje, potrafi manifestować swoją obecność. Postanowiła wyspowiadać się z całego życia, widząca, że zło to nie abstrakcja, choć świat może jej wmawiać co innego. Przekonała się, że życie to nie jest tylko zabawa. Na pewno wielu innych młodych z czasem zobaczy w sobie owoce czasu spędzonego w Medjugorju – mówi ks. Krzysztof Laska, duszpasterz opiekujący się młodzieżą podczas wyjazdu.

– Wspaniałe doświadczenie wspólnoty młodych z całego świata. Tym, czym się dzieliliśmy, jest miłość. To sprawia, że do Medjugorja jeździmy z radością – dodaje duszpasterz.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama