Nowy numer 33/2020 Archiwum

Jesteśmy powołani do relacji

– To Bóg reżyseruje nasze życie. Wierzymy, że taka konwencja marszu też ma swój głęboki sens – uważa ks. Czupryński.

Z oczywistych względów Marsz dla Życia i Rodziny nie mógł się w tym roku odbyć w tradycyjnej formie. W Klebarku Wielkim, w sanktuarium Krzyża Świętego, ks. Wojsław Czupryński, diecezjalny duszpasterz rodzin, przewodniczył Mszy św. w intencji rodzin i życia poczętego.

– Ten rok jest szczególny pod względem organizacji różnych przedsięwzięć – niektóre w ogóle się nie odbyły, a inne mają zupełnie inną formę. Wierzymy jednak, że Pan Bóg nie myli się w swoich zrządzeniach, że On nam to nasze życie reżyseruje i być może ten Marsz dla Życia i Rodziny, który dzisiaj przeżywamy w zupełnie innej konwencji, bardziej nakierowanej na modlitwę, osobistą relację z Panem Bogiem, też ma swój głęboki sens – mówił ks. Czupryński.

Bóg nie jest samotnikiem

Do Klebarka przyjechało wiele osób, tradycyjnie zaangażowanych w organizację olsztyńskiego Marszu dla Życia i Rodziny. Na Mszy św. pojawiło się wiele rodzin z dziećmi. W homilii ks. Czupryński przypomniał, że z obchodzonej tego dnia uroczystości Trójcy Świętej możemy się dowiedzieć, iż Bóg nie jest samotnikiem, jest wspólnotą kochających się osób.

– A skoro jesteśmy stworzeni na Jego obraz i podobieństwo, my również nie jesteśmy powołani do życia w samotności. Przeciwnie, wszyscy – również księża, siostry zakonne – są powołani do wspólnoty, do relacji, do bycia dla drugiego człowieka, choć niekoniecznie musi się to wyrażać w wymiarze relacji małżeńskich i rodzinnych. Możemy powiedzieć, że na tyle staję się człowiekiem, na tyle urzeczywistniam w sobie obraz Boży, na ile potrafię tworzyć, budować, wcielać się w konkretną wspólnotę, w relację z drugim człowiekiem, kiedy muszę wyzbyć się swojego lenistwa, samolubstwa, kiedy odkrywam, na ile potrafię naprawdę kochać, przebaczać, uczę się rezygnować z siebie samego dla dobra drugiego – mówił w homilii ks. Czupryński. Przywołał przykład jednej z wizyt duszpasterskich u małżeństwa.

– Młodzi, piękni, szczęśliwi. Zaintrygowało mnie jedynie, że to mąż krzątał się po kuchni, podawał kawę, ciasto, bo z reguły jest odwrotnie. Po jakimś czasie zaproponowali, żebyśmy przeszli do drugiego pokoju. Wtedy mąż wziął żonę na ręce i... przeniósł. A ja, gdy zobaczyłem tam wózek inwalidzki, wszystko zrozumiałem. Do wypadku doszło jeszcze przed ślubem, ale on nie wycofał się, chciał być z nią do końca życia. Piękny przykład miłości, która dla dobra drugiego jest w stanie wiele poświęcić – mówił duszpasterz rodzin.

Warto podjąć ten trud

– Staramy się budować naszą rodzinę na Panu Bogu. Życie sakramentami to podstawa, przecież rodzina swój początek bierze od sakramentu małżeństwa. Uczciwość, prawdomówność, dobro, szacunek wobec drugiego człowieka – tego uczymy się cały czas my, jako małżonkowie i rodzice, i tego też staramy się uczyć nasze dzieci. Nie jest to łatwe, ale podejmujemy ten codzienny trud. Każdy z nas ma swoje ograniczenia, mamy gorsze i lepsze okresy, ale jesteśmy w tym razem. Mamy zaufanie do siebie i do Pana Boga. Od kilku lat bierzemy udział w Marszu dla Życia i Rodziny. Dlatego również w tym roku, mimo niecodziennych okoliczności, chcieliśmy wspólnie pomodlić się w intencji rodzin oraz podziękować za każde poczęte życie – podkreślają Emilia i Dominik Drabikowie.

Do Klebarka przyjechali również Iwona i Leszek Dziakowie. – Jesteśmy tu całą rodziną, z dziećmi, z moją mamą. Nie wszystko jest takie łatwe. Czworo dzieci, najmłodsza Michalina ma 10 miesięcy... ale każdy rodzic wie, że są takie trudy, które warto ponieść, żeby być razem. Rodzina to najważniejsza – zaraz po Panu Bogu i mężu – sprawa w moim życiu – mówi Iwona.

– Mamy świadomość, że jest to zadanie, dane tylko na krótki czas, dzieci szybko rosną. My staramy się go dobrze wykorzystać, wychować nasze pociechy na dobrych ludzi – dodaje Leszek. Zaznaczają, że do zachowania jedności w małżeństwie i rodzinie konieczne jest słuchanie nawzajem siebie i swoich potrzeb. – Wspólnie spędzony czas, modlitwa, wysłuchanie, poczucie bycia kochanym. To wszystko jest potrzebne do dobrej relacji. To jest praca, codzienny trud. W naszej rodzinie mamy wypracowaną pewną metodę – po wieczornej modlitwie mamy spotkania rodzinne: możemy wtedy powiedzieć, co było dobre, co było złe, jakie mamy plany na przyszłość. To pomaga w życiu rodzinnym – dodają małżonkowie.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama