GN 31/2020 Archiwum

Odpowiadamy na wezwanie

Modlą się nieprzerwanie przez 7 dni i 7 nocy. W Olsztynie odbywa się już 50. Jerycho Różańcowe.

Kiedy Izraelici zamierzali zdobyć Jerycho, siedmiu kapłanów niosło przed Arką Przymierza siedem trąb z rogów baranich. Codziennie okrążali miasto, siódmego dnia okrążyli je siedem razy – wówczas mury Jerycha runęły.

– Dlatego właśnie Jerycho Różańcowe trwa 7 dni i 7 nocy. Z tym, że my chcemy burzyć mury budowane przez złego ducha – te mury w sercach ludzkich, w rodzinach. Bierzemy przykład z Pisma Świętego – po ludzku było to niemożliwe, żeby Izraelici zdobyli Jerycho, a jednak stało się to faktem, bo cała moc płynęła od Boga, nie z ludzi. Tak samo i w naszym życiu – wiele rzeczy wydaje się po ludzku niemożliwych. Chcemy zniszczyć to, co złe, a żeby na to miejsce Bóg zbudował coś dobrego – tłumaczy o. Szczepan Szpyra SVD, proboszcz parafii św. Arnolda w Olsztynie.

Dwie kolumny

To właśnie w tej parafii odbyło się pierwsze w Olsztynie Jerycho Różańcowe, a teraz odbywa się ono po raz 50. – Pierwsze Jerycho w Polsce zorganizował w 1979 r. pan Anatol Kaszczuk. W tamtym czasie pojawiały się wielkie przeszkody ze strony władz komunistycznych, które nie chciały, by do Polski przybył z pielgrzymką Jan Paweł II. Już się wydawało, że wszystko trzeba będzie odwołać. Wówczas pan Anatol udał się do bp. Stefana Bareły z Częstochowy z propozycją, by na Jasnej Górze zorganizować modlitewne czuwanie od 1 do 7 maja.

Biskup się zgodził, powiedział, że ma być maksimum modlitwy i minimum problemów. Modlitwa się rozpoczęła, a 7. dnia Jerycha władze komunistyczne zaczęły odpuszczać i udało się zorganizować pielgrzymkę. Wszyscy pamiętamy, jak ważna była ta wizyta, znamienne bierzmowanie narodu i słowa „Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi, tej ziemi” – opowiada Urszula Strynowicz, organizatorka olsztyńskiego Jerycha. Modlitewne czuwanie odbywa się w różnych parafiach stolicy Warmii i Mazur, a przez 7 dni i 7 nocy trwa nieustanna modlitwa przed Najświętszym Sakramentem.

– Nawiązujemy w naszej modlitwie do wizji św. Jana Bosko, który widział Kościół jako wielki okręt podczas sztormu, mierzący się z licznymi wrogami. Jedynym ratunkiem były dwie kolumny. Na jednej znajdowała się figura Niepokalanej Dziewicy, u której stóp widniała duża tablica z napisem: Auxilium christianorum (Wspomożenie chrześcijan). Na drugiej, o wiele wyższej i potężniejszej, umieszczona była Hostia, a także tablica ze słowami: Salus credentium (Zbawienie wiernych). Kiedy okręt zakotwiczył przy tych kolumnach, walka skończyła się, przyszły ratunek i zwycięstwo. My – idąc tą drogą – chcemy budować te dwie kolumny. W Jerychu mamy adorację Najświętszego Sakramentu i modlitwę różańcową – tłumaczy U. Strynowicz. Pierwsze Jerycho rozpoczęło się 2 kwietnia 2016 roku.

– Intencja jest cały czas ta sama – za naszą ojczyznę, za Polskę. Do tego dołączamy inne intencje – w tym roku, przez 9 kolejnych spotkań modlitewnych, prosimy szczególnie o łaski dla kapłanów, o uświęcenie duchowieństwa i o powołania do kapłaństwa, misyjne i do życia konsekrowanego. Żeby być silni w wierze, musimy mieć silnych przewodników duchowych, a oni potrzebują naszego wsparcia – dodaje pani Urszula.

Silniejsze niż broń atomowa

Jedną z tych osób, które uczestniczyły w pierwszym olsztyńskim Jerychu i włączają się w organizację kolejnych, jest Teresa Rogowska. – Różaniec jest wyjątkowy. Pokochałam go i widzę jego wielką moc. Poznałam Nowennę Pompejańską, Margaretki, nieustający Różaniec... Ta modlitwa znacząco wpłynęła na moje sprawy osobiste, widzę zmiany na lepsze w mojej rodzinie – opowiada pani Teresa.

– Jerycho Różańcowe to modlitewny szturm do nieba. Święty o. Pio mawiał, że Różaniec ma moc większą niż broń atomowa, taka jest to ogromna siła. I ta siła łączy ludzi, całe rodziny, parafie, całą nasza ojczyznę – ileż osób ma różaniec na palcu, w ręku, w torebce, w kieszonce, w domu... Za każdym razem, kiedy zapraszamy na Jerycho, mamy odpowiedzi, ludzie się angażują, przychodzą, czuwają, odmawiają modlitwy – dodaje Zofia Ciszewska. – To nie jest łatwe dzieło, nieraz trudno jest wszystko zorganizować, nieraz samemu trudno się modlić, ale zawsze warto, bo ta modlitwa przenosi się również na innych – w naszym domu odmawia ją ze mną mąż, syn już u siebie również modli się na różańcu – mówi Stanisława Hanowska.

– Jestem tu trzeci rok. Ta grupa już tu działała, kiedy przyszedłem do tej parafii, i widzę, że to jest dzieło Boże. Jest dużo zapału modlitewnego – Jerycho jest jakby wypełnianiem skarbnicy Kościoła. My wypraszamy łaski od Boga, ale nie od nas zależy, gdzie one trafią. Pan Bóg hojną ręką czerpie z tej skarbnicy i rozdaje duchowe skarby tam, gdzie chce. To już Duch Święty wie najlepiej, gdzie ich potrzeba – opowiada o. Szczepan Szpyra. – Jerycho to uwieńczenie mojej miłości do Najświętszego Sakramentu, do Różańca i Matki Bożej – nie mogłam się nie zaangażować w to dzieło – mówi Karina Hanowska.

Dodaje, że modlitwami ogarniają nie tylko swoje rodziny. – Dojrzałość chrześcijańska to przede wszystkim miłość, a ta wiąże się z odpowiedzialnością. To odpowiedzialność już nie tylko za siebie, ale również za innych: w Jerychu modlimy się w różnych, bardzo istotnych kwestiach. Modlimy się, wynagradzając Bogu za nasze grzechy, wynagradzając Sercu Maryi, modlimy się za prześladowanych chrześcijan, za nasz naród, by wiara była żywa i prawdziwa, modlimy się o nawrócenia, o prawo do życia – wymienia, dodając z przekonaniem: – To dzieło obejmuje nas wszystkich, cały świat.

U Pana Boga za piecem

Anatol Kaszczuk wielokrotnie opowiadał o sile Różańca. – Kiedy na początku lat 80. był w Rzymie, istniało bardzo realne zagrożenie ze strony komunistów. Był tam ze swoim przyjacielem, dominikaninem, i wracając, powiedział do niego: „Ojciec wie, co musimy zrobić? Jeśli tego nie zrobimy, to ponosimy odpowiedzialność przed Bogiem”. Po powrocie do kraju zorganizowali kolejne Jerycha, niebezpieczeństwo zniknęło – opowiada Urszula Strynowicz.

– My nawet nie wiemy, ilu łask doświadczają inni ludzie, Kościół. Tego nie widzimy, bo jest to przed nami zakryte, ale kiedyś Pan Bóg nam to pokaże – zapewnia U. Strynowicz. – 20 lat temu abp Edmund Piszcz dokonał uroczystej intronizacji Chrystusa Króla. Widzimy szczególną Boską opiekę, czujemy się trochę jak „u Pana Boga za piecem”. Myślę, że Jemu podoba się nasza modlitwa i On daje nam różne znaki, doświadczamy Jego namacalnej opieki – tłumaczy U. Strynowicz. – To nie jest nasze dzieło, my tylko odpowiadamy na wezwanie. Jesteśmy na Warmii – tu, w Gietrzwałdzie, podczas objawień Matka Boża prosiła, byśmy codziennie odmawiali Różaniec. Tak robimy – mówi Karina Hanowska.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama