Nowy numer 50/2019 Archiwum

Nic nie musisz mówić

Tu przebywasz z żywym Panem Jezusem. To największy zaszczyt.

Czasem trzeba przebyć tysiące kilometrów, by Duch Święty mógł zainspirować. W odległych Stanach Zjednoczonych w pewnym kapłańskim sercu zasiał On myśl, która nie dawała kapłanowi spokoju, dopóki nie wypełnił woli Bożej. – Posługiwałem tam i odwiedziłem parafie, gdzie trwała dzienna lub całodobowa adoracja Najświętszego Sakramentu. Pomyślałem, że może i u nas powinna być taka adoracja. Rozmawiałem z miejscowym księdzem i podzieliłem się swoją myślą i obawami: czy u mnie znajdą się ludzie, kto przyjdzie. A on odpowiedział: „Daj szansę Jezusowi” – śmieje się na wspomnienie swoich wątpliwości o. Jan Kwiecień CSsR.

Po powrocie do Polski o. Jan opowiedział parafianom w Braniewie o pomyśle na całodzienną adorację. Mijały lata, ale nic się w tej sprawie nie działo. Aż w końcu pojawiły się pytania: „Ojciec mówi o tej adoracji i mówi, i nic. Będzie?”. − Kaplica była wtedy jeszcze nieprzygotowana, trzeba było ją wyremontować. Kiedy w końcu wszystko było gotowe, w ciągu dwóch tygodni zgłosiło się sześćdziesiąt osób! Nieustannie zachęcałem i nadal zachęcam ludzi, by przychodzili, wstąpili do wspólnoty. Efekt? Dziś już ponad sto osób trwa na codziennej adoracji Pana Jezusa – podkreśla o. Jan.

Po prostu jestem

− Oddałem swoje życie Matce Bożej Miłosierdzia, a Ona tak mnie poprowadziła, że zakochałem się w Chrystusie, w Najświętszym Sakramencie. Adoracja sama do mnie „przyszła”. Na początku raz w miesiącu, przez całą noc. Nawet nie czułem zmęczenia. Tak przybliżałem się do Pana Boga – wspomina Stanisław, jeden z uczestników adoracji. Kiedyś było inaczej. – Kiedy kapłan wystawiał Najświętszy Sakrament, denerwowałem się. Ile to będzie trwało? Tyle jeszcze spraw do załatwienia! Aż kiedyś Zosia zaproponowała mi wspólnotę adoracji. Powiedziała, że wystarczy zapisać się na jakąś godzinę w ciągu tygodnia, by trwać z Jezusem. Zrobiłem to. Dziś poza wyznaczonym terminem, w wolnych chwilach, także zaglądam do kaplicy. Początkowo przed Najświętszym Sakramentem dużo się modliłem. Różaniec, koronka, litanie… Wszystko szybko, żeby zdążyć wszystko odmówić. A Pan Jezus? Nie wiem, czy zdołał wszystkiego wysłuchać – uśmiecha się Stanisław. – Moje serce się jednak zmieniało. Teraz szkoda mi czasu na zarzucanie Boga modlitwami. Odmawiam je w domu. A tu, w kaplicy, kiedy przychodzę do żywego Boga, po prostu jestem. Czasem nawet słowa nie powiem. Pewnego dnia usłyszałem: „Nic nie musisz mówić, nic” – wspomina. Tak Jezus żywy odmienia jego życie.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama