Nowy numer 33/2020 Archiwum

Spodobałam się Najwyższemu

Pewnego dnia poczułam, że moje życie będzie inne...

Kiedy patrzę wstecz na moje życie, wydaje mi się, że to tylko chwila. Jednak gdy spojrzę na każdy miniony dzień, widzę, jak wiele się wydarzyło, jak wieloma łaskami Pan Bóg mnie obdarował – mówi s. Parvula ze Zgromadzenia Sióstr Uczennic Boskiego Mistrza. 24 maja obchodziła 90. urodziny, dziękując Bogu za długie życie, zdrowie, za łaskę powołania do życia konsekrowanego, które dojrzewało w niej już od dziecięcych lat, mimo tragicznych lat II wojny światowej.

Świat spowity mgłą

Rodzinne pole, ciągnące się po obu brzegach Bugu. Pobliskie lasy, pola uprawne i rozkwiecone łąki, piękna okolica otaczająca wieś Glina. Tu urodziła się Marianna. Jej rodzicami byli Stanisław i Rozalia Korzebowie. – Miałam siedmioro rodzeństwa – sześć sióstr i brata, ale dwoje z nich zmarło bardzo wcześnie – opowiada s. Parvula PDDM. Wspomina przy tym, że niedaleko, w Zuzeli, urodził się kard. Stefan Wyszyński.

– Sąsiednia parafia to Małkinia, a ksiądz prymas często tam przyjeżdżał – dodaje. Wspomina lata przedwojenne, pierwsze lata szkoły. Klasy były rozrzucone po całej wsi, na zajęcia Marianna musiała iść 4 kilometry. – Rok 1939. Pierwszy września, pierwszy piątek miesiąca. We wsi były tylko dwa odbiorniki, więc rano mamusia wysłała mnie do ojca chrzestnego, żebym posłuchała radia. Usłyszałam: „Wróg napadł na nasz naród. Wyciąga po nas swoje łapy. Ale będziemy się bronić do ostatka”. Miałam wówczas 9 lat. Przyszłam do domu, mówię: „wojna”. Mama odpowiedziała: „Teraz, moje dzieci, nie będziecie się mnie już pytać, co to znaczy wojna, bo same tego doświadczycie” – opowiada s. Parvula.

Niedługo usłyszeli warkot samolotów. Niemcy bombardowali Małkinię, gdzie był ważny węzeł kolejowy. Zburzyli również most Warszawski na Bugu. – Tego dnia słońce świeciło, ale świat był spowity jakby mgłą. Słońce nie dawało pełnego blasku, jakby natura przeżywała tę tragedię – wspomina siostra.

Chciałam ją naśladować

Dokładnie pamięta Msze św. i zdania z Ewangelii, które od dzieciństwa zapadały jej głęboko w serce. Potem rozważała je, kiedy... pasła krowy. – Kiedy rodzice szli obrządzać, siedziałam w oknie i patrzyłam w niebo. Widziałam w tym wszystkim wielkość. Kiedy byłam w lesie czy na łące, przemawiała do mnie natura. Siadałam pod drzewem i wsłuchiwałam się w szum drzew, i myślałam, że to piękna melodia. Że te drzewa śpiewają dla Pana Boga... Ale pamiętam dobrze – choć byłam wtedy jeszcze mała – jak pewnego dnia stanęłam w kuchni przy drzwiach i nagle poczułam, że moje życie będzie inne niż to babci i rodziców. Ale jakie – tego wówczas nie wiedziałam – wspomina. Później przeczytała książkę o Marii Egipcjance, która na pustyni pokutowała za grzechy świata.

– Chciałam ją naśladować. Ale jak? U nas nie ma pustyni. Później trafiło do moich rąk pismo sióstr loretanek „Różaniec”. Tam były pokazane zakonnice. Zaczęłam się zastanawiać: „Może zostanę siostrą zakonną?” – mówi.

Szłam z myślą, że już nie wrócę

Minęła wojna. Rok 1946. Z Warszawy wyszła pierwsza piesza pielgrzymka na Jasną Górę, w której uczestniczyły dwie starsze siostry Marianny. Niosły cierniową koronę i „prochy” spalonej Warszawy. Po powrocie opowiadały, że na Jasnej Górze widziały wiele sióstr zakonnych.

– Od razu pomyślałam, że skoro jest tam ich tak dużo, to i ja pójdę do Częstochowy. Udało mi się to w 1949 roku. Szłam z myślą, że już nie wrócę do domu – uśmiecha się s. Parvula. – Minęły jednak dwa dni na Jasnej Górze, a ja nie znalazłam sióstr! Poszłam do kaplicy do Matki Boskiej, by wskazała mi, co robić. Uklękłam i rozmawiam z Nią. Po wyjściu z kaplicy pomyślałam: „Które pierwsze siostry spotkam, do tego zgromadzenia pójdę”. I wtedy zobaczyłam dwie siostry! Kupiłam od nich książkę, w której był adres zgromadzenia. Wróciłam do domu i zaczęłam zbierać potrzebne dokumenty. Korespondowałam z nimi. Rok później ponownie wyruszyłam z warszawską pielgrzymką, tym razem już z pewnością, że do domu nie wrócę – wspomina. Tak wstąpiła do Zgromadzenia Sióstr Uczennic Boskiego Mistrza.

– Siostry mieszkały blisko Jasnej Góry. Były tylko dwie siostry profeski. Reszta to postulantki. Nie było wody, prądu, żadnych łazienek. Całe zgromadzenie mieściło się w czterech pokojach – mówi. W zgromadzeniu na profesji otrzymała imię Parvula. – Imię wzięte z antyfony „Cum essem parvula, placui Altissimo”, czyli „Spodobałam się Najwyższemu, gdyż byłam mała”. Parvula to mała – uśmiecha się.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama