Nowy numer 2/2021 Archiwum

Miłość nie potrzebuje słów

Czują się, jakby zagarniały flagami modlitwę wszystkich ludzi i wznosiły ją ku niebu.

Nasza modlitwa wymaga pokory, trzeba zapomnieć o sobie, o tym, co ludzie pomyślą, nie mieć pragnienia bycia w centrum, a raczej służyć jako tło, element wznoszący ludzi ku Chrystusowi, ku Eucharystii, ku byciu z żywym Bogiem – mówi Monika, animatorka diakonii uwielbienia Boga flagami, która jest częścią wspólnoty Wieczernik Miłosierdzia przy parafii Miłosierdzia Bożego w Nidzicy. – Duch Święty wlał nam w serca to pragnienie. Jezus wybiera i uzdalnia. Jedni są powołani do pięknej modlitwy słowem, inni do tego, by wielbić Go bez słów – podkreśla Monika.

– Modlimy się całym ciałem. Każdy nasz ruch, gest flagą, to modlitwa wypływająca z serca – opowiada Ania. – Flaga, sztandar towarzyszą człowiekowi od najstarszych czasów. W Piśmie Świętym jest wiele cytatów mówiących o tym – dodaje Ola i przytacza Psalm 20: „Będziemy się weselić ze zwycięstwa Twego i w imię Boga naszego wzniesiemy sztandary”.

Ja tak wielbię

W każdą drugą środę miesiąca w kościele odbywają się otwarte spotkania dla osób pragnących w ten sposób posługiwać w comiesięcznych wieczorach uwielbienia, które odbywają się w każdą pierwszą niedzielę.

– Naszą posługą pragniemy ściągać z nieba chwałę Bożą. Ściągać z nieba uzdrowienie, co symbolizują turkusowe flagi, chwałę Jezusa, żeby przyszedł do naszego życia, pocieszył. Złota flaga symbolizuje właśnie Jego chwałę – wymienia Monika. Oczywiście, kiedy ktoś pierwszy raz przyjdzie na modlitwę uwielbienia i zobaczy w kościele przed wystawionym Najświętszym Sakramentem parę osób „machających” flagami, może zastanawiać się: „Co oni robią?”.

– Otóż nie machają, a modlą się, choć ludzie tak na początku mówią – uśmiecha się Ola. – Pamiętam, że kiedyś podszedł do mnie pan i powiedział: „Ale pani śmiesznie wygląda z tą flagą”. Odrzekłam: „Ja tak wielbię Boga”. Tylko tyle. Pamiętam, że kiedy pierwszy raz dostałam flagę, usłyszałam: „A teraz módl się”. Ale jak? Miałam wiele wątpliwości i słowa pychy: co ludzie pomyślą, przecież człowiek staje przed innymi! Później stwierdziłam, że nigdy więcej. Aż przyszedł moment, że w sercu dojrzała pewność, iż ta forma modlitwy jest dla mnie. I poczułam, o co chodzi. Że nie chodzi o mnie, a o Jezusa, o Boga – wspomina Monika.

Lęk znika

We wspólnocie jest diakonia odpowiedzialna za śpiew, za muzykę, za modlitwę słów.

– My modlimy się bez słów. Patrzę na Jezusa i nieraz myślę, jak bardzo Go kocham. Można poczuć głęboką miłość do swojego Boga, miłość, która nie potrzebuje słów. Wtedy znikają obawy, co ktoś o mnie pomyśli. Jestem nauczycielką i kiedy poczułam w sercu, że tak chcę uwielbiać Boga, zmartwiłam się: „Co pomyślą moi uczniowie?”. Ale wystarczy odpowiedzieć na zaproszenie Boga i lęk znika. Ta forma zabiera pychę, człowiek oddaje się uwielbieniu i już nie myśli o fryzurze, o postawie, o innych. Jest sam na sam z żywym Bogiem – dodaje Ola. – Kiedy spotka się żywego Jezusa, to nie ma takiego słowa, które by wyraziło, jaki On jest cudowny. A gesty są jak słowa wypowiedziane sercem – podkreśla Monika.

– Podczas adoracji Najświętszego Sakramentu jesteśmy tylko ja i Pan Jezus, oddaję się tej modlitwie. I czuję, jakbyśmy zagarniały flagami modlitwę wszystkich ludzi i wznosiły ją ku niebu. To jest piękne – mówi Ania. – Jesteśmy w świątyni na ziemi, ale tak naprawdę duszą jesteśmy w niebie. Widzi się aurę kolorów, jakby wspinając się po tęczy. Harmonia kolorów w połączeniu ze śpiewem uwielbienia, muzyką i modlitwą tworzą duchowy wir wznoszący do nieba. I Jezus w centrum! Tak czuję się podczas naszych wieczorów uwielbienia – opowiada Ola.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama