Nowy numer 44/2020 Archiwum

Wierzę, że jestem Bogu po trzebny

W tym roku arcybiskup senior Edmund Piszcz kończy 90 lat.

Urodził się 17 listopada 1929 r. w Bydgoszczy. Studiował w Wyższym Seminarium Duchownym w Pelplinie, a święcenia kapłańskie przyjął 10 maja 1956 r. W kwietniu 1982 r. został mianowany biskupem pomocniczym diecezji chełmińskiej, a w maju 1982 r. otrzymał święcenia biskupie. Na Warmię przybył w 1985 r. jako administrator apostolski sede plena diecezji warmińskiej. W 1988 r. został biskupem diecezjalnym, a w 1992 r. w wyniku reorganizacji struktur kościelnym – arcybiskupem.

Najważniejszą wartością jest miłość

– Dom rodzinny był domem atmosfery religijnej, nieprzesadnej, ale wszyscy wiedzieliśmy, że Bóg jest, kocha nas i my Jego też powinniśmy – wspomina abp Piszcz. To właśnie z domu rodzinnego wyniósł między innymi kult Matki Bożej Nieustającej Pomocy, do której wezwanie znalazło się na jego obrazku prymicyjnym, czy podstawowe wartości, takie jak miłość czy prawda, które potem znalazły odzwierciedlenie w obranym przez niego zawołaniu biskupim: „Diligimus opere et veritate”, czyli „Miłujmy czynem i prawdą”. – W domu nigdy nie było przyzwolenia na kłamstwo czy nieuczciwość; panowało dążenie do tego, by być prawdziwym. Doświadczaliśmy tego ze strony i matki, i ojca – mówi arcybiskup senior. Za największą wartość uznaje miłość.

– Z miłością utożsamił się Chrystus i dlatego za każdym razem, kiedy mówimy o miłości, żyjemy miłością, wtedy również promieniujemy i zarażamy innych, głosząc Pana Boga. Nie ma lepszego apostolstwa niż właśnie poprzez miłość. Musimy ją jednak odpowiednio zrozumieć – nie jako ckliwe, zdawkowe, przelotne uczucie, a jako zobowiązanie, często pewien trud, jaki należy podjąć. Miłość musi być bezinteresowna, ofiarna, a nade wszystko wierna, co dla dzisiejszego człowieka jest niesłychaną trudnością, ponieważ niejednokrotnie z góry wyklucza wierność, co jest tragicznym nieporozumieniem. Miłość na pewno nie jest łatwa, bywa różnie rozumiana, ale patrząc na Jezusa, Jego słowa, czyny, przykład z Ewangelii, poznajemy wartość, która dźwiga człowieka i najlepiej łączy go z Bogiem – przekonuje abp Edmund.

Mówiąc o swojej drodze powołania, nie wskazuje momentów przełomowych, ale mówi o ciągłym pogłębianiu więzi z Chrystusem. – Wiele zawdzięczam moim katechetom, przed wojną, jak i po niej. Rola katechety jako pewnego przewodnika, albo inaczej – świadka, jest decydująca w tym aspekcie, że poznaje się różne kwestie nie tylko teoretycznie, ale również jako praktyczne naśladowanie. Wspominam zwłaszcza dwóch moich katechetów, którym ogromnie dużo zawdzięczam; oni uczyli mnie religii i w rezultacie gdzieś tam, w całej tej atmosferze rodziło się powołanie – wspomina hierarcha. Dodaje, że w każdym środowisku (np. w Pelplinie czy na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim) można było zyskać bardzo dużo, pod warunkiem że chciało się z tego bogactwa korzystać.

– Studia, różne rekolekcje, kontakty z ludźmi, którzy ubogacali... to wszystko można nazwać coraz głębszym wnikaniem, pogłębianiem więzi z Panem Jezusem. Widzę swoje życie jako pewną ciągłość, gdzie Jezus jest tą rzeczywistością, którą człowiek ciągle poznaje. Jest to rzeczywistość, którą człowiek cały czas się w jakiejś mierze zachwyca i ma świadomość, że to nigdy nie jest pełnia: że Chrystusa można jeszcze bardziej poznać, ukochać. Jednocześnie w tym przybliżaniu się do Niego widać również coraz lepiej całą swoją małość, coś, co nazwałbym swego rodzaju niegodnością.

Tak jak człowiek, kiedy zbliża się do światła, widzi coraz lepiej, tak i tutaj – im większy, lepszy kontakt z Jezusem, tym większa świadomość, że są we mnie pewne słabości, wady, grzechy, ale jednocześnie coraz lepiej poznajemy, że On otacza nas coraz bardziej swoimi łaskami. Wówczas rodzi się coś naprawdę głębokiego, a pojawia się również pokora. A skoro o tym mówimy, to pamiętajmy, że pokora jest prawdą, a prawda jest tą wartością, której człowiek bardzo potrzebuje. Chrystus powiedział, że prawda nas wyzwoli – tam, gdzie jest kłamstwo, nigdy nie ma pełnej wolności – mówi arcybiskup.

Sukcesy bez porównania

Jako jedno z najważniejszych wydarzeń w historii Warmii i Mazur abp Edmund Piszcz wymienia wizytę Jana Pawła II z 1991 roku.

– Wydarzenie tego formatu chyba już nigdy się nie powtórzy. Okres przygotowania był trudny, pracowity, chodziło bowiem nie tylko o to, że przyjedzie Ojciec Święty, ale przede wszystkim o to, żeby jego wizyta zrodziła jakieś owoce, które będą trwałe. Żeby to spotkanie nie było chwilowe, przypadkowe, ale żeby pozostawiło wyraźne ślady. Myślę, że bardzo wymowny i cenny był fakt, że Warmii i Mazurom przypadło przykazanie: „Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu”, które Ojciec Święty zredukował do pojęcia prawdy. W homilii wiele mówił o prawdzie, odpowiedzialności i strasznej rzeczy, jaką jest oddanie prawdy w służbie kłamstwu. Te słowa były i nadal są bardzo cenne – przyznaje abp Edmund. W historii archidiecezji warmińskiej abp Piszcz z pewnością zostanie zapamiętany jako ten, który wzniósł nowy gmach Wyższego Seminarium Duchownego Metropolii Warmińskiej „Hosianum” w Olsztynie, a także erygował ponad 100 parafii.

– To był trudny czas, kiedy władze nie chciały udzielać pozwoleń na budowę kościołów. Kiedy przyszedłem tutaj w 1985 r., w Olsztynie było siedem parafii. Wspólnie z księżmi postaraliśmy się o zwiększenie ich liczby do 21, teraz są już 22 parafie. To była ciężka, ale bardzo potrzebna praca: np. Mrągowo, ogromnie rozległa terytorialnie miejscowość, gdzie działała jedna parafia. W tej chwili jest ich pięć. W Ostródzie, która dynamicznie się rozrastała, na początku też była jedna parafia. Teraz jest ich dziewięć. Ponad 100 kościołów powstało dzięki pracy, determinacji i staraniom wielu księży, którzy te świątynie budowali – podkreśla arcybiskup senior. Mówiąc o swojej dotychczasowej pracy, abp Piszcz skromnie podkreśla, że nie ma specjalnych sukcesów, a największą radością w jego posłudze kapłańskiej zawsze było duszpasterstwo.

– Nie da się porównać tego, co zewnętrznie jest piękne, wielkie, z pojednaniem z Bogiem człowieka, który wiele lat temu się od Niego odwrócił. Homilie, spowiedzi... wszystkie te elementy duszpasterstwa, w których człowiek może odnaleźć Boga, przybliżyć się do Niego, żyć z Nim – to jest ta praca, na którą składają się nasz wysiłek i łaska Boża. Jest to często praca bardzo cicha, spokojna, nieefektowna, ale najważniejsza w duszpasterstwie – podkreśla abp Piszcz. Mimo 90 lat abp senior Edmund Piszcz nadal jest bardzo aktywny, przewodniczy uroczystościom, nagrywa homilię dla Radia Olsztyn, dla wielu osób jest przykładem niestrudzonego głosiciela Ewangelii.

– Niczego nowego nie wymyślam – każdego dnia jest coś do zrobienia i po prostu trzeba to zrobić. Pan Bóg jakoś daje siły, chodzi chyba o to, by mniej myśleć o sobie, a bardziej o tym, co jeszcze jest do zrobienia i w czym jeszcze możemy być Panu Bogu potrzebni. Fascynują mnie słowa: „Błogosławiona, któraś uwierzyła”. Wielu może się zastanawiać: jak to? To Maryja wcześniej nie wierzyła w Boga? Ona uwierzyła, że jest Panu Bogu potrzebna. To jest niezwykle istotna część naszej wiary – żebym nie tylko wierzył w Boga, ale też w to, że jestem Mu potrzebny. Jeśli wiem, że jestem Bogu potrzebny, to Bóg da mi wszystkie potrzebne łaski. Ja wierzę w to, że jestem Bogu potrzebny w takich czy innych sprawach – mówi arcybiskup.


Uroczystości patronalne

Odbędą się 16 listopada. Msza św. w intencji dostojnego jubilata i solenizanta odbędzie się w WSD MW „Hosianum” w Olsztynie o godz. 12.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama