GN 31/2020 Archiwum

Nasza misja wciąż trwa!

- Gdy przychodziłam wcześniej do pracy, patrzyłam przez okno, czy pan Mirek idzie z kościoła, gdzie był przed Najświętszym Sakramentem. Zawsze stamtąd przychodził - mówi Beata Groszkowska.

W 1947 r. katedralna wspólnota parafialna w ogłoszeniach usłyszała o nowo powstałej księgarni. Ksiądz Jan Hanowski w jej utworzeniu widział nadzieję na formację i umocnienie wartości katolickich. W ogłoszeniach, podkreślając istotę tego wydarzenia, napisano tak:

„Żyjemy w okresie wyjątkowych przeobrażeń i walki o nowego człowieka. W nurcie dzisiejszego życia dostrzega się niejednokrotnie próby oderwania człowieka od Boga, zbagatelizowania życia religijnego w człowieku i zastąpienia go wątpliwej wartości namiastką”.

Od 4 października 1947 r. księgarnia służy duchowieństwu i osobom świeckim aż do dziś.

Szczególną postacią, która z księgarnią była związana przez 37 lat, jest Mirosław Puchlaski, który właśnie przeszedł na emeryturę.

– Pracę zaczynałem w 1983 roku. To był trudny, ale zarazem ciekawy czas. Był stan wojenny, a diecezja sięgała od Kwidzyna do Gołdapi – wspomina pan Mirosław. – Trzeba było troszczyć się o pozwolenie na handel, później o pozwolenie na sprzedaż wina mszalnego, komunikantów itd. Dodatkowo był to okres porządkowania spraw notarialnych, tak więc wiele się działo – wymienia.

Zaznacza, że księgarnia była przede wszystkim miejscem otwartym. – Przychodziło do niej wielu księży. Była miejscem spotkań i licznych rozmów. Mieliśmy duże zaplecze, tak że było gdzie zatrzymać się dłużej, napić kawy i porozmawiać o tym, co dzieje się „w terenie”. Księża w tym czasie nie mieli łatwo, bo władza nie była im przychylna, ale cieszyło to, że w naszej księgarni mieli swoje miejsce – tłumaczy.

Podkreśla, że w pierwszym okresie jego pracy czekało się na książki nieraz dosyć długo. – Nie przyjeżdżało się do Olsztyna zbyt często, bo była to już poważna wyprawa poza parafię. Pracowałem wtedy z panią Danutą Iwan, która miała specjalne pudełko z zamówieniami na karteczkach. Niektórzy, gdy przyjeżdżali, to od razu brali po 10–15 książek. Z biegiem lat jednak to się zmieniło – opowiada pan Mirosław.


Więcej w "Posłańcu Warmińskim" 25/2020 na 21 czerwca.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama