Nowy numer 42/2020 Archiwum

Odnowiciel rozdaje prezenty

Święty Mikołaj z Miry znany jest m.in. z tego, że stawał w obronie pokrzywdzonych, wspierał potrzebujących, rozdawał również pieniądze i podarunki. – Czynił wiele cudów i nadal je czyni. Nasza parafia jest tego najlepszym przykładem – mówi ks. Wojciech Puszcz.

Pięć lat temu w kościele św. Mikołaja w Grzędzie wybuchł pożar.

– To był 27 kwietnia 2014 r., dzień kanonizacji św. Jana Pawła II i św. Jana XXIII. Po niedzielnej Mszy św. wszyscy rozeszli się do domów, by oglądać relację z uroczystości. Ja musiałem wyjechać w sprawach osobistych i kolejna Msza św. miała być dopiero w środę. W poniedziałek miały przyjść panie posprzątać kościół, ale uznały, że zrobią to we wtorek. Inna pani miała przyjść po ornat, ale stwierdziła, że może to zrobić następnego dnia. Sąsiad, który zawsze otwiera kościół, by się wietrzył, mówi, że sam nie wie, dlaczego tego nie zrobił... Te trzy „zbiegi okoliczności” sprawiły, że pożar w kościele został odkryty dopiero we wtorek wczesnym popołudniem – opowiada ks. Wojciech Puszcz, proboszcz parafii.

Spaliły się ołtarz posoborowy, balaski i ambonka, obrazy popękały od gorąca, sufit był cały osmolony. – Ogień zatrzymał się na tabernakulum i na krzyżu. Biegli stwierdzili, że ogień zgasł dlatego, że zabrakło tlenu, choć trudno w to uwierzyć, ponieważ kościół jest stary, drzwi i okna ma nieszczelne. Uważamy to za cud za wstawiennictwem naszego patrona – podkreśla ks. Wojciech. Dodaje, że pożar rozprzestrzenił się prawdopodobnie od świecy olejowej.

– Knot mógł wpaść do środka, tuba się przepaliła i wybuchł pożar. Największy ogień pojawił się od razu po Mszy, ale że akurat to był dzień kanonizacji, wszyscy siedzieli w domach – tłumaczy ks. Puszcz i dodaje, że to niejedyna zaskakująca okoliczność. – To by okres Wielkanocy i akurat w tym roku postanowiliśmy urządzić grób Pański nie w bocznym ołtarzu jak zwykle, ale w ołtarzu głównym. Musieliśmy przez to wciągnąć obraz św. Mikołaja do góry ołtarza. Gdyby został na swoim miejscu, to prawdopodobnie pod wpływem temperatury werniks zacząłby się ulatniać i nastąpiłby samozapłon – tłumaczy kapłan.

Przez pół roku proboszcz wraz z wiernymi walczyli, żeby pozbyć się zapachu spalenizny. Przez ostatnie 5 lat, od momentu pożaru, trwa wielkie odnawianie kościoła – czyszczenie ścian, wzmacnianie tynków sufitowych, renowacja ołtarzy. Pracy nadal jest wiele – zniszczone farby, malunki, konieczne jest dalsze odnawianie ołtarzy, odnowienie ścian. – Pracy nie brakuje, ale tak jak kiedyś św. Mikołaj działał cuda, tak nadal je czyni. Daje nam prezenty w postaci sponsorów, dobrych ludzi, którzy nam pomagają. Jesteśmy małą, biedną wspólnotą, ale robimy, co możemy, i wierzymy, że nasz patron nas w tym wspiera – mówi ks. Wojciech.

– Nie da się do końca zrozumieć, dlaczego ogień się zatrzymał, dlaczego to wszystko się nie spaliło... Mu uważamy to za cud. Dopiero po pożarze, kiedy podczas odpustu odmawialiśmy litanię do św. Mikołaja, uświadomiłem sobie, że jednym z wezwań, jakimi zwracamy się do naszego patrona, jest: „odnowicielu świątyń Bożych”. Tu nie ma przypadków. Uważam, że to bardzo wyraźny znak obcowania świętych. Naprawdę warto korzystać z ich orędownictwa – uważa ks. Wojciech.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama