GN 31/2020 Archiwum

Jak Bóg chce!

– Wciąż potrzebujemy ludzi, którzy będą zajmować się ewangelicznymi „maluczkimi”. Tych, którzy będą nieść światło jak matka Regina. Potrzebujemy ludzi jej charyzmatu – mówi s. Łucja Jaworska CSC.

W XVI wieku młoda i zamożna 19-letnia Regina Protmann postanowiła pozostawić swój dom rodzinny i zamieszkać z dwiema koleżankami w starej kamienicy obok kościoła św. Katarzyny Aleksandryjskiej w Braniewie. A wszystko po to, by pójść za Jezusem i służyć ubogim, chorym i cierpiącym. Jej zawołaniem były słowa: „Jak dobry Bóg chce!”. W liturgii wspomnienie Reginy Protmann przypada 18 stycznia. Do dziś założone przez nią siostry katarzynki są najbardziej rozpoznawalnym zgromadzeniem zakonnym w naszej diecezji. Błogosławiona Regina nakazała swoim duchowym córkom troskę o chorych. Jeden z domów wpisujących się w ten charyzmat znajduje się w Lidzbarku Warmińskim. Tam siostry zajmują się osobami w podeszłym wieku.

Zarządza On

– Z tej posługi czerpię radość, mogę być w pewnym sensie mamą dla tych starszych ludzi. W ten sposób Pan Bóg „porusza” mój potencjał macierzyński. I jak to jest w miłości: nie tylko daję, ale też dużo czerpię. Zasiana miłość wraca do mnie bardzo szybko – mówi s. Anna Lis CSC, pielęgniarka. W domu posługuje już 15 lat. – To już spory kawałek czasu. Dla mnie to praca i służba. Z jednej strony to nasze źródło utrzymania dla wspólnoty. Z drugiej konkretna służba drugiemu człowiekowi. To jest nasz dom i możemy być w każdej chwili z naszymi chorymi – dodaje.

Lidzbarski dom sióstr istnieje od 1587 roku. To jeden z najstarszych konwentów, który założyła sama bł. Regina. Od początku istnienia siostry posługiwały chorym. W 2005 r. otworzyły całodobowy dom opieki dla osób starszych. – Nieraz zastanawiam się: dlaczego tutaj? Tutaj mogę po prostu dawać. Widzę kruchość ludzkiego życia w starości. Mam świadomość, że ci ludzie bez opieki osób trzecich nie potrafią już egzystować i wykonać najprostszych czynności – mówi s. Klaudia Gontarska CSC, przełożona domu. To jest pierwsza placówka, w której nie tylko opiekuje się chorymi, ale także jest dyrektorką domu opieki. – Wszystko z naszej strony jest służbą. Bez Boga wszystko by poległo. Kiedy przychodzą trudniejsze chwile, często przypominam sobie, że to On zarządza, i wtedy wszystko jakoś się układa – tłumaczy.

Mój dom i rodzina

Oprócz sióstr w domu opieki zatrudnione są również osoby świeckie. – Zadomowiłam się tutaj na dobre – mówi Sabina Ciereszko. – Nie ukrywam, że jest to praca ciężka fizycznie i psychicznie. Czasem potrzeba ludzkiej cierpliwości. Moja obecność tutaj to dla mnie dar od Pana Boga. Wciąż uczę się pokory – dodaje. Siostry pod opieką mają obecnie 23 podopiecznych w różnym stanie. – Jestem zadowolona z troski, jaką jesteśmy tutaj otoczeni. Przede wszystkim mogę rozmawiać o moich problemach, o tym, co mnie niepokoi – nie tylko na temat zdrowia, ale i tego, co jest bolączką serca. Na co dzień siostry są dla nas dużym wsparciem i pomocą – mówi 89-letnia pani Aleksandra, podopieczna.

– To już jest nasz dom i nasza rodzina – dodaje pani Nadzieja. – Tak naprawdę wszystko tutaj kręci się wokół podopiecznych. Ocieramy się o wiele problemów związanych z funkcjonowaniem domu. Czasem zastanawiamy się, jak ogarnąć finanse od pierwszego do pierwszego – opowiada s. Klaudia.

Błogosławiona winowajczyni

Siostry podkreślają, że największą trudnością, z jaką się spotykają, jest bezradność w obliczu cierpiącego człowieka. – Gdy widzę, jak nasi podopieczni zaczynają ciężko chorować i ludzkie możliwości pomocy już nie wystarczają, wtedy proszę Boga, by On w to wszedł – opowiada s. Anna. – Na szczęście nie wszystko ode mnie zależy i Pan Bóg ma duże pole do działania. Momenty odchodzenia naszych podopiecznych to lekcja pokory – oddaję Mu wszystko, bo wtedy mogę przyjąć też moją bezsilność – tłumaczy.

– Niby jesteśmy przygotowane na to, że nasi podopieczni odchodzą, i dobrze wiemy, że idą przecież do Boga. Jednak gdy przychodzą takie momenty, to nie jest to łatwe – mówi s. Klaudia. – Sens istnienia tego domu to nasza matka Regina. Ona była bardzo wrażliwa na ludzkie cierpienie i biedę. To ona jest winowajczynią tego domu. Gdy stany naszych domowników zaczynają się pogarszać, proszę ją o wsparcie i wołam: „Matko Regino, pomóż!”. Wiem, że ona tutaj czuwa – dodaje.

Po prostu kocham

Matka Regina swoim duchowym córkom nakazała także edukację dziewcząt oraz troskę o kościoły. Dlatego siostry można spotkać jako katechetki, opiekunki w przedszkolach czy też w zakrystiach. W kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa w Olsztynie taką posługę pełni s. Paula Formela CSC.

– Nasza założycielka wyznaczyła nam troskę o kościół i Kościół – mówi s. Paula. – Troszczę się o to, co do liturgii jest potrzebne: szaty, naczynia liturgiczne, ołtarz. Wiem, że służę Jezusowi, który zaraz przyjdzie podczas Mszy św. Z kolei kontakt z ludźmi i praca z nimi to troska o Kościół – tłumaczy. Siostra ceni sobie kontakt z innymi. – Przez zakrystię przewija się wiele osób. Jedni przychodzą zamówić intencję, drudzy po opłatek przed Wigilią, a trzeci na stałe wpisują się w to miejsce – to lektorzy, młodzież ze scholi. Do nich posyła nas matka Regina. Spełniam się w tym i nic więcej czasem nie trzeba. Po prostu kocham posługę w zakrystii – dodaje.

Dzisiaj istnieją cztery prowincje zgromadzenia katarzynek: polska, niemiecka i dwie brazylijskie, a w nich – ponad 550 sióstr, z czego 132 w prowincji polskiej. W ojczystej prowincji katarzynki mają obecnie 24 domy w Polsce, trzy w Rosji i jeden na Białorusi. Pracują także na misjach w Afryce od 1983 roku. Najpierw było Togo, a później doszły Kamerun i Benin. Aktualnie w tych trzech krajach pracuje pięć sióstr z Polski: cztery w Togo i jedna w Kamerunie. – Matka Regina, gdy zakładała nasze zgromadzenie, widziała potrzeby ludzi i to był dar dla niej od Boga. Dzieliła się nim do końca swoich dni – mówi s. Łucja Jaworska CSC. – Bieda, opuszczone dzieci, rozłam spowodowany reformacją, zaniedbana edukacja i potrzeba służby w kościołach. Ona to wszystko widziała – wymienia. – Okazuje się, że dzisiejsze czasy są bardzo podobne. Wyzwania, jakie nam postawiła, nie tracą na znaczeniu, choć w niektórych obszarach przybierają inną formę – dodaje.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama