Nowy numer 33/2020 Archiwum

Od tego trzeba zacząć

O obowiązkach wobec wspólnoty, ale także wobec siebie nawzajem mówią Alina i Jan Pilipienkowie.

ks. Dariusz Sonak: Domowy Kościół jest Wam bardzo dobrze znany od wielu lat. Jak wyglądał początek Waszej drogi w tej wspólnocie?

Alina Pilipienko: 28 lat temu zaczęliśmy naszą przygodę. Sąsiad zaprosił nas na spotkanie rodzinne. Zdziwiliśmy się, że obcy ludzie chcą, byśmy uczestniczyli w ich rodzinnym wydarzeniu, ale poszliśmy. Okazało się, że było to spotkanie Domowego Kościoła, a oni wówczas byli parą diecezjalną. Byli to dziś już nieżyjący Elżbieta i Bolesław Kochańscy. Tak weszliśmy nie tylko do ich domu, ale na dobre weszliśmy do wspólnoty. Oni dzielili się z nami dobrem, drogą, którą sami przeszli w małżeństwie. Podjęliśmy decyzję, że chcemy też taką drogą pójść.

Bycie we wspólnocie to z pewnością piękna przygoda. Jednak nie każdy ze środowiska, w którym żyjemy, potrafi na to spojrzeć przychylnie i czasem pojawiają się trudności, a niekiedy odrzucenie. Co dla Was było trudnością?

Jan Pilipienko: Wspólnota umacnia nas w dążeniu do świętości – pojedynczo, w małżeństwie i we wspólnocie. Zwyczajnie jesteśmy w grupie ludzi, którzy żyją takimi samymi wartościami. Bez wątpienia ułatwia to kroczenie Bożą drogą. Pamiętam jednak, że gdy wstąpiłem do Krucjaty Wyzwolenia Człowieka 24 lata temu, a było to w dzień urodzin jednego z naszych czterech synów, spotkałem się z różnymi reakcjami, szczególnie kolegów z pracy. Przeświadczenie, że kto nie pije, ten donosi, wówczas było jeszcze powszechne. Dzisiaj już to inaczej wygląda, nawet w społeczeństwie. Na tamten czas było to wyraźne niezrozumienie wyrzeczenia.

A jak wyglądało wprowadzenie rodziny w świat Domowego Kościoła?

A.P.: W naszej rodzinie wspólnota była czymś naturalnym. Gdy zaczynaliśmy formację, nasz pierwszy syn miał trzy lata, a drugi roczek. Od początku żyli tym, czym my. Jeździli z nami na rekolekcje wakacyjne, poznawali „wujków” i „ciocie” ze wspólnoty. Pamiętam, że gdy już dorastali, jeździli na różne kolonie. Czasem kolidowały z rekolekcjami i ostatnie dni ich omijały. Ze łzami w oczach wyjeżdżali z rekolekcji. Dzisiaj są już dorośli i przyjmują nas oraz ludzi, którzy są naszą wspólnotą.

Od nowego roku formacyjnego przejmujecie funkcję pary diecezjalnej. Czym są dla Was ten wybór i funkcja?

A.P.: Dla mnie to był szok. Mieliśmy wyjechać do rodziny na Pierwszą Komunię św. Zadzwonił telefon z informacją o wyborze i nie dowierzałam. Zgodziłam się na kandydaturę, ale nie przypuszczałam, że padnie na nas. Musimy wziąć odpowiedzialność za całą wspólnotę, za formację i małżeństwa. W sumie teraz w diecezji jest 39 kręgów i 5 pilotowanych. Z każdego małżeństwa i kręgu trzeba się cieszyć. Zawsze jednak może być ich więcej. Nie chodzi o liczbę. Mamy nadzieję, że Duch Święty nas poprowadzi i pomoże w zachęcaniu do relacji z Bogiem i wspólnoty. Bez wątpienia naszym zadaniem będzie ewangelizacja. J.P.: Zostaliśmy pierwszy raz wybrani jako para diecezjalna. Mamy przyjaciół, którzy już byli parami diecezjalnymi, więc z pewnością będą służyć nam pomocą. Przed nami – od zewnątrz – organizacja rekolekcji wakacyjnych, pielgrzymki do Kalisza czy też dni wspólnoty. Od wewnątrz – praca nad zobowiązaniami małżeńskimi, a szczególnie z dialogiem małżeńskim.

Jako para diecezjalna bierzecie odpowiedzialność za konkretnych ludzi, zarówno przed Bogiem, jak i przed wspólnotą. Czy ten ciężar jest dla Was odczuwalny?

A.P.: Oczywiście, że tak, ale wiem, że nie zostajemy sami, bez wsparcia. Pierwszy krok to zawierzenie Matce Bożej Gietrzwałdzkiej całej wspólnoty. Postanowiliśmy też raz w tygodniu Msze św. poświęcać w tej intencji. Od tego trzeba zacząć. J.P.: Mieliśmy obraz Matki Bożej Gietrzwałdzkiej schowany pośród innych. Teraz musi być na honorowym miejscu i Ona ma nas wspierać. Sami sobie nie poradzimy.

dariusz.sonak@gosc.pl


Gdzie ich spotkać?

W 3. niedziele miesiąca o 13.15 w kościele Chrystusa Odkupiciela Człowieka są Msze św. za małżeństwa, a po Mszy – spotkania w oratorium.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama