Nowy numer 33/2020 Archiwum

Neoprezbiterzy A.D. 2020

30 maja w konkatedrze św. Jakuba w Olsztynie abp Józef Górzyński udzielił święceń kapłańskich 5 alumnom WSD MW „Hosianum” w Olsztynie. Przedstawiamy sylwetki nowych duszpasterzy archidiecezji warmińskiej.

Po sześciu latach formacji w Wyższym Seminarium Duchownym Metropolii Warmińskiej „Hosianum” alumni przyjęli świecenia prezbiteratu. – Wszystkim głoście słowo Boże, które sami z radością przyjęliście. Rozważajcie prawo Boże, wierzcie w to, co przeczytacie, nauczajcie tego, w co uwierzycie, i pełnijcie to, czego innych będziecie nauczać. Niech wasza nauka będzie pokarmem dla ludu Bożego, niech świętość waszego życia stanie się źródłem radości dla wyznawców Chrystusa. W ten sposób słowem i przykładem będziecie budować dom Boży, to jest Kościół – usłyszeli podczas święceń.

Arcybiskup Józef Górzyński posłał neoprezbiterów do następujących parafii: ks. Maciej Ćwikliński – parafia św. Macieja Apostoła i Najświętszej Krwi Jezusa Chrystusa w Bisztynku; ks. Mateusz Kruszewski – parafia św. Jana Apostoła i Ewangelisty w Bartoszycach; ks. Przemysław Nożyński – parafia św. Andrzeja Boboli w Lidzbarku Warmińskim; ks. Rafał Rozumowicz – parafia św. Katarzyny Aleksandryjskiej w Kętrzynie; ks. Sławomir Sokołowski – parafia bł. Honorata Koźmińskiego w Mrągowie.

ks. Maciej K. Ćwikliński

Pochodzi z parafii bł. Franciszki Siedliskiej w Olsztynie. Na obrazku prymicyjnym umieścił słowa: „Wypłyń na głębię, nie bój się”. – Jak wygląda moja relacja z Bogiem? Za każdym razem, gdy pojawiała się przede mną nowa perspektywa, jakaś nowa rzeczywistość, prosiłem Boga o pomoc w tej sytuacji. A On zawsze wyciągał do mnie rękę. Czułem Jego pomoc, jakby mówił do mnie: „Nie bój się, idziemy razem, wypłyń na głębię Mojego miłosierdzia”. To właśnie w tym przekonaniu zakotwiczyłem całą moją formację i kapłaństwo – mówi ks. Ćwikliński. Podkreśla, że na swojej drodze do kapłaństwa przykład stara się czerpać od Jezusa Chrystusa, Najwyższego Kapłana. – Pomaga mi też Maryja, a inspiruje św. Paweł Apostoł. Przez swoją pracę misyjną pokazał on, jak walczyć z przeciwnościami z pomocą Chrystusa, pokazał, że przy wsparciu Mistrza można wiele osiągnąć. Tego się trzymam – mówi nowo wyświęcony kapłan. Przyznaje, że zawsze chciał być księdzem, choć w życiu zdarzały mu się oczywiście większe czy mniejsze wahania. – Każde takie doświadczenie, każdy kryzys, wątpliwości były do czegoś potrzebne. Kapłaństwo to droga. To nie jest tak, że w momencie przyjścia do seminarium czy w chwili święceń mamy już „gotowy produkt”. Różne sytuacje pomagają nam się rozwijać, wzrastać. Nie wiem, co przyniesie przyszłość, ale wierzę, że z Bożą pomocą wszystko będzie dobrze – zapewnia.


ks. Mateusz Kruszewski

Do archidiecezji warmińskiej przybył z Prątnicy, z parafii św. Katarzyny Aleksandryjskiej (diecezja toruńska). Na jego obrazku prymicyjnym znajduje się fragment Ewangelii wg św. Jana: „Nie wyście mnie wybrali, ale ja was wybrałem, abyście szli i owoc przynosili”. – To ma być owoc nie mój, ale Boży. Służba Panu Bogu, drugiemu człowiekowi, począwszy od małych rzeczy, jak przebywanie z ludźmi, rozmowy, niesienie pomocy przez sprawowanie sakramentów. Chodzi o to, by dzielić się swoim życiem tak, by rozdawać innym te Boże owoce – mówi neoprezbiter. Podkreśla, że czas seminarium to czas nieustannej budowy relacji z Panem Bogiem. – Codzienna formacja: Msze św., adoracje, medytacje, rozmowy z ojcami duchownymi, ale też różne praktyki, jak pielgrzymka, rekolekcje Odnowy w Duchu Świętym czy Przystanek Jezus, na którym byłem dwukrotnie. Każdy rok przynosił jakieś zmiany w życiu, rozwój, wzrastanie w wierze i powołaniu. Seminarium nie kończy formacji, pogłębianie jej musi trwać nieustannie, przez całe życie, bo tylko wtedy możliwe jest pogłębianie relacji z Bogiem – podkreśla. Dodaje, że inspiracją jest dla niego św. Mateusz. – Tak jak on mam świadomość swojej grzeszności i niedoskonałości, ale jego historia umacnia mnie na duchu, pokazuje, że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych – przekonuje neoprezbiter.


ks. Przemysław Nożyński

– Zawsze chciałem być księdzem. Na początku to była dziecięca fascynacja, zabawa „w księdza”, ale potem coraz bardziej świadoma decyzja. Gdy byłem w I klasie gimnazjum, pojechałem do Częstochowy i to miejsce mnie zauroczyło, tak jak cała duchowość maryjna. Już wtedy zawierzyłem moje powołanie Matce Boskiej Częstochowskiej. Napisałem na karteczce intencję i wrzuciłem do skrzynki z myślą: „Jeśli mam być księdzem, to Ty, Maryjo, się tym zajmij” – opowiada ks. Przemysław. Pochodzi z diecezji płockiej, z parafii św. Dominika w Krzynowłodze Małej. Kiedyś w internecie zobaczył ogłoszenie o rekolekcjach powołaniowych w Olsztynie i postanowił przyjechać. – To był bardzo dobry czas, poczułem, że to moje miejsce. Po powrocie do domu stwierdziłem, że jeśli mam iść do seminarium, to tylko do „Hosianum” – wspomina nowy kapłan. Przyznaje, że kiedy był w III klasie technikum, kłócił się z Bogiem. – Moja mama bardzo ciężko zachorowała, miała tylko 43 lata. Od kilku już lat dojrzewało moje powołanie, więc powiedziałem: „Dobra, pójdę do seminarium, ale Boże, wylecz mi mamę”. Moje życzenie się nie spełniło, a ja byłem zły. Pamiętam, że mama była z ciocią w pokoju, leżała bardzo chora, a ja byłem w kuchni i kłóciłem się z Nim w myślach. I wtedy usłyszałem, jak mama mówi do cioci: „Ewa, zobacz, Pan Jezus jest za oknem, ale jeszcze bokiem...”. Wszystkie moje wątpliwości zniknęły – opowiada. Na obrazku prymicyjnym umieścił słowa z Mądrości Syracha: „Dziecko, jeżeli masz zamiar służyć Panu, przygotuj swą duszę na doświadczenie”.


ks. Rafał W. Rozumowicz

Pochodzi z parafii św. Józefa w Olsztynie. Na jego obrazku prymicyjnym znalazły się słowa: „Wystarczy ci Mojej łaski, moc bowiem w słabości się doskonali”. – To słowa, które są mi bliskie już od czasów liceum. Wracają do mnie w różnych momentach życia, prowadzą na drodze mojej duchowości, mojego rozwoju – tłumaczy kapłan. – Kiedy patrzę na moje powołanie, na formację w seminarium, na całą moją drogę, widzę, że Pan Bóg ma jakiś plan wobec każdego z nas i najlepsze, co możemy zrobić, to słuchać Jego głosu. Nigdy nie myślałem o seminarium, o Drodze Neokatechumenalnej, na której jestem, o pielgrzymce, na której byłem trzy razy, o graniu na gitarze i wielu innych sprawach. Nic nie było przeze mnie wymyślone – to Pan Bóg ma dla nas coś przygotowane, a my mamy słuchać tego, co On nam zaproponuje – mówi duszpasterz. Jak sam przyznaje, dobrze czuje się, pracując z młodzieżą, ale dostrzega też potrzebę formacji całych rodzin. – Neokatechumenat, Domowy Kościół, Ruch Rodzin Nazaretańskich i inne wspólnoty angażują wszystkich członków rodziny. To niezwykle cenne doświadczenie, szczególnie dla dzieci i młodzieży. Dla mnie najważniejszym zadaniem jest być dobrym kapłanem, któremu ludzie będą mogli i będą chcieli zaufać. Żeby jednak mówić cokolwiek innym, najpierw sam muszę tymi treściami żyć. To najważniejsze – podkreśla ks. Rafał.


ks. Sławomir Sokołowski

Pochodzi z parafii św. Barbary w Boguchwałach. Na swoim obrazku prymicyjnym umieścił słowa: „Czym się Panu odpłacę za wszystko, co mi wyświadczył, podniosę kielich zbawienia i wezwę imienia Pana. Wypełnię me śluby dla Pana przed całym Jego ludem”. – Powołanie odbieram jako ogromny dar od Boga, jestem Mu bardzo wdzięczny za wiele sytuacji, ludzi i rzeczy w moim życiu. Bóg w najmniej oczekiwanym momencie, ale bardzo aktywnie wszedł do mojego życia. Nigdy nie myślałem o seminarium, o tej drodze, ale Bóg działał w moim życiu. I przez różne sytuacje – w tym wiele trudnych, jak śmierć taty – pomógł mi przejść. Jestem Mu bardzo wdzięczny za to, że jest, że odpowiada na modlitwy, najlepiej się czuję przy Nim. Wiem, że nie będzie łatwo, ale to jest moje powołanie i wiem, że to będzie wspaniały czas. Czy to będzie 50 lat czy 5 lat, bo nie wiadomo, kiedy Pan Bóg mnie do siebie powoła, ale wiem, że chcę iść przez całe życie z Nim – mówi ks. Sokołowski. Przypomina słowa bp. Rysia, który podczas święceń u dominikanów w 2013 r. powiedział, że neoprezbiterzy wchodzą w coś, co ich totalnie przerasta. – Tak odbieram powołanie: nie ja będę decydował o swoim życiu i nie chodzi tu tylko o decyzje biskupa, ale bardziej o świadomość, zaufanie, że to Pan Bóg wszystkim kieruje. Kapłaństwo nie jest moje, jest Jezusa, ja jestem tylko narzędziem. Wszystko, co mam, otrzymałem od Boga. Mogę się Mu odpłacić tym, co mam, czyli całym swoim życiem – mówi ks. Sławomir.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama