GN 31/2020 Archiwum

Tak otwierają się oczy

– Siedem lat temu byłam niewierząca. Dziś jestem liderką Odnowy w Duchu Świętym... Scenariusz w ówczesnych wyobrażeniach najmniej możliwy do zrealizowania – śmieje się Emilia.

Czy ty na pewno masz relację z Panem Bogiem? – zapytał ją mąż. A było to bardzo mocne pytanie. Zaczęła zastanawiać się nad odpowiedzią. – I Duch Święty ukazał mi wiele przykładów z mojego życia, że On mnie prowadzi. Małe cuda codzienności, słowa, sytuacje... Ale przede wszystkim to, że dziś nie wpadam w rozpacz, a mimo kłopotów i upadków mam poczucie bezpieczeństwa. Od kiedy jestem we wspólnocie, otworzyłam się na działanie Ducha Świętego. Owszem, bywam smutna, czasem popłaczę. Tak jest. Ale w tych łzach jest Pan Bóg i to mnie umacnia. On podarował mi słowa szczególne, które mnie prowadzą: „Bo góry mogą ustąpić, ale miłość moja nie odstąpi od ciebie, mówi Pan”. Dziś wiem, że nieważne, co się wydarzy, Pan Bóg mnie kocha. Przeżywamy trudny czas pandemii. I co z tego, że ktoś ma pieniądze, ma firmę, ma samochody? Okazuje się, że to jest nieważne. A ja mam jedną pewność, że nikt mi nie zabierze miłości Pana Boga. On ze mną jest, a Duch Święty mnie prowadzi. To jedyna pewność w moim życiu – mówi Justyna.

Problemy mają inną barwę

– Długo byłam poszukująca – opowiada. Uczestniczyła w spotkaniach wielu wspólnot. Trafiła też na rekolekcje prowadzone w charyzmacie Odnowy w Duchu Świętym. – Poczułam, że On dotyka mnie miłością i rozpala pragnienie poznania Go. Wówczas uświadomiłam sobie, że Bóg przygotował dla mnie miejsce w tej wspólnocie, że w niej odnajdę to, czego szukam. Do domu wróciłam z myślą, że w Gryźlinach powinna powstać taka wspólnota – wspomina Justyna.

W parafii zorganizowano Rekolekcje Ewangelizacyjne Odnowy (REO). – I wówczas moja przygoda z Duchem Świętym rozpoczęła się „na serio”. Otworzyłam się na Jego działanie, a On zaczął mnie prowadzić. Uświadomiłam sobie, że sama, swoimi siłami nic nie mogę. To Duch Święty napełnia mnie odpowiednimi darami, bym realizując Boże dzieła, idąc drogą Ewangelii, nie lękała się, a czuła pokój i pewność w sercu – opowiada.

Ale jak rozpoznać, co pochodzi od Boga, a co nie? – Trzeba trwać na modlitwie, stanąć w prawdzie o sobie. Wówczas czujemy, czy podejmowane działania przynoszą nam pokój, radość, czy wręcz odwrotnie – budzą lęk, skłaniają myśli ku naszym słabościom. Wcześniej nigdy bym się nie odważyła na mówienie o sobie przed ludźmi. Dziś, w Duchu Świętym, robię to bez lęku, wręcz z radością, że mówię o tak cudownej relacji, która łączy mnie z Jezusem Chrystusem. Po ludzku jest to dla mnie trudne, ale wiem, że to moje powołanie, że Duch Święty uzdalnia mnie do tego. Tego nie da się opisać, to się po prostu czuje – mówi Justyna. Po REO w Gryźlinach powstała wspólnota Odnowy w Duchu Świętym, a Justyna została jej liderką. W rekolekcjach wzięło udział ponad 20 osób i wszystkie one utworzyły nową wspólnotę, która dziś rozrosła się do ponad 30 osób.

– Jest w nas pragnienie wspólnej modlitwy, działania, ale przede wszystkim odnajdywania Pana Boga w codzienności – mówi Justyna i przyznaje, że wspólnota okazała się niezwykle istotna w czasach pandemii. – Założyliśmy w mediach społecznościowych grupę, spotykaliśmy się w czwartki. Każdy siadał we własnym domu, ale trwaliśmy na wspólnej modlitwie. To nas umacniało, czuliśmy, że Pan Bóg nas łączy mimo drzwi zamkniętych. Zrozumieliśmy, czym jest łączność duchowa – zaznacza. Oczywiście, nie jest tak, że wystarczy wstąpić do wspólnoty, a wszystko automatycznie się układa... – To nie tak, że w moim życiu od tych trzech lat panuje sielanka. Wiele rzeczy po ludzku mnie dotyka. Przeżywam wiele problemów. Ale one mają inną „barwę” niż wcześniej. Patrzę na nie inaczej, bo zapraszam Ducha Świętego, żeby mnie w nich umacniał. Tak otwierają się oczy wiary – zaznacza.

Zmieniło się serce

Jeśli pragniemy poznać Pana Boga, On wskaże nam drogę – w przypadku Odnowy w Duchu Świętym jest to najczęściej zaproszenie na REO. – Mówię, że to są rekolekcje odnowy życia w Duchu Świętym. Bo to jest zmiana zupełna. Tak było i w moim przypadku – wspomina Sabina, która dziś należy do Odnowy przy parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Olsztynie. – Budowałam sobie życie, które się nagle rozsypało. Dotarło do mnie, że potrzebuję obok siebie kogoś silnego. Zaczęłam szukać i odnalazłam Boga, który wskazał mi tę wspólnotę jako moją drogę ku niebu. Po rekolekcjach zmienił się zupełnie mój obraz Pana Boga. Z dzieciństwa miałam wyobrażenie, że to starzec na chmurce z siwą długą brodą – śmieje się Sabina.

– Taki, który może i interesuje się naszym życiem, ale z pewnym dystansem. Bardziej jesteśmy przez Niego kontrolowani niż kochani. A na rekolekcjach doświadczyłam, że Pan Bóg mnie kocha. One pomogły mi zobaczyć, jak On działa w moim życiu, jak Duch Święty działa w moim życiu. To był początek przyjaźni z Duchem Świętym i wstąpienia do wspólnoty przy parafii – mówi. – Moje życie z zewnątrz jest takie samo. Są w nim lepsze i gorsze momenty. Ale zmieniło się moje serce. Pan Bóg zaczął je uzdrawiać z różnych zranień, z głupot, które wcześniej narobiłam. Zmieniło się moje postrzeganie życia. Zmieniły się moje potrzeby życiowe – podkreśla i cytuje słowa, które przyświecają jej życiu: „Ufaj Mi”.

Dziś się nie wstydzę

Pierwsza do wspólnoty wstąpiła siostra Małgorzaty. – Przez rok namawiała mnie na udział w rekolekcjach. Mówię do niej: „Przecież ja całe życie jestem blisko Pana Boga. Chodzę do kościoła. Dzieci wychowałam po chrześcijańsku”. Ale jeszcze wówczas nie wiedziałam, że nie doświadczyłam miłości Pana Boga. Dla mnie On był sędzią, bałam się Go. Wiedziałam, że mnie rozliczy z całego życia. Byłam zlęknionym dzieckiem. A siostra pukała, pukała, pukała... – wspomina Małgorzata.

Momentem decydującym była śmierć jej mamy. – Umierała na moich rękach. To mną wstrząsnęło. Wpadłam w rozpacz, bo zrozumiałam, że nie wiem, czy sama jestem gotowa na śmierć... I moje serce zaczęło bardzo tęsknić za Panem Bogiem. Zdecydowałam się na REO. Podjęłam tę decyzję w wewnętrznej samotności. „Dobrze, Panie Boże. Bierz mnie i zrób, co chcesz. Jestem gotowa na więcej” – opowiada. Przez wiele lat była we wspólnocie przy parafii Matki Bożej Saletyńskiej w Mrągowie. Od ponad roku jest w nowo powstałej, przy parafii bł. Honorata Koźmińskiego, gdzie obecnie kończą się rekolekcje ewangelizacyjne. – Bez miłości Bożej nie ma przemiany serca. Jednak trzeba jej doświadczyć. A później we wspólnocie jest wzrost duchowy – mówi.

– Duch Święty doświadcza nas, ucząc pokory. Przykładów jest wiele. Pamiętam, jak kończyłam kurs animatorów. Działy się dziwne rzeczy, byłam zmęczona, czułam się jak nieudacznik, relacje z ludźmi były trudne. To Duch Święty ukazywał mi prawdę o mnie. Musiałam w niej stanąć. Szukałam i pytałam Pana Boga, co jest nie tak w moim sercu, że tak emocjonalnie się zachowuję. Czas formacji to nauka pokory – podkreśla.

Uważa, że jest ona niezbędna, by zrozumieć drugiego człowieka, który otwiera się i mówi o swoich problemach. – By nie mówić mu: „zrób tak”, tylko dać świadectwo. O tym, co spowodowało, że ja dzisiaj mam radość w sercu. Ludzie wówczas słuchają, choć często nie dopuszczają myśli, że z Panem Bogiem może się zmienić ich życie. Są zakotwiczeni w tym, co im daje świat. Ale są takie tąpnięcia w życiu, że się przyklęknie i zaczyna się szukać. Dlatego zapraszam ich na rekolekcje, na Eucharystię, na adorację. By coś się w nich zadziało. Dziś, umocniona Duchem Świętym, nie wstydzę się mówić o Jezusie – dodaje Małgorzata.

Jesteś córką Boga

Emilia pochodzi z Radomia. Przyjechała do Olsztyna na studia. – Gdy tak byłam daleko od domu, zaczęłam popadać niemal w depresję. Trafiłam na stronę duszpasterstwa akademickiego w Olsztynie. Miałam chyba naprawdę trudną noc, bo napisałam e-maila do księdza. A byłam ateistką! Pomyślałam, że mu się wygadam i pójdę, a on będzie musiał wszystko zachować dla siebie. Nie potrafiłam zaufać drugiemu człowiekowi, choć miałam setki znajomych – wspomina.

Tak trafiła do księdza Piotra. Jeszcze przed spotkaniem miałam tysiące pytań w głowie: po co tam idę, co mu powiem? – Stałam pod plebanią pół godziny. Zastanawiałam się: iść czy nie? W końcu nacisnęłam guzik domofonu, choć nie opuszczała mnie myśl, że komuś zabiorę czas. I wtedy wyszedł uśmiechnięty ks. Piotr, powitał serdecznie. Pomyślałam: „O co tu chodzi? Nie zna mnie, a słucha uważnie”. To była moja pierwsza tak szczera rozmowa w życiu. Na koniec powiedział, że zaczynają się w kościele akademickim REO. A ja nawet nie pamiętam, kiedy ostatnio w kościele byłam. Pierwszy raz widziałam tego księdza, a on mnie już na jakieś rekolekcje zapraszał – uśmiecha się Emilia. Zdecydowała się i tak zaczęło się jej nawrócenie.

– Rekolekcje to siedem tygodni, które wywróciły moje życie do góry nogami. Niesamowite, że Pan Bóg w Duchu Świętym potrafi to zrobić! Widziałam, jak oni są „dziwni”, jakby nie z tego świata, ale są szczęśliwi – podkreśla. Została we wspólnocie, dziś jest jej liderką. Nieustannie towarzyszą jej słowa, które powiedział ksiądz Piotr: „Jesteś córką Boga i jesteś dla Niego bardzo ważna. On cię kocha”.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama